Biegnij Warszawo 2012 – zdjęcia i myśli

0
104

Generalnie tegoroczne Biegnij Warszawo było dla mnie dość ciekawym przeżyciem. Okazuje się, że nie wystarczy przebiec maraton i przetrwać pierwszy tydzień, by poznać wszystkie jego skutki… a jednym z nich jest zakrzywienie czasoprzestrzeni i naszego widzenia każdego przyszłego biegu. Ale po kolei. W niniejszym wpisie poczytacie – bardzo mało – o samym biegu, organizacji, moim w nim debiucie w 2009 roku, k**** na ustach w 2011 i obejrzycie ponad 360 zdjęć, które specjalnie dla Was przygotowałem – bo jak może część z Was wie, biegłem z aparatem. Zatem, zapraszam!

W 2009, kiedy to pracowałem jeszcze w GoldenLine, dostałem info na maila firmowego, że są wejściówki na Biegnij Warszawo. Wejściówki VIP. Na imprezę. Biegową. Nike. Jeśli czytaliście choć jeden wpis, wiecie, że na takie akcje reaguję dość żywiołowo i nie inaczej było wtedy. Choć nie przebiegłem na tamten moment żadnej dyszki w życiu, zapisałem się momentalnie. A że do biegu był tydzień zdaje się, to długo mnie to nie trzymało w stresie. Koniec końców impreza wyszła naprawdę superowo. Pogoda była taka sobie ale pamiętam, że byłem zbyt przejęty tym wszystkim i wiecie co najlepsze?

Jak już dobiegłem do końca i przekroczyłem z tłumem metę.. idę za wszystkim, knoppersy jakieś rozdają, wodę rozdają i jakaś kobiecina, staje na przeciw mnie… i zakłada mi medal. No medal na głowę mi założyła 😀 Coś niesamowitego! Jak pisałem wcześniej, dla mnie każdy medal to złoto, ale tamten to była platyna. Bo nie znałem jeszcze tego uczucia. W tamtym roku mój czas to 1 godzina i 13 minut. Po tej imprezie wróciłem do swojego biegania ‘raz na miesiąc, 30 minut’. Rok później nie pobiegłem, bo tak jakoś. Zapomniałem, nie pamiętam nawet co się działo. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, że taka impreza w ogóle ma miejsce.

W 2011 jednak coś się zaczęło dziać. Zacząłem nieco mocniej działać ze sobą, próbowałem różnych sposobów na zrzucenie wagi i bieganie coraz częściej pojawiało się w rozmowach. W jednej wyszło i okazało się, że razem z kolegą Tomkiem pobiegłem w Biegnij Warszawo 2011. Relację z tej imprezy opisałem na RunBlogu. To co jest jednak ważne, to wynik jaki udało mi się uzyskać i … stan, w jakim wbiegłem na metę. Widzicie, od końcówki biegłem już na przeszywającej kolce a w słuchawkach cisnęła najostrzejsza nuta jaką można sobie do biegania wyobrazić.. w związku z czym, z k*** na ustach przekraczałem metę cisnąć z siebie 100% wszelkich sił witalnych… czas 1h04minuty. Końcówka tego biegu to kilka złamanych życiowych rekordów. Meta wyglądała tak:

 

A w tym roku… wyglądała tak (znajdź mnie na focie :P):

 

Tegoroczne BW tydzień po Maratonie Warszawskim. Z relacji wiecie, że dość mocno przeciążyłem kolano ale uznałem, że nie ma imprez straconych + bardzo chciałem mieć ten medal (nie zniósłbym kolejnej dziury w wynikach w szczegółach konta). Już dawno złamałem godzinę a i udało mi się uzyskać upragniony czas dyszki w 55 minut. Nie miałem więc specjalnego ciśnienia + wiedziałem, że nie mam ani na co liczyć, ani też nie powinienem próbować… w ogóle, nie powinienem tak naprawdę biec. Jednak medal chciałem, kolano zaczęło powoli puszczać więc uznałem, że wyciągnę z tej imprezy maks korzyści i wykorzystam ją – uwaga, smutna prawda – do promocji Fitbacku 🙂

Jak? Ano tak, że wezmę aparat i zrobię Wam zdjęcia. Dużo zdjęć. Efekt:
# 918 zdjęć zrobionych w trakcie biegu
# kilkaset osób złapanych
# co najmniej kilkadziesiąt uśmiechów 🙂
# 368 wyseleckojonwanych zdjęć (normalnie dałbym mniej, ale niektóre osoby miały tylko jedno zdjęcie i uznałem, że pewnie i to by je cieszyło a przecież to dla nich – tj dla Was a nie dla mnie i mojego poczucia, że mogłem lepiej 😛)

I te właśnie zdjęcia oferuję Wam w galerii tutaj niżej i na Facebooku fitbacka. W zamian, oczekuję opinii i kilku słów od każdego, kto znajdzie siebie. Niech wiem, że było dla kogo robić te zdjęcia 🙂 A sam bieg… naprawdę niesamowita frajda, tak po prostu iść bez żadnej presji – czasu, tempa, itd itd… sam bieg dla bycia tam, między tymi wszystkimi ludźmi. Nie wiem czy jest ktoś, kto potwierdzi, ale na 7km bawiłem się w “ziemia parzy” i skakałem po białych namalowanych pasach 🙂 No bajka po prostu bajka, gorąco polecam spróbować.

Częściowa galeria na Facebooku (zaktualizuję pewnie dzisiaj).

Fotki w galerii niżej są ładniejszej jakości bo ich Facebook nie przewertował swoimi brzydkimi filtrami… także proponuję znaleźć się na Facebooku a potem wrócić tutaj po swoją kopię 😉

[nggallery id=5]

Dodaj komentarz