Bohater: Michał Pośnik

6
193

Bohater: Michał Pośnik

Dziś po raz pierwszy w historii Fitbacku (Facebook) zapraszam Was na artykuł z serii “Bohater w swoim ciele” (albo coś w tym stylu, jeszcze nie wymyśliłem tytułu dla serii :)). Dzisiaj autorem wpisu od początku do końca (nie licząc wstępniaka) jest ktoś poza mną a konkretnie Michał Pośnik (ReForm), aktywny fitbackowicz oraz człowiek, który zrobił coś dla siebie i dziś Wam o tym opowie. Zatem nie przedłużając zbytnio, Panie i Panowie, oto Posiu:

ReForm, czyli od pomysłu do efektu.

“Od kiedy pamiętam miałem problemy z wagą. Nie byłem przesadnie grubym dzieckiem, ale kilka nadmiarowych kilogramów zawsze miałem. W pierwszej klasie gimnazjum zacząłem chodzić na siłownię i po pierwszym roku treningów przerobiłem tą bezkształtną masę ciała na jako-tako wyglądającą sylwetkę. Siłownia towarzyszyła mi przez całe gimnazjum i liceum. Nigdy nie traktowałem jej na 100% poważnie, dlatego nie stosowałem żadnych diet, nie brałem suplementów i nie trzymałem się żadnych zasad dotyczących zdrowego trybu życia – po prostu ćwiczyłem, bo to lubiłem. Jednak z czasem zdarzało mi się coraz więcej przerw w treningach, niejednokrotnie nawet kilkumiesięcznych.

Okres studiów był tu kluczowy, ponieważ wtedy górę wzięły spotkania i imprezy, a ćwiczenia i aktywność fizyczna ograniczała się do wieczornej wycieczki do nocnego po piwo i kebab po drodze. Przez 5 lat studiów „statusiałem” co oznaczało po prostu nabranie zbędnej masy ciała, dorobienie się odstającego brzucha i w ogóle sylwetki często określanej mianem „miśka”. Gdzieś tam sporadycznie pojawiały się zrywy do treningów na siłowni, ale dość szybko się kończyły kolejnym wypijanym piwem i niechęcią do ćwiczeń.

Acha, zapomniałem wspomnieć o pewnym małym ale istotnym szczególe – zawsze podobały mi się sylwetki kulturystów i podświadomie do takiej dążyłem. Było to o tyle błędne podejście, że mając za duży brzuch wychodziłem z założenia, że dużo łatwiej będzie powiększyć sobie klatę, bary i łapy niż zrzucać sadło. Więc po kilku latach stosowania tej metodyki doprowadziłem się do sytuacji, że co prawda miałem 43 centymetry w bicepsie i 120 centymetrów w klacie, ale przy okazji miałem ponad 100 centymetrów w pasie i wyglądałem jak napakowany grubas (jeśli wiecie co mam na myśli).

Latem 2010 roku wziąłem ślub i moja aktywność wciąż pozostawała na poziomie podobnym jak za czasów studiów – raz na jakiś czas szedłem na siłownie z ambitnymi planami, ale po 1-2 miesiącach ochota mi przechodziła i znajdowałem sobie ciekawsze zajęcia. Rok później organizowaliśmy imprezę rocznicową na działce i moja „kulturystyczna” sylwetka prezentowała się następująco:

Pierwsza Rocznica Ślubu - Sierpień 2011
Pierwsza rocznica ślubu – sierpień 2011

Po obejrzeniu zdjęć z tamtej imprezy (sierpień 2011) coś mnie tknęło. Było mi wstyd, że mimo tylu lat na siłowni nie wyglądam nawet w ¼ tak jakbym tego chciał. Nie pamiętam już kiedy dokładnie ale niedługo po tym „olśnieniu” znalazłem gdzieś w necie informację o programie treningowym P90x. Zacząłem treningi i nagle okazało się, że pozbycie się nadmiarowych kilogramów nie jest AŻ tak trudne jak sądziłem. Oczywiście na początku zawsze jest łatwiej, bo dla organizmu jest to pewnego rodzaju szok, ale do końca 2011 roku pozbyłem się chyba ok. 7-8 kg. To mi dało do myślenia. W międzyczasie założyłem fanpage ReForm na którym postanowiłem dzielić się swoimi zmaganiami z otyłością oraz informacjami jakie pozyskiwałem podczas tego procesu. No ale wszystko co dobre szybko się kończy – po nowym roku i próbie zrobienia kolejnego cyklu P90x znudziło mi się i zacząłem robić sobie coraz więcej przerw, aż w końcu stwierdziłem, że nie ma sensu realizować tego programu treningowego z tyloma „dziurami” w międzyczasie. Było to chyba w okolicach lutego 2012. W międzyczasie robiłem jakieś małe treningi składające się z pompek itp. ale generalnie połączenie regularnych treningów z pracą zawodową i faktem, że popołudniami jeszcze było ciemno (w końcu była końcówka zimy) sprawiało, że moja ogólna niechęć wzrastała. Ale był pewien plus tej sytuacji – dzięki świadomości co dał mi pierwszy cykl P90x i jego efektom zacząłem mieć wyrzuty sumienia wobec siebie i było mi głupio tak rezygnować z lepszej sylwetki i samopoczucia. Tym bardziej, że miałem już fanpage na którym nie chciałem nagle napisać, że „sorry, ale już mi się znudziło – idę pić piwo”.

Nie bardzo wiedziałem co i jak trenować, aby mieć dalsze regularne efekty, a wiedziałem, że zwykłe wizyty na siłowni mi nie pomogą. Wspominałem już, że nigdy nie lubiłem biegać? Byłem gruby, więc bieganie zawsze było ostatnią czynnością jaka przychodziła mi do głowy. Nawet do autobusów starałem się nie biegać – przecież przyjedzie następny, co nie?

No więc pod koniec kwietnia wyszedłem pierwszy raz biegać. Nie pamiętam już dlaczego i co mnie skłoniło do tej decyzji. Pewnie jakieś przeświadczenie, że bieganie pomaga schudnąć, jest przyjemne jak się człowiek przyzwyczai, a poza tym Arvind na swoim fanpage’u FitBack non stop o tym trąbił – coś w tym musiało być. Poza tym zarejestrowałem się na endomondo, więc był to kolejny powód do polansowania się wśród znajomych 😉

Nie będę już wnikał w szczegóły i opisywał każdego kolejnego biegu, ale wspomnę tylko o dwóch kwestiach:

  1. Pierwszy raz pomimo niechęci i zakwasów nie zrezygnowałem i dalej brnąłem w to, aby przekonać się do biegania
  2. Był pewien przełomowy bieg, który całkowicie odmienił moje podejście i o którym chciałbym tu wspomnieć. Później będzie już tylko podsumowanie i koniec, obiecuję.

Tym biegiem, który odmienił moje życie był bieg Powstania Warszawskiego, który odbył się 28 lipca 2012 roku. Od kiedy rozpocząłem swoją przygodę z bieganiem, aż do tego biegu miałem na koncie biegi po 2-3km i 1 (słownie: jeden) bieg na 5 km. W Biegu PW była możliwość zgłoszenia się na dystans 5 km i 10 km. Oczywiście wybrałem 5 km, no bo w jaki sposób miałbym niby dać radę przebiec 10 km skoro dotychczas robiłem po 1/3 tego dystansu? Ale, żeby było ciekawiej postanowiłem sobie (w głowie, nie dzieliłem się tym wyznaniem na ReForm), że jeśli uda mi się przebiec te 5 km i będę się czuł w miarę dobrze to spróbuję biec dalej i pokonać dystans 10 km. A jeśli przebiegnę 10 km w Biegu PW to po powrocie zapisuję się na Biegnij Warszawo 2012 organizowany przez Nike w październiku. Postanowienie było dla mnie tak odległe, że nie bałem się go mimo iż w ogóle nie zastanawiałem się nad tym czy będę go musiał dotrzymywać czy nie 😉 No i po pokonaniu pierwszej 5 km pętli podjąłem decyzję o kontynuowaniu biegu. Na 6 kilometrze zacząłem już maszerować, bo nogi mnie bolały, nie miałem siły i w ogóle już chciałem skończyć. I wtedy spotkałem się z Arvindem – wypatrzył mnie w tłumie. Przy nim już skończyło się maszerowanie i opierdzielanie i musiałem znów biec. Swoim tempem, ale biec. Zmotywował mnie do tego, że swoją pierwszą dychę w życiu przebiegłem w 1:08:42. I mimo tego, że o mało nie wyplułem płuc i serca na mecie był to najlepszy moment od dawien dawna w moim życiu. Satysfakcja z pokonania siebie, swoich słabości i uświadomienie przez Arvinda, że to WSZYSTKO TKWI W GŁOWIE były niesamowite!

Pokonaliśmy Bieg Powstania.
Pokonaliśmy Bieg Powstania.

A po powrocie do domu, zgodnie z postanowieniem, zapisałem się na Biegnij Warszawo 2012.

A tu zdjęcie z sierpnia 2012 (do porównania z powyższym 😉 )

Sierpień 2012
Sierpień 2012

Później już było z górki i do końca roku pobiegłem jeszcze kilkanaście biegów po 10 km, kilka po 13-15 km i jeden na 21 km. Bardzo polubiłem bieganie, sprawia mi ono ogromną przyjemność i daje satysfakcję. Przede wszystkim pomaga mi realizować moje cele związane z utratą tłuszczu i formowaniem sylwetki o jakiej kiedyś mogłem marzyć (chociaż też nie do końca, bo kiedyś chciałem wyglądać jak kulturysta, a dzisiaj wolę raczej fitnessowe sylwetki).

Tak więc podsumowując – warto dbać o siebie, zmieniać złe nawyki, wprowadzać dodatkową aktywność fizyczną i robić to wszystko z pasją. Żadne ćwiczenia i diety nam nie pomogą jeśli będziemy się do nich zmuszać i nie będziemy wierzyli w swoje cele. Pamiętajcie o tym w nadchodzącym roku i realizujcie swoje cele, plany i marzenia, bo naprawdę warto! J

I na koniec:

Pierwsza rocznica ReForm
Pierwsza rocznica ReForm

Powodzenia!

6 KOMENTARZE

  1. Brawa dla Michała! dzięki za tekst i podzielenie się z nami swoją historią. Wierzę, że zainspirujesz nie jedną osobą swoją wolą walki i naprawdę cieszę się, że wtedy tam udało mi sie akurat na Ciebie wpaść na Biegu Powstania 🙂 To było niesamowite przeżycie także dla mnie bo nigdy wcześniej na nikogo nie krzyczałem w trakcie biegu 😛

    • Za każdym razem jak wspominam sobie ten bieg i nasze spotkanie to od razu pojawia mi się uśmiech na twarzy 🙂 Świetne przeżycie, świetna historia i świetne wspomnienie, ponieważ udowodniłem sobie coś czego wcześniej w ogóle nie zauważałem – siłę nastawienia psychicznego i chęci walki. Wcześniej po prostu myślałem, że to organizm nie daje rady 😉

      btw. to fakt, trochę sobie wtedy pokrzyczałeś 😉

  2. Dzięki za podzielenie się historią :)) Każdy tego typu wpis zawsze poprawia motywację. Też jestem z tych, którzy wiele razy brali się za coś i coraz większe przerwy w ćwiczeniu potem robili. Niedawno postanowiłam, że tak więcej być nie może – bo właśnie – mimo aktywnego życia, efektów takiej pracy “w kratkę” na sylwetce brak.

    • Zawsze się cieszę jak mogę kogoś zmotywować albo wspomóc do działania 🙂 Konsekwencja i wytrwałość w działaniu mają tu kluczowe znaczenie, także życzę Ci powodzenia i sukcesów w realizacji celów w 2013 roku! 🙂

  3. Gratulacje Michale. Twój tekst zainteresował mnie wyjątkowo,bo pod wieloma względami jesteśmy do siebie podobni 😉 Zbliżone “gabaryty” na początku drogi normalnego wyglądu (ja zaczynałem od 108 kg i 110 cm w pasie),zapuszczenie się na studiach,nawet podobne podejście do kwestii siłowni. Aaaaa,mnie również załamał mój wygląd na niektórych zdjęciach 😉 Ponadto w wieku 24 lat zacząłem mieć problemy ze zdrowiem,które ewidentnie były spowodowane otyłością. Spiąłem dupsko i zacząłem biegać. Ale nie o chwalenie mi chodzi. Super,że podzieliłeś się swoimi osiągnięciami. Nie ukrywam,że jest to dla mnie motywacja do dalszej pracy. A dla Ciebie motorem napędowym niech będzie to,że obserwuję Cię bacznie i trzymam kciuki za dalsze sukcesy,których zresztą z okazji nowego roku życzę Tobie i wszystkim Fitbackowiczom.

Dodaj komentarz