Chcesz schudnąć? Nie biegnij!

29
250

W związku z akcją “Twój pierwszy kilometr“, w ramach której zapraszałem Was (3 lata temu) do rozpoczęcia swojej biegowej przygody przygotowałem dla Was serię artykułów, które pokażą Wam jak zacząć biegać. Dzisiejszy tekst kieruję do osób, które jeszcze NIE biegają albo zaczęły niedawno i sprawia im to więcej bólu niż przyjemności. Opowiem w nim nieco o jednym z najczęstszych błędów w początkach i o tym, jak to się w ogóle dzieje, że tyjemy… Wszelkich malkontentów uprzedzam, bardzo uprościłem wszystko co się dało. Mam nadzieję, że nigdzie nie przekłamałem rzeczywistości ale na wszelki wypadek zaznaczam – to co teraz przeczytacie jest “moją interpretacją” ale opartą na doświadczeniach i teoriach z książek i rozmów z trenerami. Przejdźmy więc do rzeczy.

Nie biegaj.

Jak to, nie biegaj? No przecież nie biegam ale chcę zacząć! No dobra, możesz biegać, ale za chwilę.. najpierw ustalmy, PO CO chcesz biegać. Jaki jest cel tego wysiłku i co chcesz przez niego osiągnąć. Jeśli będziemy znać odpowiedzi na te pytania to będziemy wiedzieli, jak taki bieg w Twoim przypadku powinien i co ważne, jak NIE powinien wyglądać.

Jeśli Twoja odpowiedź na powyższe pytanie brzmi “by złapać formę”… pytanie brzmi, co to znaczy “złapać formę”? widzisz, bardzo często mówimy “forma” w znaczeniu “sprawność” a tak naprawdę chodzi nam tylko o wygląd… mieszamy te dwa pojęcia bo wydaje nam się, że sprawność i wygląd to jedno i to samo, jak ktoś wygląda dobrze to i sprawny jest. Jasne, to ma sens, ale wiecie, jak ktoś nie wygląda mega dobrze to wcale nie znaczy, że nie jest sprawny. Druga sprawa, ktoś komu nie chodzi o “wygląd”.. najpewniej go już ma, a idąc logiką “wyżej” to i bieganie nie sprawiłoby mu trudności…

No dobrze, czyli chcemy zmienić nasze oblicze wizualne. Bieganie działa, więc czemu jeszcze nie biegamy? Powodów potraficie znaleźć mnóstwo. BO to nudne, bo nie lubicie, bo to samotne, bo to bo tamto… bo męczy. Ja osobiście nie biegałem bo kiedyś – w dzieciństwie – w szkole byłem zwolniony z biegania bo byłem małym słabym pooperacyjnym dzieckiem, które nie potrafiło przebiec kilometra. Od tamtej pory motywacji do biegania nie było a wszelkie próby były tak nieudolne, że skutecznie zniechęcały do drugiego podejścia. A takich “pierwszych razów” z bieganiem miałem wiele…

strój biegowy Rockiego, obojętnie od pogody, full ubranie, bluza, czapka i kaptur na głowę... a człowiek patrzy i przejmuje ten ZŁY przykład dla początkującego...
strój biegowy Rockiego, obojętnie od pogody, full ubranie, bluza, czapka, rękawiczki i kaptur na głowę… a człowiek patrzy i przejmuje ten ZŁY przykład dla początkującego…

No i właśnie, te pierwsze razy u większości niestety wyglądają “tak samo” choć może wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Może znacie ten scenariusz i przytakniecie teraz głową. Zabieramy się za bieganie, czytamy coś tam w sieci, ogarniamy jakąś mocną muzykę do mp3/telefonu, ubieramy się w 5 warstw ciuchówbo podobno im więcej się spoci tym więcej się spali.. co za bujda – i wychodzimy na dwór, machniemy głową w lewo i prawo, że niby rozciąganie, startujemy, “sprint”, zadyszka po 5 minutach, energia gdzieś zniknęła – bo za ciepło się ubraliśmy – i kolejne 5 minut powrót pełen wstydu do domu, że tak marnie, że to bez sensu, że boli, że nie ma nic fajnego i kurde, nie ma efektu… no tak, bo fajnie by było jakby efekt był od razu co? 🙂 A prawda jest taka, że ten bieg nie tylko nie miałby efektu od razu ale i na dłuższą metę nie miały lepszego efektu w daniu nam tego “wyglądu”.. czemu? bo…. nie, czekaj, najpierw ogarnijmy ….

Jak to jest, że człowiek tyje?

Jedno ze zdań, które mną wstrząsnęło bardziej niż śmierć Mufasy było stwierdzenie “Kiedy jesz masło, mógłbyś równie dobrze wstrzyknąć je w swoje udo albo brzuch – tłuszcz spożywany jest odkładany bezpośrednio w ciele.” … no bez kitu, mózg r***… człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że tłuste tuczy, ale, że aż tak, że od razu w boczki/uda/dupę/podbródek idzie? Jak dla kogoś to jest oczywista oczywistość to gratulacje i zazdroszczę. Dla mnie nie było z prostej przyczyny. Nie dlatego, że myślałem, że to działa inaczej… ja po prostu się nad tym nie zastanawiałem.

Wiedziałem, że tłuszcz się spala w trakcie ruchu. Że wiecie, tłuszcz to paliwo i to “co się nie strawiło i odłożyło” to się spali przy okazji wysiłku fizycznego… a tu boom, co zjadłeś to od razu się odkłada…  I co ciekawe, tłuszcz inaczej się odkłada u kobiet a inaczej u facetów.. tak, u nas, prężnych jędrnych mężczyzn tłuszcz od razu leci w okolice brzucha. Nażarłeś się jak świnia to i bęben Ci rośnie na podobieństwo zjedzonej delicji.. a u kobiet? U kobiet zaczyna się od wypełniania “powierzchni między komórkami mięśniowymi”. Czyli tak naprawdę niewidocznie … do czasu. Tak, u kobiet tłuszcz to niezła szuja jest.. Najpierw się zbiera po cichu a potem (przeważnie w wieku ok 30) następuje moment “wypełnienia” wszystkich tych niewidzialnych “szczelin” i znowu boom, wychodzi na wierzch..

Co jest gorsze – i wspólne dla obu płci – od mniej więcej 25 roku życia tłuszcz zaczyna się “coraz bardziej odkładać”. Automatycznie  Widzisz, dla organizmu tłuszcz to taka lokata na koncie. Przez pierwsze 25 lat Twojego życia organizm uczy się mniej więcej ile “kasy” będzie potrzebował (czyli ile tej “kasy” zużywasz”) i potem z roku na rok stara się oszczędzać tej “kasy” coraz więcej na wypadek gdybyś poszedł na chorobowe (np. przestajesz jeść regularne posiłki i organizm chce mieć awaryjny zapas paliwa do funkcjonowania) . Z czasem zaczynasz odkładać coraz więcej a zużywać coraz mniej (z wiekiem masz mniej czasu na “wydawanie” i tu się kończy analogia bo o ile rosnące konto jest spoko, o tyle rosnąc bebzol już nie koniecznie).

No dobra, i co teraz?

No to wróćmy do biegania (o aspektach żywieniowych jeszcze pogadamy przy innych wpisach). Na tym etapie pewnie wiesz, że tłuszczu nie spalasz już od początku swojej aktywności ruchowej. Tłuszcz to paliwo, owszem, ale innego rodzaju niż to, którego organizm potrzebuje by ruszyć. By “wystartować” organizm korzysta z cukrów przechowywanych w mięśniach jako forma “szybkiego paliwa”. Te cukry to tak zwany Glikogen. Glikogen to benzynka, z którą wystartujesz ale i na której możesz spokojnie z pół godziny jechać. O ile nie wystartujesz za mocno…

Przeczytaj też:

Kiedy zaczynasz swój pierwszy bieg (albo kolejny bo może już zacząłeś swoją przygodę ale coś Ci nie gra) i zaczniesz za szybko i złapiesz zadyszkę i od tego momentu świat się wali… wiesz co się stało?

Ano stało się następujące. Narzucasz sobie duże tempo. Ciężko się oddycha bo mocno się wysilasz. Serducho mocno pracuje. Szybko robi Ci się gorąco. Nogi zaczynają twardnieć, ręce plecy uszy bolą. Wszystko Cię boli. Masz dość… mniej więcej to widzisz. A co widzi organizm? Ano widzi to, że przez za wysokie tempo pompowana krew nie nadążała z dostawami tlenu, pojawia się kwas mlekowy a Ty zwalniasz i powoli masz dość.

Powoli, heh, na moje oko to pewnie masz na tyle dość, że już do tego wracać nie chcesz… a wystarczyło zacząć powoli…

Zacznij powoli, trwaj dłużej…

Powolny start pozwoli Ci dłużej trwać w ruchu. To znaczy, że jeśli zaczniesz od np. truchtu to faktycznie może Ci tego glikogenu starczyć na te 30 minut ruchu.. czy przez to znaczy, że już spalasz tłuszcz?

Nie. Czemu? Bo organizm Ci nie wierzy 🙂 Widzisz, choć intencje masz dobre to Twoje zachowanie kiedy idziesz pierwszy raz na dwór jest dla organizmu niezrozumiałe. On nie wie, że Ty celowo poddajesz się temu wysiłkowi i chcesz teraz już zacząć poprawiać swój stan zdrowia. To co on widzi to podwyższony wysiłek. Zapala mu to dwie lampki. Jedna mówi “stary, ten glikogen co go właśnie użytkujesz musi starczyć Ci też … na myślenie” (te same cukry napędzają Twój mózg) a druga “ee, nie zaczniemy spalać tłuszczu bo nie warto”… i tak przez powiedzmy pierwsze 15 minut wysiłku, po nim zaczyna docierać do niego co się dzieje i że nie zamierzasz poprzestać ‘w tym momencie’. Powoli zaczyna “dawać Ci dostęp” do zapasów zgromadzonych w formie tłuszczu. Oczywiście jak za mocno przyspieszysz to znów zaczniesz korzystać z cukru (kto już biega i zaskoczyło go kiedyś, że nie mógł przyspieszyć na koniec biegu powinien w tej chwili zrozumieć, że tak, nie miał już “czym” przyspieszyć bo najpewniej zużył całe zapasy cukru złym rozłożeniem energii albo słabym naładowaniem go przed biegiem).

W której minucie zaczynasz spalać? Nie wiem. Nikt tego nie wie, teorii jest tyle ile źródeł je podających. Jedni twierdzą, że spalasz po 30 minutach, inni, że po 45, jeszcze inni że dopiero po godzinie. Są tacy, co powiedzą, że i 7 minut wystarczy by spalać ale to taka czarna magia, że ja się nie dotykam, fizjologii nie przeskoczy się przez to, że ktoś zrobił jakieś badania w jakimś uniwersytecie w maseczjusets…

Załóżmy więc bezpiecznie  że te 40-45 minut to MINIMUM ale, że jesteśmy na Fitbacku to nas minimum NIE INTERESUJE więc załóżmy, że chcemy spędzić na dworze co najmniej godzinę. Tak naprawdę, od momentu, w którym przejdziesz na spalanie “tłuszczu” możesz tak spalać póki nie zbraknie Ci sił. Nie licz jednak, że uda Ci się w trakcie jednego biegu wypalić cały tłuszcz 🙂

Innymi słowy, w wielkim skrócie

Nie spiesz się. Jeśli chcesz biegać by zmniejszyć swoje obwody to musisz zapomnieć o wyścigach. Powiem więcej, jak biegam “poważniej” od dajmy na to Lipca 2012, kiedy to zacząłem przygotowania do Maratonu Warszawskiego… chudłem przez te dwa miesiące przygotowań… i od tamtej pory już tak od biegania nie chudnę. I nie dlatego, że nie ma z czego, jest, jasne, że jest… a dlatego, że od tamtej pory biegam znaaacznie szybciej a tym samym moim paliwem przez większość czasu są cukry, nie tłuszcz.

Istotą tego wpisu jest więc by jasne było dla Ciebie, że wcale nie trzeba wypruwać z siebie flaków, żeby spalać. Ba, nawet się nie powinno 🙂 Jeśli Twoja aktywność sprawia Ci dyskomfort na zasadzie “zadyszki, bólu, kolki itp” to najpewniej powinieneś zwolnić.

UWAGA! Są tacy, dla których szybki bieg NIE jest problemem. Biegają bardzo szybko ale są źli, bo coś nie mogą zrzucić oponki. Rozmawiałem niedawno z takim jednym, Hubert się nazywa. Mówię mu “Stary, za szybko biegasz, to normalne, że nie palisz tłuszczu bo z niego nie korzystasz” a on do mnie “no ale jak biegam wolno, to mnie to męczy”.

I tu moi drodzy jest cała magia. Co Cię nie zmęczy, to Cię nie zmieni 🙂 Grunt to wiedzieć, jakie zmęczenie jest dla nas dobre, i jest to zmęczenie wynikające z tego, że od godziny chodzicie po parku a nie to, które po 5 minutach sprawia, że wypluwacie płuca. Jeśli godzina spaceru Was nie zmęczy to następnym razem spróbujcie chodzić nieco szybciej, możecie dodać delikatny trucht. Jeśli to nadal mało, to znów możecie dodać nieco prędkości, ustalić sobie jakieś “zadania” typu “biegnę do tamtego drzewa, potem idę a potem biegnę przez 3 kolejne drzewa”. Niech to będzie dla Was niezobowiązujące, sami sobie ustalacie poziom trudności ALE wyjściowym tempem będzie zawsze spacer, nie bieg. Warto zrezygnować z “niezatrzymywania się” bo dodając dwie trzy przerwy na marsz zwiększacie szansę, na długi trening. Lepiej biegać z przerwami przez godzinę niż bez przerwy przez 30 minut….przy założeniu, że celem jest zgubienie zbędnego tłuszczu… zwróć uwagę, że nie napisałem “zbędnej wagi”.. czemu? Bo nierzadko waga będzie stała w miejscu co wcale nie będzie oznaczało, że nie znika tłuszcz.. po prostu jest szansa, że zamienisz go na mięśnie a te zajmują znacznie mniej miejsca niż tłuszcz. Dla porównania fotka:

Po lewej mamy tłuszcz a po prawej mięśnie. Waga ta sama, ogromna różnica w objętości..
Po lewej mamy tłuszcz a po prawej mięśnie. Waga ta sama, ogromna różnica w objętości..

Plany treningowe?

Planów treningowych na start jest wiele. Ja osobiście za trenera się nie uważam i w tej kwestii korzystam z rad mądrzejszych i z przeróżnych technologii (Ci mądrzejsi i tak często wciskają nam programy, które sobie generują w programach.. różnica taka, że nas za to naliczają a w programie mamy za darmo).

Przykładowy plan treningowy można pobrać z okazji imprezy She Runs The Night, czyli specjalnego nocnego biegu TYLKO DLA KOBIET, który odbędzie się w Czerwcu w Warszawie. O ile impreza jest skierowana do kobiet o tyle plany treningowe są w miare uniwersalne.

  1. Plan treningowy “Dla własnej satysfakcji“.
  2. Plan treningowy “Dla ambitnych
  3. Plan treningowy “Dla zaawansowanych“.

Inną opcją jest skorzystanie z bardzo popularnego planu o nazwie C25k. Po rozłożeniu tego kodu otrzymujemy “Coach to 5k”. Program ten w języku polskim można przeczytać tutaj.

Sprawdź też ABC BIEGANIA przygotowane przez Nike Polska! 🙂

Jak zauważycie, pierwsze dni opierają się na właśnie spacerach przeplatanych krótkim biegiem. I to jest w zasadzie wszystko co chciałem Wam przekazać w tym wpisie.

Problem jest taki, że za łatwo się poddajemy. Ja mam łatwiej bo dla mnie ew “niewypał” jest motywacją do poprawy. Wiem jednak, że wiele osób bardzo łatwo się zraża takim ciężkim pierwszym biegiem i mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu Wasza pierwsza styczność z bieganiem będzie tak miła i delikatna jak to tylko możliwe. Prędkość przyjdzie z czasem jeśli komuś na niej zależy. Maratony i te sprawy, spoko, do zrobienia. Na początku jednak zajmijmy się “sobą” 🙂

P.S. Przy pierwszym biegu istotne jest też CO na siebie założycie (tak, ma to wpływ na to jak bardzo się zmęczycie) i co zjecie i cała reszta, której nie opisałem w tym wpisie. Powód? Będą od tego osobne wpisy 🙂

29 KOMENTARZE

  1. rzeczowo. motywacyjnie. bo bieganie zaczyna się w głowie, a pierwszym podstawowym zadaniem jest krok wykonany z rozsądkiem 🙂 jedyne czego mi zabrakło we fragmencie o spalaniu tłuszczyku to zastrzeżenie, że gdy trening trwa zbyt długo to organizm powoli przestawia się na czerpanie energii i składników odżywczych spoza tłuszczu i ciągnie z mięśni, a serce to też mięsień, a wszyscy przecież kochamy nasze serca, więc z głową, powolutku i do przodu 🙂

  2. świetny artykuł 🙂 osobiście też jestem wielką zwolenniczką marszobiegów/5k – są przyjemniejsze, bardziej urozmaicone i przyjazne dla kolan ;))

  3. no Arvind…szapoba czy jak to sie pisze, ostatnio kumpel mnie pytal co ma zrobic zeby schudnac, a ja mowie zeby biegal wolniej i dluzej, a on ze on lubi szybko 🙂 albo rybka albo akwarium :-)))) Bardzo rzczowo !!

  4. nie zgodziłbym się, że tłuszcz spala się dopiero po 45 min. już po kilku minutach korzystamy z też kwasów tłuszczowych jako źródła energii, ale w mniejszym stopniu (ok 15-20%), a reszta z cukrów. po tych magicznych 45 min. te proporcje odwracają się. ale wpis bardzo ciekawy i napisany praktycznym językiem, pozdrawiam!

    • bardziej chodził o “efektywne spalanie” niż o spalanie ” w ogóle”. Stąd podany czas, po którym właśnie odwracają się proporcje 🙂

      Dzięki za miłe słowa.

    • no własnie też bym się do tego słówka przyczepiła. Oba źródła energii wykorzystywane są jednocześnie tylko w innych proporcjach. A ja jestem mimo wszystko za HITami, HIITami , tabatami i innymi interwałami.

  5. A ja się nie zgadzam z tym tłuszczem – że co zjem to się odkłada. Jem min.2 kostki masła i ok 1 -2 kostki smalcu tygodniowo. I niestety nie trenuję.
    A ile ważę przy 159cm? – 57kg.
    Tłuszcz zjedzony nie przekształca się w tłuszcz odłożony.

    To nadmiar węglowodanów przy obecności zjedzonego tłuszczu są zamieniane w tłuszczyk – sadełko. Sam tłuszcz fizycznie nie zostanie przekształcony w organizmie w tłuszcz. A kto ciekawy niech poczyta biochemię Charpera.

    Dodam że jem max 50g węglowodanów dziennie.

    Przy mojej diecie ok 2,5 roku zajęło mi wymarzone przytycie 5 kg – co by jak szkielet nie wyglądać ani w tłuszcz nie obrosnąć.

    No więc jak ktoś je dużo węglowodanów to rzeczywiście każdy gram zjedzonego tłuszczu sprzyja tworzeniu sadełka – ale nie z tłuszczu a z węglowodanów.

    Pozdrawiam i czekam na swój poniedziałek 😉

  6. Ja własnie niedawno zaczęłam swoja przygodę z bieganiem, a może lepiej powiedzieć z przyglądaniem się sobie i zdrowym trybem życia. Mój przeciętny dzień pracy wygląda tak ze rano bez śniadaniach po kawie, wsiadam w auto jadę do pracy po 8 godzinach przy kompie kilku kawach wracam do domu, zjadam cokolwiek i raczej nie jest to obiad. Czasem jeszcze polatam po mieście, zbliża się wieczór. Po marnej obiadokolacji postanawiam nic już nie jeść, trochę pracy przy kompie( bo jak tu nie zabierać pracy do domu) i telewizorze. Niestety walkę z głodem przegrywam w okolicy 22, wybierając cokolwiek z lodówki. A jak rzucam się na jedzenie to rzadko wybieram Jabłko czy szklankę wody. Efekty takiego trybu życia: dodatkowe kilogramy, zmęczenie, złe krążenie, kiepskie samopoczucie. Podjęłam decyzje ze trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Szybka kalkulacja portfela karnecik czy buty do biegania( które już wcześniej nabyłam drogą kupna). Wybrałam buty. Zaczęłam 2 tyg temu. Biegałam po mieście bo park był za daleko. Zrobiłam jedno okrążenie. Wróciłam mocno zdyszana, a endomondo powiedziało mi ze to były tylko 2km. To było jak policzek. Dziś dobiegam do parku, mam trasę na 7km. Cały czas dopracowuję swoją technikę, biegam wolno i miarowo,truchtem. Biegam co drugi dzień. Do tego doszła zdrowsza dieta. Na razie na wadze nic nie widać, ale bez przesady nie spodziewałam się cudów. Za to jest lepsze samopoczucie więcej siły dzień stał się dłuższy, mam więcej energii. i zapomniałam o najważniejszym. DZIĘKI ZA INSPIRACJĘ!!!! dokształcam się, biegam, ćwiczę gotuję.

  7. Bardzo podoba mi się Twój blog 🙂 Jestem na początku przygody z bieganiem, choć 5 km już udaje mi się osiągnąć (chociaż tempo ślimacze, ale jak widzę nie powinnam się tym aż tak bardzo martwić :)) ). Będę zaglądać częściej, bo właśnie takiej strony szukałam – ciekawe i mądre rzeczy, trochę wskazówek, ale w przystępnym języku dla TOTALNEGO laika 😉

  8. Dziekuje za bardzo fajny artykul. Ja biegam od niedlugiego tak czasu, bralam udzial w maratonie 8km, przygotowuje sie do 21 km we wrzesniu. Potrafie biegac dlugo, minimum godzine, bez zatrzymania i zawsze mialam wyrzuty sumienia ze nie biegam wystarczajaco za szybko. Troche jednak chcialabym przyspieszyc ze wzgledu na wyniki w half maratonie. Dzieki wielkie jeszcze raz

    • ani słowa bo interwały nie spalają tłuszczu – tzn spalają, ale nie tak skutecznie – w trakcie, tylko PO treningu, a nawet dzień później. Zresztą, z interwałami jest bardzo dużo wątpliwości i bardzo duże znaczenie ma to co się robi po powrocie do domu… łatwiej jednak spalać długim biegiem ze spokojnym wysiłkiem.

    • Nie tylko po interwałach ważne jest co się robi w domu. Trening trwa godzinę, dwie. Długodystansowe bieganie powiedzmy 3 z hakiem. Doba ma 24h. Nie ma bata, nieważne co ćwiczysz, jeśli resztę dnia i nocy odpuścisz to zapomnij o efektach. Taka sytuacja. Nie zgodzę się też, że z interwałami jest dużo wątpliwości. Znaczy, ok, zgodzę się jeśli w tym samym momencie przyznamy, że ze zwykłym wysiłkiem aerobowym także wątpliwości są powiązane.

    • wątpliwości dotyczące interwałów wynikają z tego, że to co się dzieje u trenującego w 24h PO treningu jest bardzo zindywidualizowane. Jeden zrobi coś, co będzie bardzo pozytywnym dopełnieniem treningu (np dobrze się odżywi) a inny zupełnie w przeciwną stronę. Wysiłek aerobowy ma w kwestii spalania tłuszczu natychmiastowy sprawdzalny efekt. Im dłużej trwa trening tym więcej energii pochodzi z tłuszczu.

      Nie poczuwam się do wchodzenia w większe szczegóły bo jeśli mi na kursie mówią, że trenerzy się o to kłócą to co ja maluczki mam się wymądrzać 🙂 Teorii tyle ilu trenerów/książek/podręczników/mądralińskich z internetu…

  9. Cześć Arvind, bardzo fajny blog, zlinkowałem i będę zaglądał. Co do artykułu, to od zawsze jakoś mnie te specjalne strefy spalania tłuszczów nie przekonywały. Ostatnio przeczytałem, dosyć już stary, artykuł na bieganie.pl “Mityczna strefa spalania tłuszczów” http://bieganie.pl/?show=1&cat=13&id=1548 i przemawia do mnie przekaz i argumentacja w nim zawarta. Sugestie dla chcących pozbyć się tłuszczu podobne, długie regularne wysiłki na niskim/średnim poziomie intensywności jednak argumenty przemawiające za taką strategią kompletnie niezwiązane z jakoby istnieniem specjalnej “efektywnej strefy” spalania tłuszczów.

    • Mityczne to mogą co najwyżej być “liczby”, w sensie dla każdego inaczej może ta strefa wyglądać ale zdaje się, że zaznaczyłem, ze trzeba odnaleźć swoją a te “schematy” starają się nas na nie nakierować (czyli np szukaj raczej przy średnim wysiłku niż przy maksymalnym czy zerowym).

  10. O tak, moje początki “biegania” właśnie tak wyglądały. Na rowerze spoko, na rolkach fajnie, a bieganie było mordęgą przez zaciśnięte zęby. Potem zacząłem truchtać i robić marszo-biegi i zrobiło się lepiej. A potem z przyczyn szpitalnych musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę i muszę się teraz zebrać do powrotu.

  11. Ha! No właśnie. Ja zaczęłam biegać bo chciałam schudnąć i jeść więcej owoców. Od początku biegałam dość szybko jak na własne predyspozycje. Potem zaczęłam brać udział w biegach na 5km i robić zyciowki a potem zrodził sie pomysł ze pobiegnę w półmaratonie ale nie zeby pobiec tylko zrobić dobry czas. Zdrowo sie odżywiam, naprawdę ponadprzeciętnie można rzec, zgodnie z zaleceniami dietetyka sportowego a waga jak na początku spadła tak teraz stoi, mimo ze biegam. No ale właśnie…biegam szybko, jem ok 1650kcal , jem węgle w postaci kasz, owoców i warzyw… Czy to znaczy ze powinnam po prostu biegać wolniej? A na horyzoncie udział w pierwszym w życiu maratonie.. Tylko jak będę chudsza to i sama z sobą będę sie lepiej czuła i może wynik będzie lepszy… Teraz mimo ze biegam to jeszcze mi cieżko z tymi nadprogramowymi 4kg….hmmmmm bardzo ciekawy tekst! Dzięki

  12. Mam pytanko dręczące mnie od lat.Czy tłuszcz, który odłożył się na moim brzuchu 20 lat temu różni się od tego, co odłożył się np.rok temu…?Wiem, pytanie może i głupie ale ciężko mi zrzucić tłusty brzucho…Pozdrawiam:)

  13. Masz rację ) Ja też się wielokrotnie zrażałem, nie miałem wystarczającej motywacji bo nigdy nie zadałem sobie pytania dlaczego chcę biegać? Ponadto wcześniej nie znalazłem odpowiedniej motywacji, po prostu rezygnowałem z biegania bo nie widziałem konkretnych efektów. W sumie to dzięki smarfonowi zmieniło się moje podejście – aplikacja Endomondo to fajna rzecz dla osób które potrzebują dopingu z zewnątrz. Polecam wypróbować i poczytać o niej więcej na http://www.fit.pl/news/sport/jak-zaczac-biegac-jak-biegac-tak-zeby-schudnac,3748,1,0.html

  14. Przewrotny tytuł, ale sumaa sumaarum cała prawda zawarta. 😉 Tekst powinien być drukowany w prezencie do pierwszych butów biegowych. 😀 Sama doświadczyłam, co w moim przypadku w ogóle nie było wskazane. Zaczęłam biegać wolniej i nie dość, że było mi coraz przyjemniej to jeszcze gubiłam tłuszcz, którego u mnie i tak niewiele. Moje biegowe potyczki i wnioski z nich płynące zamieszczam na blogu. Zapraszam w moje skromne progi http://biegiemdolodowki.pl/

Dodaj komentarz