Bohater: Agnieszka Kulesza

1
81

Bohaterka, Agnieszka Kulesza | Fitback.pl

Fitback się rozwija a razem z nim Wy. Coraz więcej w naszym gronie historii sukcesu i najwyższa pora by opowiedzieć kolejną. Tym razem będzie to kobieta. Agnieszce udało się przekroczyć magiczne 100kg wagi a później twardą walką zejść w dół, odzyskać formę, samopoczucie i … zresztą, poczytajcie.

weselnaagaF: Zacznijmy od początku. Jak to się dzieje, że kobieta przekracza magiczne 100kg… na zdjęciu z wesela masz 56kg, na następnym już ponad 100.. 

A: Przed ciążą mogłam jeść ile chciałam, w dzień – w nocy i zawsze byłam chudziutka i drobniutka…nie uprawialam sportów, taka poprostu byłam. Moja waga wahała się między 56-60kg. Niestety nie każda kobieta po ciąży jest w stanie poradzić sobie z nadwyżka przybyłych kilogramów. Do tego: ciągły stres, nieprzespane noce i szybki powrót do pracy spowodowały przemęczenie, przygnębienie, które zajadałam słodyczami i niezdrową żywnością.. a waga rosła…

F: Na szczęście nie zostawiłaś spraw losowi.. no właśnie, co się stało – i kiedy? – że postanowiłaś jednak przejść na dobrą stronę mocy i zrobić coś dobrego dla siebie, swojego zdrowia, figury, formy? Ile razy “zaczynałaś” i co w końcu pozwoliło ruszyć i nie przerwać?

“Kochanego ciałka nigdy za wiele” … Bzdura !!!

W dzisiejszych czasach liczy się wygląd nie wnętrze. Doświadczyłam wielu przykrości w pracy, na ulicy, najbardziej jednak raniły słowa najbliższej rodziny.  W sklepach nie mogłam dostać ubrań w swoim rozmiarze, irytowało mnie to strasznie. Wokół tyle szczupłych dziewczyn, uśmiechniętych spędzających czas w towarzystwie, ja unikałam ludzi nie chciałam słyszeć krytyki, miałam wrażenie ze wszyscy na mnie patrzą. Zamykałam się w 4 ścianach i jadłam…

ponad100kgWalkę zaczynałam praktycznie co poniedziałek i kończyłam następnego dnia.. nooo czasem wytrzymałam do środy. Próbowałam wiele diet przy których byłam stale głodna, osłabiona. Sięgnęłam nawet do specyfików farmakologicznych. Zaczynałam od zwykłych suplementów diety zawierających ocet jabłkowy a zakończyłam z bólami wątroby i nadciśnieniem po “odchudzaniu” Zelixą i Meridią. Wiedziałam jakie mogą być skutki uboczne a mimo to chęć schudnięcia była silniejsza. Traciłam 10kg w miesiąc głodząc się, po czym złe samopoczucie zmuszało mnie do przerwania męczarni i występował efekt jo-jo.

To były lata błędnego koła, wstydziłam się iść na siłownie, do dietetyka, stale wstydziłam się swego wyglądu. Nie cały rok temu w skrzynce znalazłam ulotkę siłowni, która otwierała się na sąsiedniej ulicy naszego osiedla. Pamiętam w myślach powiedziałam sobie “teraz albo nigdy”. Udało mi się dla odwagi i towarzystwa namówić znajomą. Pełna obaw wykupiłam karnet i tak zaczęłam codzienne treningi. Hmmm moje obawy … widziałam trenujących pakerków i super laski, bałam się, że mnie wyśmieją, będą się przyglądali i krytykowali gdy nie dam rady. Ku memu zdziwieniu, poza trenerem nikt nie zwracał na mnie uwagi. Ciężko było, na początku jak żółw chodziłam na bieżni, po wypadku ograniczona byłam przez stabilizator na kolanie, trener dawał ostro wycisk katując mój brzuch, i górne partie ciała. Doradził w kwestii diety i waga baaardzo szybko leciała w dół co mnie bardzo motywowało. Wyszłam skonana, zaczęłam rozmawiać z ludźmi, spędzać w siłowni od 1,5-2 h dziennie. Nic nie sprawiało mi większej radości niz. ruch i ostre wyciskanie.

Pierwsze załamanie przyszło gdy nabrałam już sił i kondycji. Chciałam jak inni biegać a nie mogłam, bałam się zdjąć stabilizator co mogło spowodować dalsze uszkodzenie więzadeł i skręcenie stawu kolanowego a z drugiej strony szyny nie pozwalały mi odpowiednio zginąć kolana. Wybierałam bieżnie w rogu sali, zwiększałam swój marsz do maxymum, płacząc szłam dalej. Kiedyś poprosiłam trenera by uchylił okno. Popatrzył pytająco jak na idiotkę pokazując mi palcem szumiąca klimatyzacje. Wykrzyczałam mu drżącym głosem ze chce wywalić stabilizator właśnie przez to okno i mam nadzieje ze rozjedzie go samochód. Wiele było takich przejściowych buntów, poczucia niemocy.  Przełom nastąpił wraz z Euro 2012. Trenując oglądałam wraz z trenerami mecz. Od maszyny do maszyny, postanowiłam pojeździć na rowerku, dla wygody zdjęłam ten kawał wadzącego mi na nodze metalu. Potem był steper i na koniec tradycyjnie bieżnia. Po fakcie zorientowałam się ze czegoś mi brak, hehe pamiętam minę trenerów, stan przedzawałowy na widok stabilizatora leżącego wciąż przy rowerku. postanowiłam zaryzykować i dziś biegam na bieżni, szczęśliwa, mimo ze są to krótkie dystanse. Tego nieszczęsnego kawałka metalu używam tylko do treningów siłowych ze sztangami.

F: No to doszliśmy do etapu, w którym chodzisz na siłownię, kręci Cię ruch i wysiłek. Pytanie brzmi, jak wyglądała droga przez ćwiczenia i dietę, konkretnie.

A: Na początku była bieżnia (45min-1h) zamiennie z dniami siłowymi na podstawowych maszynach (rece,brzuch,nogi 3serie po 12-16powtórzen) wszelkie ćwiczenia dobrane były pod kontem moich kontuzji- kolana i barku. Po tygodniu trenerzy na dobre zabrali się za mnie i poza tymi treningami dużo czasu spędzałam na macie z ciężarkami, które szybko wymieniłam na hantle, ostro zabraliśmy się za brzuch.  z tygodnia na tydzień nabierałam sił i kondycji. z czasem zaczęłam treningi obwodowe na maszynach. obecnie 2-4 dni spędzam na godzinnych zajęciach siłowych [(PUMP/ SIŁOWNIA MASZYNY)+20-30min aerobów po], pozostałe dni to aeroby (1-1,5h.)

Jeśli chodzi o dietę, zaczęłam jeść 5 posiłków co 3h: owsiankę z jogurtem 1,5% na I sniadanie,na II jadłam sałatki np. z makreli obiady zazwyczaj składały się z kawałka kurczaka( pierś lub noga) + warzywa, podwieczorki -sałatki lub owoce a na kolacje po treningu jadłam serek wiejski light.

Zaczęłam interesować się produktami, nauczyłam się czytać etykiety na opakowaniach, indeksem glikemicznym, zrezygnowałam z pieczywa i cukru. Kocham eksperymentować w kuchni, wiele przepisów modyfikowałam, bywało ze pichciłam dania zwłaszcza desery wg diety Dukana. Każdego dnia – ok 30 min przed obiadem i kolacja – łykałam błonnik i multiwitaminę, dodatkowi piłam buforowany Plusssz Magnez.

F: A tak z ręką na sercu, ile razy w międzyczasie miałaś dość? I heh, czemu się nie poddałaś? Co Cię trzymało przy swoich postanowieniach i walce?

A: Wiele razy myślałam ze to już koniec. Gdy straciłam 16kg mój organizm zaczynał się buntować, głownie przez niedobór witamin. “Apetyt rośnie w miarę jedzenia“. Waga zaczynała wolniej spadać, zaczęłam jeść praktycznie samo białko, brak warzyw, mięsa i witamin o których zaczęłam zapominać, mój organizm był przeciążony wysiłkiem fizycznym i psychicznym, zaczęłam często chorować, brałam antybiotyki co wiązało się z przymusowym przerwaniem treningów. Do tego dochodziła nauka, dom, dzieci, praca i wiele innych obowiązków. Był czas, w którym przestałam to wszystko ogarniać, nie dawałam rady, musiałam więcej uwagi poświęcić dzieciom i nauce i tym razem nastąpiła najdłuższa przerwa w treningach bo aż 1,5 miesiąca. Obecnie zakończyłam edukacje, wróciłam do treningów, niestety nie z taka kondycja jaka już sobie wypracowałam ale wierzę że wszystko przede mną.

F: Tak też myślę, że wszystko jeszcze przed Tobą ale to co już za Tobą można spokojnie uznać za sukces. Bardzo się cieszę, że poświęciłaś swój czas by się z nami tą historią podzielić. Mam nadzieję, że zainspiruje ona wiele kobiet – i mężczyzn i uratujesz ich od żalu, że nie zaczęli wcześniej bo zaczną właśnie teraz i to dzięki Tobie 🙂  Na koniec jeszcze szybka seria pytań, takich już rodem z gazet “lub czasopism”.

Pytanie 1: Największe odkrycie czyli coś, co wg Ciebie miało bardzo ważną a może nawet kluczową rolę w całej Twojej walce.

Największym odkryciem było – zacytuję – “Zdrowe jedzenie może być smaczne“.  Tłuszcz i patelnie zastąpiłam parowarem i piekarnikiem. Potrawy zaczęłam przyprawiać świeżymi ziołami, dodawałam dużo warzyw a majonez, od którego byłam uzależniona, zastąpiłam jogurtem naturalnym z dowolna mieszanką przypraw w zależności od dania. Zwykły makaron i ryż zastąpione zostały ich wersją brązową, pojawiła się dająca powera kasza gryczana, natomiast ziemniaki wyleciały z mojego menu.  Nie jestem zwolenniczka gotowych dań typu “light” lub “fit” które w porównaniu ze świeżą przygotowana przez nas samych potrawa smakują jak tektura. Nie kazdy ma czas tkwić przy garach dlatego polecam parowar, do którego wrzucam przyprawione potrawy, nastawiam timer i mam czas na inne czynności bez obawy przypalenia.

Pytanie 2: To teraz największa porażka. Na czym się przejechałaś najbardziej?

Największym niewypałem okazało się serum termoaktywne, antycelulutowe które efektem rozgrzewania miało stymulować spalanie tłuszczu a spowodowało u mnie ogniska popękanych naczyniek na udach 🙁 a tak na nie liczyłam..

Kolejną klapą i problemem dla takiej kobiety jak ja jest zakup odpowiedniego stanika sportowego. Przeszłam bardzo dużo profesjonalnych sklepów sportowych i niestety nigdzie nie dostała/nie znalazłam odpowiedniego do rozmiaru i kształtu wygodnego stanika. (dobry temat na biznes – przyp. fitback)

Pytanie 3: Najbardziej przydatny sprzęt? 

Musze tu wspomnieć o znienawidzonym stabilizatorze, który jest moim stałym towarzyszem w torebce. Mam go zawsze przy sobie idąc do pracy czy na zakupy. To dzięki niemu stawiałam swe pierwsze kroki na bieżni, umożliwił mi odpowiedni  start ku lepszemu życiu.

Pytanie 4: To może ulubiony ciuch? Szczęśliwa bluza? Albo coś co przypomina/podkreśla efekty pracy? 🙂

Kiedy zaczęłam trenować na siłowni nosiłam rozmiar 50, który bardzo szybko zamienił się na 44. Miałam swoją ulubioną szarą bluzkę w poprzednim rozmiarze i namiętnie ją nosiłam do czasu gdy trener nie zapytał mnie” Dlaczego ukrywam swoje ciało ?”. Wróciłam do domu i faktycznie… czas wywalić za duże ubrania. Kupiłam bardziej profesjonalne stroje do treningów, topy i boxerki bardziej dopasowane, rękawice treningowe. Nie mam ulubionego ciuszka, a jedyny który mam na każdym treningu to luźne spodnie.

Pytanie 5: Kosmetyki. Przy takiej redukcji zaleca się przeróżne środki kosmetyczne. Jest coś co szczególnie przypadło Ci do gustu i chciałabyś polecić innym ?

Gdy moja waga zaczynała spadać zainwestowałam w mleczko intensywnie ujędrniające firmy SORAYA  40+  zawierające lift slim complex (kofeina+kolagen) poprawia jędrność skóry i ukrwienie w tkankach. Choć do 40ki brak mi jeszcze troszeczkę uznałam, że w takiej sytuacji potrzebuję czegoś silniejszego by skóra “nie wisiała”. Stosować rano i wieczorem.  Polecam także superskoncentrowane  serum modelujące do biustu firmy Eveline Cosmetics. Także regularne stosowanie 2x dziennie przynosi odpowiednie efekty. Należy pamiętać także o dbaniu o nasze stopy na których skupia się cały ciężar, o ich nawilżaniu co wieczór. Osobiście używam intensywnie nawilżającego kremu od Avon po uprzednim masażu w wannie scrubem tej samej firmy.  Aby ujędrnić ciało warto myć (masować) je w trakcie kąpieli ostrą stroną gąbki lub nacierać zwilżone ciało gruboziarnistym cukrem.

Pytanie 6: No i pytanie najważniejsze. Osiągnęłaś już super rezultat, jak sama pisałaś jeszcze długa droga przed Tobą ale wiele kobiet chciałoby osiągnąć już takie efekty. Są one teraz tu tam gdzie Ty wtedy. Mówiąc do nich więc rozmawiasz ze sobą w przeszłości. Czy jest coś, co chciałabyś tej sobie tam powiedzieć na początku jej drogi? Jakieś złote rady, podpowiedzi?

Teraz mam żal do samej siebie, ze tak późno podjęłam walkę ze samą sobą. Dieta i regularne ćwiczenia nie tylko poprawiły mój wygląd ale przede wszystkim samopoczucie. Sport  pomaga wyładować nadmiar energii zwłaszcza tej złej wywołanej stresem związanym z przytłaczającą  codziennością, przyspiesza wydzielanie endorfin odpowiedzialnych za dobry nastrój przez co mimo zmęczenia na twarzy gości uśmiech, jest motywacja do dalszego działania i co najważniejsze w połączeniu z odpowiednią dietą powoduje utratę kilogramów. A o to właśnie nam chodzi. Każdy z nas jest inny i potrzebuje indywidualnej diety, indywidualnego treningu, radzę wiec zasięgać porad u osób wykwalifikowanych ( dietetyka, trenera, lekarza medycyny sportowej). Niczego nie zaczynać samemu i na siłę bo o kontuzję nie trudno. Pamiętać o 5 zdrowych posiłkach i regularnym uprawianiu sportu i pozytywnym myśleniu mimo wielu nieuniknionych porażek.  Będzie dobrze ? Musi być !!!  Trzymam kciuki za Wasze sukcesy 🙂

Agnieszka z Damianem Gospodarczykiem (trenerem/dietetykiem) i Justyną Dereń (najwspanialsza trenerka).
Agnieszka z Damianem Gospodarczykiem (trenerem/dietetykiem) i Justyną Dereń (najwspanialsza trenerka).

Chciałabym podziękować moim trenerom Justynie Dereń, Damianowi Gospodarczykowi i Adamowi Rogozińskiemu z Siłowni Calypso w Piasecznie  za to, że byli w dobrych jak i złych momentach, dawali mi pozytywnego kopa i nie wątpili we mnie. THNX !!!

1 KOMENTARZ

  1. Gratulacje 🙂 Co do staników sportowych – wystarczy nie szukać ich w sklepach sportowych tylko w sklepach ze stanikami. http://www.bravissimo.com/products/lingerie/sports-bras/#/1?level=1&show=16&sort=1&exclusive=false&new=false&sale=false (to akurat z zagramanicznego sklepu, ale masa tych modeli jest dostępna stacjonarnie czy na allegro, w pełnej rozmiarówce – którą warto sobie wcześniej oczywiście sprawdzić, coby nie kupować wciskanego wszystkim 75c).

Dodaj komentarz