Bez zatrzymania

5

Dla wielu początkujących to przerażająca fraza. Bieg bez zatrzymania. Taki bieg, w którym wiesz, rozumiesz, się nie zatrzymujesz. Trening ma trwać 30 minut i 30 minut biegniesz non stop. Koszmar, ciekawe kiedy to się skończy? Kiedy to nie będzie problemem? Pewnie zaawansowani nie mają z tym problemów, nie, na pewno nie mają, to pewnie mój problem, moja przypadłość, jestem taki słaby i w ogóle beznadziejny, nie mogę biec zez zatrzymania… znasz to? no to zapraszam…

Dobrego złe początki

Był środek nocy. Z muzyką w uszach, 3ma warstwami na górze, czapką, kapturem i nastawieniem godnym widza filmów ze Stalonem wychodzę na dwór i postanawiam biec. Ruszam. W słuchawkach mocne brzmienia, głośna muzyka, głęboki bas. Niesie mnie. Rozwalam ten bieg, jestem mistrzem, nic mnie nie zatrzyma…

[5 minut później]

Skończyła się piosenka, druga jeszcze się nie zaczęła, usłyszałem swój oddech, usłyszałem tupanie o ziemię.. w dupie to mam, nie biegnę, nie mam sił, zdycham umieram żegnaj świecie. Na co mi to? Dobra, stój, nie poddawaj się. Zatrzymaj się, wyciągnij, uśmiechnij i dawaj dalej.

3 minuty później – widzisz, wcale nie jest źle. Dasz radę. Uśmiech coraz większy. Minuta później. FUCK YOU, mam dość… zawracam… Kolejne 10 minut spaceruję i truchtam na zmianę. Po 20 minutach od wyjścia jestem w domu. Zawód na maksa, złość i wstyd przed samym sobą. Jedyny powód radości to to, że nikt mnie nie widział bo normalni ludzie już śpią.

Tak, to się naprawdę zdarzyło.

3 Maratony

Mam za sobą 3 oficjalne starty w Maratonach, kilka półmaratonów i dużo mniejszych biegów. 5 km robię w 25 minut, 10 w 51 (Bieg Niepodległości 2014), 21 w 1h55 (Półmaraton Warszawski 2014) i Maraton w 4:06 (Maraton Warszawski 2014). Nieźle. Jak na kogoś, kto ma z budową biegacza ma mało wspólnego a pół swojego życia przebimbał z papierkiem zwalniającym go z biegów dłuższych niż 600metrów.

Mam w nogach spokojnie ponad 2000 tysiące kilometrów. Biegałem już tempem 3:00 choć trwało to kilka sekund 🙂

Po co Ci to wszystko mówię? Bo ten bieg, który wyżej opisałem, ten tragiczny z przerwami. To był mój pierwszy bieg. Co, nie zaskoczyłem Cię? daj mi jeszcze chwilę…

Galloway

maratongalloway

Po tak tragicznym  pierwszym (i wieloma kolejnymi) biegu mógłbym uznać, że jestem beznadziejny albo bieganie jest beznadziejne i powinienem to olać. To co mnie uratowało to poznanie interwałów (czyli czegoś, co pozwalało na zmianę tempa w trakcie treningu… a raczej ułatwiało jej usprawiedliwienie) a chwilę później poznanie prac pana Gallowaya W swoich książkach pokazywał on, że można przebiec nawet maraton robiąc sobie przerwy na spacer i co ważne – osiągnąć przy tym czas nawet poniżej 4 godzin! Dla mnie to był jeden z kluczowych momentów w trakcie mojej biegowej przygody. Ktoś znany, z mega doświadczeniem mówi, że nie ma nic złego w przerwie na spacer w trakcie biegu.

Ustalam więc sam dla siebie, że to nie jest nic złego, że robię przerwy… czyli nie ma się co tym przejmować czy wyciągać z tego wniosków. Trzeba to po prostu te przerwy jakoś mądrzej rozegrać i będę jak profesjonalny biegacz!

Pamiętam jak dziś, że „zajarałem się Gallowayem” tak bardzo, że nastawiałem się wtedy na bieganie metodą Gallowaya w swoim debiucie w maratonie. Czułem po prostu, że to moja jedyna szansa i opcja.

Jednego się nie spodziewałem. Od dnia tego przełomu do dnia maratonu moje umiejętności urosły na tyle, że juz 2-3 tygodnie przed startem czułem, że dam radę pobiec  „bez zatrzymania”. Zwalniałem – owszem – ale nie spacerowałem.

Zrzut ekranu 2014-04-06 o 01.54.26

I choć nie pobiegłem jego metodą to Galloway umożliwił mi ten bieg. To dzięki niemu udało mi się wyjść z tego „dołka”, w którym postrzegamy przerwy w swoich biegach jako porażkę. „Bo nie udało się nie zatrzymać”. Dzięki metodzie Gallowaya udało mi się przestać myśleć o tym w tak negatywny sposób. Pozwolił mi on na pozytywne myślenie o swojej biegowej przyszłości.

Działa do dziś

DSC_0207

I teraz rzecz istotna. Ten bieg, który Ci powyżej opisałem, ten pierwszy bieg…. jest też prawie idealna kopią biegu… sprzed tygodnia. Tak, po tych wszystkich maratonach, tych tysiącach kilometrów.. Ja nadal miewam takie treningi, w trakcie których nie potrafię przebiec 5km bez zatrzymania. I zdarza mi się to dosyć często.

Jestem człowiekiem, który kocha swoją pracę i poświęca jej się tak bardzo jak to tylko możliwe. Jak wielu czytelników Fitbacku mam w życiu wiele ważniejszych tematów i spraw niż bieganie. Jasne, miałem takie okresy gdzie bieganie przejęło priorytet dnia i wykonałem plan w 100% ale życie toczy się dalej i trzeba jednak priorytety przestawiać. Co za tym idzie w okresie mocniej „pracowym” niż treningowym łatwo mi się wybić z rytmu i gdzieś zgubić „treningową ciągłość”, przez co próby i podejścia do nawet najkrótszych biegów są pełne zatrzymań, skurczów, zażenowań i irytacji.

Nigdy, ale to nigdy jednak.. nie wracam do domu podłamany. Bo dziś już rozumiem. Nie ważne jest, czy się zatrzymasz czy nie. Nie ważne, czy zrobisz w trakcie biegu jedną czy trzy przerwy. Nie ważne. Porażką nie jest potrzebować złapać oddech. Nie, wręcz przeciwnie. Fakt, ze potrzebujesz go złapać mówi, że dajesz z siebie więcej niż można by oczekiwać. Pokazujesz, że chcesz więcej i to jest coś, z czego trzeba być dumnym.

Porażką nie jest też, że zrobiłeś trening z jedną czy trzema przerwami. Nie jest. Porażką byłoby gdybyś go nie wykonał wcale. Mówi się, że nawet idąc powoli – pokonujesz wszystkich, którzy nie wystartowali. To nie jest pusty frazes.

To nie jest też tak, że wszyscy tak mają. Niektórzy z takim „bagażem” kilometrów jak mój potrafią bez problemu zrobić 5kilometrów. Może Ty też po przekroczeniu pewnego progu będziesz potrafił takie biegi robić bez przeszkód, nie twierdzę, że nie.

Co widzisz?

Chcę Ci jednak zwrócić uwagę, na coś innego. Ten bagaż kilometrów nawet jeśli nie ułatwia mi dziś biegania „fizycznie” to ułatwia mi zdecydowanie w sferze mentalnej. Rozumiem dziś, że te problemy są normalne. Wiem też, co mnie czeka jak trening ukończę (i co mnie czeka, jak tego nie zrobię). Wiem po co to wszystko i potrafię się „napędzać” świadomością celu.

Pamiętam, że jak byłem młodszy mój papa opowiadał mi taką historię. Było to wieki temu więc mogę coś źle opowiedzieć ale szło to mniej więcej tak:

Pewien mądry człowiek miał dwóch synów. Byli młodzi ale już wystarczająco duzi by chodzić z ojcem na polowania. Kiedyś jeden z nich miał przejąć po nim wioskę/gospodę/cokolwiek, nie pamiętam. Pamiętam, że musiał sprawdzić, który z nich będzie bardziej odpowiedni na to stanowisko.

Kiedyś w trakcie jednego z polowań zasadzili się na zwierzę, to był chyba jakiś duży ptak, jastrząb, może orzeł. Ojciec kazał im celować w oko stworzenia. Gdy obaj się już przymierzyli podszedł do pierwszego i spytał

„co widzisz?”

Na co ten odpowiedział

„Widzę drzewo, widzę szumiące liście, widzę gałąź na którym siedzi ptak, widzę, że obok niego są jeszcze dwa inne ptaki a w ich kierunku z daleka nadlatuje trzeci”

To samo pytanie zadał drugiemu synowi

„Co widzisz?”

a on odpowiedział

„Oko”

Puenta tej historii jest oczywista ale pozwolę sobie ją rozwinąć. Pierwszy syn widział dużo, bardzo dużo i nie było w tym nic złego. Problem w tym, że widząc dużo często tracimy skupienie z tego, co jest kluczowe. Drugi syn usłyszał od ojca, że ma celować w oko i jego pełne skupienie powędrowało w kierunku tego oka. Pewnie widział to co jego brat (bo czemu miałby nie) ale jedyne co istniało w tym momencie dla niego to było to oko.

Bardzo często słyszymy, że w życiu najważniejsze nie są „cele” a droga do nich.  Sam pisząc o debiucie w maratonie zaznaczyłem, że maraton jest tylko formalnością a cała jego wartość zawiera się w drodze czyli w przygotowaniach, treningach i wszystkiemu co nas spotka przed finalnym dniem. To co chciałbym żebyś zrozumiał to to, że w trakcie tej drogi przyjdzie Ci wiele razy zmierzyć się czymś bardzo nieprzyjemnym i może pojawić się chwila zwątpienia. Pokonasz ją jednak bez problemu jeśli NIGDY nawet na chwilę nie zapomnisz po co to wszystko.

Następnym razem kiedy zatrzymasz się po pierwszym kilometrze i pomyślisz „to bez sensu” przypomnij sobie, po co w ogóle zacząłeś wychodzić z domu. Przypomnij sobie to, co sprawiło, że w końcu wstałeś i zacząłeś walczyć. Przypomnij sobie, ile Cię to kosztowało pracy i walki z samym sobą, żeby w końcu przełamać codzienność i stawić czoła samemu sobie.

I zapytaj się, czy warto to wszystko przepościć bo „musiałeś zrobić przerwę”. Czy ta przerwa ma jakiekolwiek znaczenie?

Podpowiem Ci, nie ma.

Powiem Ci więcej – ja się nauczyłem czerpać z niej przyjemność. Jeśli następuje szybko – np po pierwszym czy drugim kilometrze – to wykorzystuję ją na rozciągnięcie, rozejrzenie się wokół, wciągnięcie powietrza i rozmyślania o tym jak będę biegł w dalszej części treningu. Jeśli przytrafią mi się jeszcze jakieś przerwy w trakcie tego samego biegu to powtarzam zabieg. Staram się znaleźć coś pozytywnego, może czasem nostalgicznego.

FIN

Część osób zapewne otworzyła ten wpis z nadzieją na instrukcję „co zrobić, żeby biec bez zatrzymania”. Dla tych osób mam jedną radę – trenuj regularnie, ćwicz wydolność i pozwól organizmowi się dostosować do nowego wysiłku. Tu nie ma złotej rady, tu nie ma drogi na skróty, nasze ciała potrzebują czasu na to żeby się dostosować do nowych warunków i wymagań, które im stawiamy. Dzisiejszy wpis stworzyłem po to, żebyście potrafili sobie ten czas dać i przypadkiem nie zrezygnować gdzieś po drodze… mam nadzieję, że mi się udało.

przed i po rozpoczęci biegowej przygody.. warto było?

przed i po rozpoczęciu biegowej przygody.. warto było?

Share.

About Author

Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

5 komentarzy

  1. wow, dzięki, coraz bardziej mnie motywujesz do biegania (niestety jeszcze nie mogę bo mam problem z kolanem).
    Dzięki!!! 🙂

  2. „Nigdy, ale to nigdy jednak.. nie wracam do domu podłamany. Bo dziś już rozumiem. Nie ważne jest, czy się zatrzymasz czy nie. Nie ważne, czy zrobisz w trakcie biegu jedną czy trzy przerwy. Nie ważne. Porażką nie jest potrzebować złapać oddech. Nie, wręcz przeciwnie. Fakt, ze potrzebujesz go złapać mówi, że dajesz z siebie więcej niż można by oczekiwać. Pokazujesz, że chcesz więcej i to jest coś, z czego trzeba być dumnym.” : TO JAK I CAŁY WPIS DODAŁ MI OTUCHY, BO NIE WIEM CZY BYŁO TO ŚWIADOME CZY NIE UDERZYŁ NIE TYLKO W MOJE PROBLEMY SPORTOWE ALE I ŻYCIOWE I DODAŁ MI OTUCHY I MOTYWACJI. DZIĘKUJĘ !!!

Dodaj komentarz