Cała prawda i g**** prawda o zdrowym życiu

5
394

Choć Fitback istnieje wirtualnie od ok 4 lat to moje zainteresowanie zdrowiem/życiem ma już spokojnie 28 wiosen i wynika też w dużej mierze z tego, że w domu miałem samych lekarzy (rodzice a potem siostra), którzy od małego “przy mnie” walczyli o zdrowie innych.

Widząc ciężar zawodu lekarza ani przez chwilę nie widziałem się w tej roli, choć zazdrościłem po cichu możliwości pomagania innym w tak doraźny sposób w jaki robią to lekarze. Gdzieś po części jest to dla mnie motor napędowy tego co robię poza pracą (np Fitback) i czuję, że w ten sposób wypełniam swoją misję. Ale ja dziś nie o tym.

W związku z tym, że w domu więc rozmawiało się dużo o zdrowiu, problemach, prawdach, teoriach i mitach a potem im byłem starszy tym więcej czytałem (a w ostatnich latach to pożarłem TONY książek, gazet i przegadałem tysiące godzin z ludźmi, którzy zajmują się innymi sferami zdrowia ale i sportu) i w mojej głowie zaczął się kształtować dosyć konkretny obraz tego, jak dzisiaj wygląda prawda na temat zdrowego trybu życia, diety, sportu itd. Przyznam otwarcie, że skrystalizowało mi się to podczas kursu na Instruktora Fitness, który przez 2 tygodnie mielił mnie fizycznie ale i psychicznie pozwalając obserwować, rozmawiać z trenerami, instruktorami i ludźmi od tej “części teoretycznej”. Wtedy mi się to poukładało w jedną piękną całość…

Dziś w końcu to ze mnie wychodzi. A mianowicie.

Jest jeden Bóg

Tak nas uczono w szkole na lekcjach religii. Nie będę jednak dziś z Wami rozmawiał na temat wiary. Chciałbym tylko zwrócić jednak uwagę na pewien aspekt religii. One – wszystkie – wymagają od nas pewnych założeń, które z każdym “zetknięciem” są nam wpajane jako “tak jest, tego się trzymaj”.

To, że po drodze świat idzie do przodu, dużo się zmienia itd. jakby nie wpływa zupełnie na tych, którzy głoszą takie prawdy. I znów, nie mówię teraz o religii, mówię o ogólnym stawianiu pewnych rzeczy jako “tak jest i tyle”.

Tak jest i tego się trzymaj to dobra rzecz.. by ruszyć. Pozwala nam na konsekwencję. Problem jest jednak taki, że nic nie jest takie jakie było 10-15 lat temu. Ani Ty nie jesteś taki jaki byłeś ani świat nie jest taki jaki był.  W starożytności uznano, że świat składa się z mikroskopijnych cząsteczek, których nie da się już bardziej podzielić. Cała otaczająca materia składa się z czegoś, co jest już “skończoną” formą. Tą formą był oczywiście atom, słowo pochodzące od wprowadzonego przez Demokryta (ok 450 roku p.n.e) słowa átomos (niepodzielny). Początki naukowego potwierdzania niepodzielności tych atomów datujemy na 1789 (prawo zachowania masy Lavoisiera), 1803 (prawo stosunków wielokrotnych Daltona) a potwierdzenie teorii Daltona miało miejsce m.in. dzięki teoriom Einsteina, polskiego fizyka Mariana Smoluchowskiego i wielokrotnie dokładały “pewności” faktowi niepodzielności atomu.

Całe pokolenia wychowywały się na tym FAKCIE. Tak jest i tego się trzymajmy.

I co? I wtopa. Trzymanie się tego faktu dużo dawało przez jakiś czas w dalszych badaniach na materii bo pozwalały naukowcom mieć jakiś stały punkt odniesienia (wobec którego nie było wątpliwości…). ALE.. no właśnie. Teoria była “błędna”.

I nie chcę oceniać historii ani tego co było dalej. Atom rozbito, reakcje łańcuchowe poznano… długi temat, nie na dziś.

Rozbicie atomu zdrowia

Ostatnio miałem okazję brać udział w dyskusji, do której włączyła się osoba, która jest jak osoba z tamtych pokoleń, które przyjęły coś za fakt i trzymają się tego tak mocno, że nic innego do nich nie trafia. Poprzednia sekcja tego wpisu zaczyna się od “Jest jeden Bóg”. Powód tego jest prosty. Trzymanie się pewnych teorii nie jest szkodliwe, o ile nie zaczyna się przez nie negować innych, atakować i odbierac innym prawa do myślenia inaczej. 

Fanatyzm. Bo tego słowa powinienem od razu użyć. Fanatyzm – który zaślepia – ma miejsce również w świecie zdrowia.

Powiem więcej. W tematach około zdrowotnych temat staje się jeszcze bardziej zawiły przez to, że każdy z nas przechodzi przez życie w inny sposób. Jest karmiony czym innym, żyje w innym środowisku a jego organizm (choćby przez genetykę) jest mniej czy bardziej “elastyczny” w różnych kwestiach. Jeden wypije białko z mlekiem i będzie szczęśliwy, inny wypije białko z mlekiem i będzie w kiblu. Jeszcze inny wypije białko z czymkolwiek i wyląduje w szpitalu z wątrobą. (pytanie, który wziął osłonkę? :P)

W przypadku człowieka pytań i wątpliwości i zmiennych jest tyle, że tutaj jest znacznie trudniej cokolwiek ustalić jako pewnik… a mimo to, wszędzie masz 100% pewne informacje poparte tytułami naukowymi, uniwersytetami zza oceanu i ludzi, którzy szerzą je tak ostro, że wszystko inne równają z ziemią w imię “fanatycznej wiary”. Jeśli się mocno wbijesz taką dyskusję z fanatykiem, zaczniesz zauważać jednak, że kiedy mówią DO CIEBIE i O TOBIE to tak naprawdę walczą o swoje prawdy..bo MYŚLĄ O SOBIE.

Nie słuchaj NIKOGO

No może mnie, chociaż przez chwilę. Chcę Ci bowiem powiedzieć, do jakich doszedłem wniosków.

Są ludzie, którzy obalają mity. Są ludzie, którzy je tworzą. Są też ludzie, którzy biorą obalone mity, wprowadzają w życie i.. mają efekty, które owe mity oferują. 

I to jest myślę najważniejsze. Do obalenia mitu naukowcom z “miszigan” potrzeba x grupy ludzi, której coś tam nie zadziała. I to, że jakiemuś procentowi to pomogło to juz nie istotne, liczy się “statystyka”.  J***ć statystykę. Jak widać nawet największe mózgi w historii naszej cywilizacji żyły z błędnymi założeniami i sprzedawali to jako pewnik a kolejne pokolenia to potwierdzały..

Ilekroć więc wchodzę w rozmowę z kimś kto wie na pewno, że coś jest lub nie jest dobre, że coś jest złem ostatecznym i w ogóle to mi się świeci “Człowieku, gdzie Twoja pokora?! Kim jesteś, że jesteś przekonany o swojej nieomylności?”

Ok, zdarza mi się odradzić komuś pewnych aktywności czy “żywności”. Mówimy jednak o sytuacjach, w których ktoś ma 120kg wagi i chce biegać a ja go wysyłam na basen. Albo ktoś inny chce skakać po dachach albo połazić na wysokościach (gdzie często o zagrożeniach stanowi przypadek losowy typu nagły powiew wiatru) i tez mówię “ja bym Ci to odradzał”.  

Jak ktoś chce biegać to jest jakiś zestaw dobrych praktyk, ważnych kwestii do zrozumienia/ogarnięcia i można zakładać, że szansa na kontuzje będzie mniejsza niz większa a to jest ten moment, w którym ktoś z tytułem naukowym rości sobie prawa do powalenia mitu. Tyle, że my mówimy o kuluarach, czyli miejscu gdzie toczy się realne nie pisane/badane życie. 

No dobra, słuchaj innych

Ale MYŚL. W biznesie mówi się o tym, żeby nie brać rad od ludzi, którzy nie są tam, gdzie my chcemy dojść. Jest w tym dużo prawdy (choć czasem ktoś miał po prostu inne priorytety w życiu i poszedł w inną stronę co wcale nie umniejsza jego potencjału doradczemu) i choć jest to mocne uproszczenie to już nam dużo daje.

Przez całą swoja drogę już stricte Fitbackową spotkałem 2 osoby, które chciałbym mieć za swoich trenerów. A trenerów poznałem dziesiątki. Nie powiem Ci dlaczego akurat te dwie bo to za głęboki temat. Powiem Ci jednak, kogo wykreśliłem z góry:

  • trenerów którzy mówią krytycznie i z pogardą o innych aktywnościach niż te, które sami prowadzą
  • trenerów z tatuażami. Bo wiem już na tym etapie, że mamy inne spojrzenie na to jak traktujemy własne ciała i obawiam się, że na pewnej płaszczyźnie moglibyśmy się nie dogadać. I nie, nie oceniam powodu ani motywacji jaka za tym tatuażem stoi. Tatuaże mają często naprawdę sensowne wyjaśnienia. Ja po prostu mam głęboko zakorzenione swoiste NIE dla tego typu sztuki na własnym ciele i mam do tego prawo.
  • trenerów, którzy na dzień dobry serwują mi 5 składnikową dietę z czego 3 składniki to suplementy jednej marki
  • trenerów, którzy więcej mówią niż słuchają
  • trenerów z łańcuszkami na szyi w trakcie treningu 🙂 bezpieczeństwo ponad wszystko! 😛

dobra skończę bo się narażę 😀 trochę już z przymrużeniem oka na koniec napisałem ale faktem jest, że jak mam się zmierzyć z kimś/czymś co ma mi dostarczyć pewne założenia DLA MNIE to oceniam to coś pod kątem SETEK różnych właściwości.

Kiedy z kolei ja WAM sprzedaję jakieś teorie to mam z tyłu głowy, że nie dla wszystkich będą one “ok” ale mogą być pomocne do ustalenia ścieżki dla innych. Nie koniecznie takiej samej. W przypadku podlinkowanego wpisu prezentowałem wyliczenia z książki, która mi pomogła. Która mi dała efekty. Dla mnie efekty są potwierdzeniem skuteczności czegoś. To jest to o czym mówiłem wcześniej, jeśli ktoś jest tam gdzie Ty chcesz iść to można się przyjrzeć jak do tego doszedł a potem spróbować przełożyć to na swoje realia.

Ja staram się właśnie te swoje realia przedstawiać i liczę, że z odpowiednim dystansem spróbujecie je przełożyć na siebie.

Konfrontuj, pytaj, neguj

Bo koniec końców o to chodzi. O pytanie “czemu tak?”. Wiadomo, że pewne rzeczy są logiczne i można przyjąć je jako fakty bez sprawdzania na sobie. Dla przykładu robiąc Insanity od razu uprzedzałem Was, że niektóre ćwiczenia mają niszczycielską moc dla kolan i trzeba je albo robić lżej albo wcale. I to nie jest kwestia tak bardzo indywidualna. To jest kwestia grawitacji. Tej jeszcze nikt nie podważył 🙂

Zastanawiaj się też dlaczego ktoś Ci dał taką a nie inną odpowiedź. Czy za tym się nie kryje coś niższych lotów niż chęć pomocy? O braku zaufania do rynku Fitness jeszcze będę pisał ale na ten moment zostawię Cię z tym przemyśleniem.

Reasumując

Miej dystans do wszystkiego co czytasz, słyszysz, widzisz. Nikt z osób, które głoszą, piszą, pokazują NIE przeżyje ew konsekwencji, które Cię czekają jeśli się posłuchasz lub nie. Tylko TY weźmiesz odpowiedzialność za to, co przyjmiesz za “fakt” i co postanowisz spróbować lub odtrącić. Nikt za Ciebie nie będzie brał leków za 30 lat bo źle dobrana suplementacja zniszczyła Ci organy, nikt za Ciebie nie będzie chodził o kulach bo rozwalisz stawy źle dobranym obuwiem, nikt za Ciebie nie będzie cierpiał Twojego bólu, który jest bo po drodze kogoś ślepo posłuchałeś.

I nie, unikanie wszystkiego nie jest sposobem na zdrowie. Na pewno też nie jest sposobem na szczęście.

Na koniec dnia to TY jesteś odpowiedzialny za swoje życie i zdrowie. Nie Pan Profesor z University of Stanford, nie Arvind z Fitback.pl. nie Twoja koleżanka, która przeszła kilka kursów czy nawet ukończyła studia i setki wykładów. Tak, mają podstawy większe niż Ty ale nie są alfami i omegami i zauważ – mają często skrajne opinie na te same tematy i równie “wiarygodne” źródła wiedzy… i każdy (może poza arvindem) uzna swoje za najważniejsze… a czemu poza arvindem? bo…

Dziś nie mam wątpliwości, nie ma wiarygodnego źródła pełnej wiedzy na temat zdrowego trybu życia. Są za to pewne podstawy, pewne prawdy uniwersalne. Poznasz je po tym, że są bardziej kierunkowskazami niż listą TO DO i NOT TO DO. Szukaj kierunkowskazów a potem myśl.

Wszystko się dezaktualizuje, wszystko się zmienia. Jedyny 100% sposób na zdrowsze życie to MYŚLENIE, obserwacja własnego organizmu, wyciąganie wniosków i wprowadzanie zmian.

P.S. Często sprawdzam różne przepisy/porady/inne pierdy z gazet, książek itd. i traktuję na czas testu jako pewnik. Wiecie po co? Żeby potem do Was wrócić i dać znać… bo tak właśnie widzę rolę blogera/siebie w misji pomocy innym w znalezieniu tego właściwego kierunkowskazu…

Na zdjęciu tytułowym widzicie Bruce’a Lee, który pracuje nad swoją książką. Jego prace były swego rodzaju kierunkowskazami. Poradami i sugestiami odnośnie PODEJŚCIA do treningu i walki samej w sobie. Jest jednym z tych “filozofów”, którzy nie dawali jednej odpowiedzi a raczej sugerowali poznanie, szukanie i ciągłe poprawianie. Stąd wylądował na tytułowej… bądź jak Bruce.

5 KOMENTARZE

  1. Doskonała lektura, popieram w 100%. Czyli: po pierwsze primo – słuchać, po drugie primo wyciągać wnioski, po trzecie primo umiejętnie doświadczać na swoim organizmie i po czwarte primo rozsądnie adaptować uwzględniając powyższe. 🙂

Dodaj komentarz