Insanity, czy warto?

47
2373

Tak jest, dotrwaliśmy do 60 dnia programu Insanity. Programu, który przez wielu nazywany jest najcięższym treningiem cardio ever i w sumie nie dziwi to chyba nikogo. W liczbach – zaczęło nas ponad 60 osób, pierwsze dwa tygodnie wytrwało ponad 40. Na końcu jest nas już kilka osób co i tak jest o wiele wieeele więcej niż zakładane przeze  mnie na wstępie 0 osób na ostatnim fitteście. Czemu 0?

I teraz uwaga! Do osób, które niedawno zaczęły, są w trakcie albo dopiero zamierzają się do tego systemu zabrać. Przeczytajcie do samego końca co mam do powiedzenia w temacie Insanity. Spędziłem nad nim 60 dni albo i więcej bo “szum” zaczęliśmy już w grudniu i naprawdę staram się przekazać w tym tekście pełny obraz sytuacji. Nie ukrywam, że nie chciałem tego pisać wcześniej właśnie ze względu na to, że nie chciałem nikogo demotywować… teraz jednak patrząc na to KTO skończył, myślę, że Ci co mają skończyć i tak skończą… heh, co? strasznie się zapowiada? nie martw się, biorę to na siebie…

Od d*** strony

Może brzydko powiedziane ale taka jest prawda. Branie się za Insanity w celach zrzucenia sporej nadwagi to jest jak rozpocząć pierwsze lekcje nauki jazdy samochodem w Focusie RS na torze Gymkhama. Da się? Pewnie się da. Ale jakim kosztem? Nie martwcie się, nie będę cisnął takimi metaforami i ogólnikami do końca. Dam Wam trochę konkretów bo program na to zasługuje, by go poważnie opisać i dobrze by było byście dotrwali do końca.

Beztlenowo

bpm
wykres z fittestu

Wszyscy wiemy, że najwięcej spalamy w zakresie tak zwanym aerobowym. Magia insanity polega na tym, że stykamy się tam z tak zwanymi odwróconymi interwałami. Czyli bardzo bardzo intensywny wysiłek przez długi czas po czym króciutka przerwa i znów długo intensywnie. Intensywność jest z góry narzucona ale oczywistym jest, że każdy do treningu podchodzi inaczej.. ja podchodzę tak, że daję z siebie 150% bo inaczej po co to robić…

I przez to, że każde jedno ćwiczenie traktowałem jak wyzwanie, jak coś ważnego dla mojego zdrowia bardzo szybko przekraczałem próg anaerobowy i z tlenowego treningu przechodziłem do beztlenowego. I zajmowało mi to ułamki minuty, dosłownie.

Swoją drogą, to jeden z powodów dla którego mi osobiście znienawidzona przez wielu Tanya nie przeszkadzała. Ba, w swoich fittestach pobiłem kilka jej wyników na głowę i to również dzięki niej bo jak już nie miałem sił patrzyłem i myślałem “ona może to i ja”. Wiem jednak, że wiele osób demotywował jej upór, krzywe miny … ja jednak czułem, że przeżywam dokładnie tę samą walkę co ona.

Swoją drogą. Anegdotka mi się przypomniała. Chodziłem ze 2-3 lata temu na siłownię do Holmes Place w Galerii Mokotów. Robiłem tam plan treningowy, który rozpisałem sobie przy pomocy książek, promowanych wtedy przez Men’s Health (autor Kurt Brungardt).

I jest taka scena. O równej godzinie rozpoczynał się regularnie trening brzucha. Wiecie, przychodzi trenerka, gwiżdże ze trzy razy, kto chce ten zostawia co robi i idzie do niej, bierze matę i kładzie się na ziemi. I jedziemy z ćwiczeniami.  Ja na tamtym etapie NIE ROBIŁEM BRZUSZKÓW. Inaczej powiem, NIGDY nie robiłem brzuszków, tak z własnej woli.. pompki robiłem setkami, brzuszków ani trochę.. bo to boli 😛

No i ok, uznałem w końcu trzeba coś zmienić. Trenerka zarzuca pierwsze ćwiczenie. No to ja cisnę. Pełne skupienie na mięśniu i każdym słowie trenerki. Skupcie się na tej partii brzucha, teraz na tej, teraz na tej. Wytrzymajcie w tej pozycji itd.

Zaciskam mocno zęby i mam dość. Czuję jak mi pot napływa do oczu. Wycieram je, patrzę, a 7 facetów obok mnie robi sobie te ćwiczenia jakby robili sobie kanapeczki. Niewzruszeni, ot powtórzenie jeszcze 10 i tyle… nawet jeden się nie spocił. A ja dalej… czuję, że mi zaraz brzuch wypali.

20 minut później. Trening się skończył. Ja się zwijam z podłogi (dosłownie), zupełnie mam dość, zdemotywowany ale dumny, że dotrwałem. Podchodzę do trenerki z mizerną twarzą a ona do mnie “Dziękuję, że Pan do nas dołączył, przynajmniej Pan jeden dawał z siebie wszystko i poprawnie wykonywał ćwiczenia”… po czym z pogardą popatrzyła na pozostałych a ja … a ja nagle poczułem się jak 185 cm wzrostu, 120 w klacie i krata przebijająca przez skórzaną kurtkę.

Kurtyna.

Wracając do Insanity i jego intensywności. Trening anaerobowy nie jest zły. Ma swoje zalety. Zwiększa wydolność tlenową, wzmacnia mięśnie i uodparnia nas na ból mięśniowy. Z takim treningiem faktycznie można się nieźle wyrzeźbić… Ale czy o to nam chodzi? Niektórym tak, ale większości Fitbackowiczów raczej nie… Decydując się na Insanity większość z Was zakładała raczej zrzucenie brzuszka. Tak pisaliście w komentarzach….

The Bright Side

Czyli co, Insanity nie nadaje się do zrzucania brzucha? Nadaje. Ale nie do końca przez “program” sam w sobie. Cała magia Insanity! tkwi w jego wizerunku. Program jest tak cholernie ciężki, że strasznie łatwo w niego uwierzyć. A głównym problemem z motywacją do np biegania czy prostych ćwiczeń aerobowych w domu jest właśnie brak wiary w nie.. brak zrozumienia, że to wcale nie skrajne wysiłki pomogą nam się pozbyć zbędnego balastu..

no bo jak uwierzyć, że wystarczy godzinkę potruchtać i brzuszek zacznie znikać? przecież wszyscy by wtedy truchtali! ano by truchtali, gdyby uwierzyli i spróbowali..

Insanity pomaga ruszyć z kanapy i podjąć niesamowicie ciężkie wyzwanie. Przez 2 tygodnie przetrwało ponad 2/3 z Was! A wśród tych 2/3 były osoby, które w życiu nie przekroczyły progu siłowni! Insanity też dość szybko zmienia sprawność człowieka i choć waga nie pikuje na łeb na szyję to jednak chcemy go więcej bo z tygodnia na tydzień czujemy (mimo bólu), że jesteśmy coraz sprawniejsi… a to fajne uczucie.. zwłaszcza, kiedy przychodzi do testu a tu się okazuje, że robimy nawet DWA RAZY więcej powtórzeń wszystkiego i czujemy, że był zapas energii na lepszy wynik…

Ale jednak ktoś zrzucił

Prawda. Są osoby, którym brzuszek “zmalał”. Ja jestem jedną z tych osób. Jednak waga stoi oczywiście w miejscu bo w miejsce tłuszczu weszły mięśnie a te też ważą.

No i druga sprawa. Darek podesłał mi na początku nagranie z treningu swojego i z przykrością obaj stwierdziliśmy, że nie wykonywał on tych ćwiczeń tak jak powinien. Wynikają z tego dwie ważne sprawy – raz, że przez to też miał mniejszą intensywność treningu a co za tym idzie, faktycznie mógł mieć tętno na poziomie spalania a dwa, że przez to też nie wykorzystywał na max każdego jednego treningu więc i efekt końcowy pewnie byłby słabszy.

A same ćwiczenia wykonywał tak a nie inaczej bo były po prostu bardzo ciężkie. Każdy kto zaczął wie, że przez te dwa pierwsze tygodnie zaszła w nim niesamowita zmiana. O ile na pierwszym fitteście wyzywaliście i mnie i Shauna i wszystkich innych od najgorszych o tyle na drugim sami nie mogliście się sobie nadziwić, jak poprawiła się Wasza sprawność i jak to możliwe, że tak szybko taka zmiana!

No i pamiętajmy, KAŻDY ruch w mniejszym czy większym stopniu będzie nas wizualnie poprawiał, jeśli będzie wykonywany regularnie. Insanity narzuca nam z góry plan, plan gęsty i intensywny, ale plan, który usuwa zupełnie wątpliwość “to za co by się dziś złapać”. Nie ma mowy o wymówce “nie wiem co by porobić” i nagle na rozmyślaniach tracimy 3 godziny i już nie ma czasu na sam trening.

Ja z kolei nie tyle “zrzuciłem” co zmniejszyłem obwody w “tłuszczu” i wyszczupliłem swoją “budowę”. Mam wizualnie widoczne zmiany ale niestety nie są to zmiany rodem z reklamowych fotek Insanity… i to nie jest wina programu, tylko moja… czemu?

Shake that ass

szejkology

Nie wiem ile osób zwróciło na to uwagę ale Insanity to dwa elementy. Program Treningowi i Dieta… taaaa, wiem, że już wiecie, co chcę powiedzieć. Ten pierwszy element nas wzmocni, poprawi nasze FitTesty, samopoczucie i satysfakcję ze swojej sprawności…

Ten drugi element – czyli dieta – buduje wielki chiński mur między mną a człowiekiem z okładki Men’s Health…

Dieta Insanity opiera się w dużej mierze na tym, co firma Beachbody (ta sama, która ten trenign wypuściła na świat) sprzedaje. Czyli na szejkach i planie żywieniowym, w którym część posiłków można zamienić na “Shakeology”.

Samym treningiem to mięśnie można rozkręcić a potem .. spalić 🙂 bez odpowiednich dodatków w postaci szejków regeneracyjnych czy budulcowych (gainery etc.) z treningu na trening ja osobiście czułem się coraz mocniejszy ale i mówiąc wprost –  mniejszy. Moje obwody jak zmierzyliśmy stoją w miejscu raczej (ku memu zdziwieniu) ale czuję, że teraz większą rolę w tej objętości zajmują same mięśnie a mniejszą tłuszcz.

Wasze przemyślenia?

Podpytałem kilka osób, część zrobiła całość, część zrezygnowała w trakcie z róznych powodów. Oto ich przemyślenia:

Mariusz Skonieczny

“Dotrwałem do końca 5 tygodnia. Musiałem przestać ze względu na 2 rzeczy : 1. Wyjazd tygodniowy na deskę (po prostu nie było tam gdzie ćwiczyć) 2. Po powrocie następny tydzień – tygodniowa choroba. Zdjęcia jakieś tam robiłem wiec mogę jakieś podesłać (tylko bez śmiechu ;)) nawet po tych 5ciu tygodniach zauważyłem zmiany. Moim zadaniem super jest to uczucie kiedy już jesteś powiedzmy na 3cim tygodniu i ćwiczenia nie sprawiają ci już tylko bólu i zakwasów, ale przyjemność z robienia ich codziennie i tylko czekasz na kolejną dawkę”

Darek Kabulski

“Insanity z Fitbackiem nie było dla mnie czymś nowym. Pierwszy raz fit test zrobiłem tydzień przed Maratonem Warszawskim 2012, ale na tym się skończyło. Dopiero Fitback pomógł mi w systematyczności w wykonywaniu treningów. Wytrwałem tylko dwa tygodnie, ale dla mnie, jako biegacza z 5 letnim stażem, miłośnika jazdy rowerem było to coś nowego. Jest to rodzaj wysiłku, którego dotychczas nie znałem. Po dwóch tygodniach z Insanity wróciłem do biegania i biegło mi się tak lekko jak nigdy Ciężko mi sobie wyobrazić efekty jakie ten program jest w stanie dać po 8 tygodniach. Zdecydowanie polecam. Mała rada – nie zrażajcie się na początku. Poziom trudności jest wysoki, dlatego dostosuj trening do siebie.”

Lena Dąbrowska (ukończyła całość)

“Przedmówcy napisali już chyba wszystko co najważniejsze o minionych dwóch miesiącach i Insanity i nie mogę się z Nimi nie zgodzić. Wycisk jest solidny, w dodatku gdy patrzy się na treningi z boku, zrobienie programu sprawia wrażenie niemożliwego. I dlatego warto się z nim zmierzyć – gdy się już bowiem zacznie, to okazuje się, że dzień po dniu, tydzień po tygodniu poszczególne ćwiczenia, utrzymanie tempa czy też zrobienie pełnego obwodu przychodzi łatwiej. Długo chyba nie zapomnę satysfakcji, jaką poczułam, gdy pod koniec pierwszego miesiąca zrobiłam wraz z grupą Shauna T całą pełną rozgrzewkę w ich tempie i nie robiłam w jej trakcie przerw. Podkreślam – rozgrzewkę. Niby mała rzecz, ale niezmiernie się z jej powodu cieszyłam I to jest fakt – po pierwszym miesiącu kondycja i siła są w o wiele lepszej formie niż na początku. Po drugim miesiącu jednak czuję się odrobinę wypalona. Może to dlatego, że gdy oswoiłam się z poziomem wysiłku drugiego miesiąca, spróbowałam wrócić do regularnego biegania – niestety mój organizm był innego zdania i wysłał mi nieprzyjemny, acz czytelny komunikat o przeforsowaniu więc.. zostałam przy Insanity (szczęśliwie nie miałam na ten rok ogromnych planów związanych z 8.PW, więc z żalem, ale pozwoliłam sobie na chwilę odłożyć bieganie na półkę) no bo skoro już zaczęliśmy, to trzeba było skończyć Po komunikacie forma trochę mi się załamała, kilka treningów pozamieniało się kolejnością, trzy wypadły. No i trzasnęły 2 miesiące, a ja mam wrażenie jakby ten 7 stycznia był przedwczoraj 2 miesiące, w których de facto głównym punktem dnia był trening Insanity 2 miesiące, w ciągu których przerobiłam w trakcie treningów chyba wszystkie emocje, jakich nie doświadczyłam dotąd na jakichkolwiek treningach A żeby się już nie rozpisywać zbytnio – dla mnie (obok samego ukończenia Insanity i wyraźnej poprawy wyników fit testu) największym sukcesem jest brzuch, którego istnienie po tych treningach wreszcie poczułam i hasło “keep the core tight” nie brzmi już dla mnie jak czarna magia no i pompki..to była fenomenalna motywacja do tego, aby wreszcie nauczyć się robić porządne pompki”

Łukasz Remisiewicz (ukończył całość)

“Insanity ? to tak mocno kojarzy mi sie ze słowem insane czyli jak by nie patrzeć – obłąkany, szaleńczy. A jak by doszukać się na sile to “in sane” – w zdrowiu. Dla mnie to wyzwanie, żeby przez 63 dni starać się zmierzyć z samym sobą. Najpierw pierwszy fit test, który wypadł całkiem nieźle bo wyniki nawet lepsze jak ci w telewizorze. Później pierwszy trening gdzie myślałem ze umieram, ale już po kilku dniach przyzwyczajasz organizm i ja szczerze mówiąc wracałem do domu i szybko po pracy cisnalem bo sie doczekać nie moglem. Podczas wyjazdu do UK musiałem meble poprzestawiać w pokoju hotelowym żeby moc robić program – w końcu nie ma przebacz :)) no i później nadchodzi kolejny ciężki moment, jak wchodzi się w drugi miesiąc. Ćwiczenia już zajmują pełną godzinę i są bardziej hardcorowe, ale jaka radość po :)) W sumie to chyba nigdy nie piłem w tak krótkim przedziale pełnych butelek wody. Program bardzo fajny, aczkolwiek trzeba przyznac ,ze ciezki do wykonania. Niby godzina tygodniowo, ale czesto nie jest latwo ja wsadzic, bo rano przed praca nie da się – przynajmniej ja nie dawalem rady, nie mam problemu z bieganiem czy siłką z rana, ale insanity – NOT. Po pracy tez coś trzeba załatwić a cisza nocna tez obowiązuje. Do mnie raz sąsiedzi przyszli zapytać czy ktoś gra w piłkę, i od tego czasu musiałem już czasem odpuścić insanity jak było późno, ale w zamian robiłem jakieś interwałowe bieganie. Na pewno będę wracał czasami do filmików, tak żeby poćwiczyć. I to co chyba najważniejsze – sam bym w zyciu tego nigdy nie zaczął…. dzięki Arvind Juneja zmobilizowałem się żeby do stałych treningów na siłce / cross fit / bieganie / pływanie wrzucić jeszcze coś co nie oszukujmy się wyznaczało trochę tryb mojego życia przez ostatnie 2 miesiące. Tak żeby znalezc czas – nawet w kalendarzu to mialem na codzien ) Polecam, ale na pewno jak ktos ma jakas kondycje, dla kogos kto sie w ogole nie rusza – zabojstwo i podsumowujac, kolezana ktora namowilem jak zrobila pierwszy fit test, dzwoni i mowi … ZABA … zajebiste to jest, ale nigdy mi pot z cyckow nie lecial”

Agata Skonieczna

“Ogólnie to wszystko co sama myślę na temat insanity zostało już tu powiedziane. Świetna sprawa, jeszcze lepszy fakt że robiliśmy to w tyle osób więc była motywacja mega. Pierwsze 3 dni myślałam ze umrę z bólu mięśni o których istnieniu nie miałam pojęcia wiec tym bardziej cieszył fakt ze z każdym dniem i treningiem zakwasy znikły a razem z nimi zadyszka. Każdy trening po ogromnym wysiłku pozostawiał uśmiech na twarzy. Niestety dla mnie jako osoby która dawno nie miała takiego wysiłku fizycznego (dobre 3 lata temu siłownia i basen poszły w odstawkę czego żałuję bardzo bo z czasem zabrakło kondycji, chęci i mobilizacji) taka nagła zmiana okazała się kiepska tzn. za szybko chciałam wrócić do formy i musiałam przedobrzyć z rozciąganiem. Skończyło się naciągnięciem mięśnia który nie dawał mi dalej ćwiczyć chociaż. Po paru dniach spróbowałam ponownie ale dalej bolało a ze czekał nas zaplanowany wyjazd na deskę to nie chciałam żeby skończyło się potem zerwaniem mięśnia lub czymś innym i odpuściłam bo i przerwa już była za duża żeby nadgonić. Codziennie patrzyłam na Mariusza jak skacze i ubolewałam ale siła wyższa niestety. Mam nadzieje ze jeszcze uda mi się to kiedyś zrobić całe”

Jacek Stasieluk (ukończył całość)

“siedząc sobie teraz na balkonie w Key West, mając prawie 30 stopni ciepła bardzo miło wspominam swoje ponad 60 dni męczarni z Shaun’en T. Początki były ciekawe, ponieważ ciągle było coś nowego, coś interesującego…i wiele wyzwań dla mnie samego – typu ‘ja nie zrobię?’ 🙂 Starałem się regularnie trenować, czasem przy treningach ziewałem, czasem były one w biegu, ale zawsze starałem się wkurzyć się na Tanie, że lepiej jej idzie i zazdrościć ciała samego Shauna :). Opuściłem około 10 treningów, zazwyczaj to były te piątkowe albo sobotnie, ale pierwszy trening opuściłem dopiero w 5 tygodniu 🙂 Wyniki z fittestów były wręcz zaskakujące, a wynik zmian na moim ciele jeszcze większe. Nie przestrzegałem jakoś stricte żadnej diety, bo nie miałem zbytnio na to czasu. Gdybym jednak to zrobił, efekt byłby jeszcze lepszy. Jestem na prawdę zadowolony, ze dzięki ludziom z fitbacku, którzy też brali w tym udział, sprawiło mi to ogromną radość i osiągnięcie całkiem niezłej kondycji. Stając teraz na bieżni, albo wyruszając w teren – biegnąc…5 km nie sprawia dla mnie większego problemu. Czas teraz na półmaraton…białostocki, w maju…więc odpalam miCoach’a i jazdaaa :)”

jacenty

Ja od siebie dodam, że widziałem Jacka PRZED pierwszymi treningami i efekt jest piorunujący bo brzusio miał taki, że BEZ absa przebijał mu przez wszystko co miał na wierzchu 🙂 Teraz jest 1/2 człowieka.

A ja?

widaccos

Po lewej po pierwszym treningu – stąd się świecę, kto robił fittest ten wie dlaczego, po prawej po ostatnich. Warto wspomnieć, że w międzyczasie robiłem też brzuszki z aplikacją runtastic, biegałem i robiłem wyzwanie Nike+ Kinect. Choć prawda jest taka, że wszystkie te “dodatkowe” aktywności były tylko “dobijaniem” mnie po Insanity 🙂

40-62
Mój wyskok zmierzony przez Nike+ Kinect zmienił się o prawie 20 cm (od 42 do 60) od początku trwania Insanity do przedostatniego jego tygodnia.

Dla mnie kluczowy jest inny efekt. Moja sprawność. Kto obserwował moje wyniki biegowe w zeszłym roku i spojrzy na wykresy w tym ten zobaczy, że moje tempo na tym samym “tętnie” wzrosło o prawie minutę na kilometr… biegam jak inny człowiek, ruszam się znacznie lepiej i sprawniej. Przez chwilę wydawało mi się, że straciłem dużo siły bo miałem problem z wyciskaniem sztangi w staniu (na barki)… po czym 2-3 tygodnie później zorientowałem się, że sztanga nie ma 40kg a 55  z kawałkiem a robię tyle samo powtórzeń co wcześniej zanim padnę 🙂 (padam szybko). Zresztą, spójrzcie sami na moje wyniki Fittestów PRZED i PO. I UWAGA! Po wynik jest wg mnie SŁABY bo byłem zmęczony aktualnie prowadzonymi przygotowaniami do Półmaratonu Warszawskiego i wysokim poziomem trudności już w aplikacjach Runtastic (pompki i brzuszki).

 

69893_504534539604495_1145815869_n

 

Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi. Pierwszy i Ostatni to wyniki testu “sprawności”, który w Insanity robi się co 2 tygodnie. Na dole macie nazwy ćwiczeń i dodałem jeszcze moje tętno mierzone w trakcie tych testów. Na każde ćwiczenie mamy zdaje się minutę więc po ok 20 sekundach przechodzę w beztlenowość (o której pisałem wcześniej). I nie wiem jak reszta, ale ja taką samą intensywność trzymałem na zwykłych workoutach także.

Dla porównania, wyniki Shauna, który ostatnio rozpoczął jeszcze raz swój własny program:

529818_591390477556505_1267586066_nJak widać, nie jest ze mną tak źle ale jeszcze długa droga przede mną do bycia full pro mega ultra hiper fit. Faktem jest też, że część treningów opuściłem z braku sił… no ale przejdźmy do konkluzji…

Wnioski

Zapewne jeszcze do Insanity kiedyś wrócę, do drugiego miesiąca tak dokładnie bo pierwszy był na rozruch i trzeba przyznać, rozruszał mnie solidnie. I to nie tylko mnie. Resztę wniosków przedstawię w formie punktów, żeby było czytelniej.

  • Insanity to skuteczny program, poprawiający sprawność, wydolność i siłę
  • Insanity NIE JEST tak skuteczne w ODCHUDZANIU jak zwykłe bieganie ze względu na ZBYT WYSOKĄ intensywność treningową.
  • Przez zbyt wysoką intensywność może szybko zniechęcić
  • Dzięki tej wysokiej intensywności szybko pojawiają się efekty w postaci lepszej sprawności
  • Lepsza sprawność, którą można zobaczyć w liczbach po raptem 2 tygodniach BARDZO motywuje
  • Insanity wymaga bardzo dużo czasu! Trening jest niby krótki (raptem DO 1h20 minut w 2 miesiącu) ale po nim nie nadajemy się do niczego jak do wsadzenia się do wanny/pod prysznic i to na solidne mycie. Panowie jeszcze to przetrwają bo prysznic i jesteśmy gotowi. Panie jednak codzienne mycie głowy się szykuje… niby po bieganiu też trzeba ale maraton tak nie sponiewiera Wami jak 50 minut Max Interval Plyo
  • Insanity jest głośne. Bardzo dużo skakania. Sąsiadom “na dole” może się to nie spodobać. Przez to też znacznie ciężej trenować wieczorami.
  • Insanity jest zabójcze dla kolan. Jeśli masz nadwagę Twoje kolana i tak mają ciężko. Dodaj do tego MEGA intensywność, masę wyskoków i mocnych lądowań i kontuzja welcome to.
  • Insanity pięknie rzeźbi a w połączeniu z dietą buduje.
  • Bez diety – spala nie tylko tłuszcz ale i mięśnie.
  • Insanity to 6 dni w tygodniu. 6 DNI w tygodniu. To bardzo często. Dla początkujących może być za często.
  • NIC nie stoi na przeszkodzie jednak, by robić tylko wybrane treningi. Np Cardio ABS lub Insane ABS po każdym wybieganiu np 3 razy w tygodniu.

I wreszcie, Insanity daje coś, czego nie dostaniecie od chodzenia na siłownię na TBC, Pure FIRE i inne tego typu cuda… Insanity daje POLICZALNY efekt. Coś, czego ludzie pracujący nie rzadko szukają a nie dostają bo długi czas potrzebny jest by efekt wizualny był widoczny… jednak Insanity jest tak skonstruowane, ze już po dwóch tygodniach widać W LICZBACH, które NIE KŁAMIĄ efekt Waszej ciężkiej pracy. A wygląda to tak (wyniki TYLKO osób, które zrobiły chociaż dwa testy + 2 osoby, które mają jeden ale dołączyły w trakcie) :

Switch Kicks Power Jacks Power Knees Power Jumps Globe Jumps Suicide Jumps Push-Up Jacks Low Plank Oblique
Adam Jesionkiewicz 40 40 50 20 10 10 10 20
Test 2 55 56 100 40 11 17 21 60
Adrian Kociszewski 65 18 56 27 6 12 5 25
Test 2 71 54 68 30 7 14 12 33
Agata Skonieczna 53 46 74 35 11 13 9 61
Test 2 57 59 90 38 13 16 16 86
Agata Zabłocka 120 59 80 31 8 15 8 61
Test 2 127 59 105 60 13 17 21 76
128 60 108 12 17 20 75
Ania Stepien 56 47 93 31 9 18 17 65
Test 2 60 58 114 30 11 21 21 77
68 64 116 37 12 23 26 99
Blogomotive.pl 82 35 56 17 6 8 13 24.
Arvind Juneja 70 44 83 25 7 13 30 57
Test 2 80 73 121 45 10 19 45 84
Ostatni 93 70 132 62 12 29 56 113
Dariusz Kabulski 135 55 93 40 11 21 25 80
Test 2 117 56 103 43 11 22 29 50
Diego de la Vega 41 46 62 30 6 8 16 31
Test 2 53 50 66 31 9 14 19 44
Ostatni 90 51 74 25 11 14 29 54
Dominik Cieszyński 124 66 89 60 13 16 30 50
Test 2 146 76 107 60 14 23 36 120
Ewa Iwaniec 78 50 82 31 9 11 12 47
Test 2 45 50 88 43 12 18 20 46
Jacek Stasieluk 66 50 65 28 7 13 29 48
Test 2 73 69 104 54 12 21 41 64
83 66 102 62 13 23 28 41
Jasiek Rydzyński 45 50 70 10 8 6 7 50
Test 2 52 50 85 30 8 11 16 50
Kinga Szostak 115 55 93 40 11 23 20 60
Test 2 120 60 104 44 13 27 30 80
Konrad Kociszewski 77 30 51 25 6 12 15 30
Test 2 70 53 80 33 8 15 22 37
Konrad Pilarski 55 45 65 19 6 6 15 32
Test 2 59 56 80 26 10 17 20 44
Test 3 63 50 100 30 11 13 19 23
Test 4 64 52 103 40 12 15 20 35
Ostatni 79 60 110 40 10 16 21 42
Kris Gontarek 45 46 95 30 5 14 20 30
Test 2 52 65 97 42 9 17 30 53
66 59 105 46 10 18 30 50
Lena Dąbrowska 50 56 89 26 8 18 9 59
Test 2 58 53 110 28 11 19 21 75
Test 3 60 56 113 30 12 20 26 89
Ostatni 64 57 116 33 12 24 32 94
Leszek Krupiński 40 40 59 25 7 12 15 17
Test 2 45 48 83 35 10 16 20 50
Lukasz Remisiewicz 55 51 100 42 10 15 30 52
Test 2 63 54 110 60 12 18 38 60
Ostatni 68 59 120 70 13 20 42 65
Łukasz Olszak 45 60 100 44 12 24 32 50
Test 2 68 65 122 46 13 24 37 60
Test 3 70 67 107 41 13 23 38 69
Ostatni 76 75 120 78 14 27 51 100
Marcin Mroczek 60 65 99 34 10 16 20 49
Test 2 65 68 113 50 13 19 30 50
Marcin Zaremba 45 52 85 40 9 16 23 37
Test 2 62 62 95 51 17 19 36 55
Mariusz Skonieczny 64 58 90 37 14 14 20 57
Test 2 82 63 117 58 15 21 33 83
Markus Marcinkiewicz 31 32 55 19 5 8 12 31
Test 2 48 48 76 21 6 8 13 40
Marta Mikita 72 53 75 34 12 11 16 41
Test 2 85 59 90 51 14 16 20 54
Test 3 105 57 98 56 12 15 20 67
Test 4 60 62 97 63 13 17 22 70
Ostatni 65 67 110 68 14 20 25 74
Mateusz Grzywa 68 53 100 44 6 9 16 44
Test 2 70 34 112 57 8 13 24 60
Michal Groth 64 51 95 22 7 8 19 44
Test 2 69 57 115 42 13 13 19 55
Patryk Solecki 65 61 94 35 10 16 30 52
Test 2 68 57 104 55 13 21 30 55
Paweł Kicman 50 40 84 11 6 10 16 10
Test 2 57 40 89 21 8 13 21 45
64 55 98 28 10 13 22 52
Piotr Chodosz 55 53 80 30 8 10 11
Test 2 64 55 94 35 11 16 18 34
Przemek Zawadzki 57 47 66 24 7 15 27 36
Test 2 52 55 89 35 10 18 30 60
61 65 100 45 13 23 39 55
Przemysław Gerschmann 63 52 80 61 14 15 22 35
Test 2 120 58 105 45 15 16 23 50
103 70 107 60 17 18 30 58
Rachel Formella 55 36 70 24 8 12 9 60
Test 2 55 50 90 32 10 18 16 70
Tomasz Jaroszek 68 42 78 25 7 13 20 44
Test 2 97 49 91 30 9 19 29 70
Tomek Wyka 50 42 60 15 3 7 10 16
Test 2 50 41 90 23 7 10 23 28

Dla kogo Insanity?

Dla osób, które już chcą się rzeźbić, chcą się budować czy poprawiać swoje wyniki w sporcie. Dla osób, które potrzebują wyzwania. Dla osób, które potrzebują ułożonego programu, który usunie zupełnie opcję “myślenia” i zastanawiania się nad tym “co dziś porobić”. Z insanity nie ma tego “problemu”, jeśli go tak potraktować. Z insanity na pewno zyskacie nowe możliwości. Poprawicie swoje wyniki, Wasze ciało nabierze kształtów itp.

oblique

Dla osób, które “oponkę” traktują z “przymrożeniem oka” bo mają znacznie więcej “elementów” zbędnych – NIE. CHYBA, ŻE pierwsze dwa tygodniem – max pierwszy miesiąc. Drugi miesiąc jest za ciężki. Czytałem przypadki osób, które powtarzały pierwszy miesiąc po 2-3 razy zanim odważyły się przejść do miesiąca drugiego. Niektóre po pierwszym po prostu wzięły się za to co do tej pory chciały spróbować bo Insanity wzbudziło w nich poczucie, że stać ich na więcej niż przypuszczali.

Insanity jest dla osób, którym przeszkadza oponka na brzuchu, nie pod pachami. Przepraszam, że tak obrazowo ale taka jest prawda. Insanity dla takiej osoby jest jak spontaniczny maraton. Można zejść i nigdy nie wrócić do drugiego podejścia…

I 3 nie dlatego.. że znacznie łatwiej, lżej i szybciej spalicie te swoje ukochane zapasy tłuszczyku zwykłym truchtem… takim godzinnym, może dwu… ale bez bólu, bez krzyków, bez spoconych ludzi, którzy gapią się na Was prosto z ekranu i bardziej drażnią niż motywują…I bardzo ważne, żebyście mnie zrozumieli, to jest MOJA OPINIA. Jeśli ktoś zrzuci wagę przy pomocy Insanity a jeszcze wczoraj ledwo schodził z kanapy – szacun. Wg mnie jednak ryzyko dla takiej osoby jest ZA DUŻE. Raz, że serce otłuszczone może nie wytrzymać tak wysokich obrotów, dwa, że stawy pokażą środkowy palec i nie będzie szans spróbować czegoś innego, bardziej skutecznego.

1km, 5km, 10km, Półmaraton, Maraton, Insanity, IronMan 70.3, IronMan

Tak to widzę. Insanity jest wyzwaniem według mnie tego samego kalibru co przebiegnięcie półmaratonu a może nawet maratonu. Wstawiłem PO Maratonie bo maraton zrobiłem (pierwszy nawet na spontanie) a z Insanity miałem nie lada problem. Inny rodzaj wysiłku, prawda, ale i zupełnie inny rodzaj wyzwania. Coś do czego trzeba wg mnie dojrzeć fizycznie. Spróbować może każdy. Pytanie czy każdy powinien. Pytanie, czy TY powinieneś. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu nie masz wątpliwości i odpowiedź jest dla Ciebie prosta. Ja do Insanity chętnie wrócę jak już nie będę miał za sobą wszystkie debiuty…

Pozstałe wpisy z Insanity:

47 KOMENTARZE

    • Hej. Bardzo fajny opis. Moje pytanie to czy korzystałeś może z wersji na xbox Fitnes czyli INSANITY® for Xbox Fitness? Czy orientujesz się czy jest to ten sam trening tzn podzielenie na dni/treningi, testy?

    • Nie korzystałem. Z tego co patrzyłem jednak wygląda tak samo ALE ocenia bardzo błędnie. Tzn zbyt delikatnie podchodzi do sylwetki i techniki.

      Dla porównania Nike+Kinect widzi nawet cm za nisko jedna z rąk i masz od razu monit.

  1. Przeczytałem całość za pierwszym podejściem!

    Dla mnie insanity to coś co mnie w końcu zmotywowało do ćwiczeń, bo jak wspomniałeś daje policzalne efekty, dzięki czemu człowiek “widzi” poprawę i motywuje to do dalszej pracy.
    Po drugie jestem z siebie zajebiście dumny, że nie opuściłem żadnego treningu, że momentami zrywałem się ze spotkania ze znajomymi, aby zdążyć przed 21, aby do 22 zrobić ćwiczenia.

    Po trzecie dzięki Insanity doszedłem do wniosku, że piwo nie jest mi potrzebne do życia w dniach “pracy”.

    Dzięki insanity (co chyba najważniejsze) straciłem 6 cm w brzuchu. Start miałem przy 99 cm, teraz mam 93!!
    Najbardziej żałuję, że nie liczyłem moich wyników podczas pierwszego FitTestu. Wyglądałem po nim jakby mnie jakiś wielki stwór wziął w paszczę, przeżuł z 30 razy i wypluł. Miałem problem z wejściem do wanny.
    Po tych 63 dniach czuję się zdecydowanie lepiej. Dzięki Arvid za ciągłą motywację. Generalnie dużo Tobie zawdzięczam 🙂
    Poniżej załączam plik z moimi FitTestami 2,3,4 i 5 🙂
    Pozdrawiam
    Kamil Zawadzki
    Ps. Jak zgram zdjęcia z dwóch aparatów podrzucę link do zdjęcia po pierwszym FitTeście i po ostatnim 🙂

  2. Domyślałem, się że Twoja konkluzja będzie miała właśnie taki wydźwięk 😉 Niestety natury nie da się oszukać i biochemia tutaj jasno mówi, na co można liczyć (a na co niekoniecznie) stosując wysiłek w takiej intensywności i tempie.

    Sam się teraz zastanawiam jak na mnie zadziałało by Insanity, bo raczej jestem w tej grupie osób która nie ma czego zrzucać, a raczej wolałaby coś powiększyć i wymodelować 😉 Może jak już się wezmę za HST i je skończę, to spróbuję i tego treningu 😉

    Trzymaj tak dalej, mam nadzieję że jeszcze nie jedna taka akcja nas czeka z twojego ramienia, bo trzeba poruszać to nasze zasiedziałe społeczeństwo, a Tobie udaje się to całkiem nieźle 😉

    Gratuluję też wszystkim, którzy podjęli wyzwanie i spróbowali swoich sił w tym morderczym treningu, a zwłaszcza tym którzy pokazali że można dojść do końca 😉

  3. Bardzo fajna recka. Jestem w trakcie ale spokojnie możesz mnie dopisać do tabelki, zamierzam doprowadzić Insanity do końca. Moje wyniki: 1: 59,47,63,26,8,14,24,38 2: 63,60,67,49,11,19,37,58
    Kończę trzeci tydzień i jestem zachwycony programem. Nigdy w życiu nie robiłem nic co wiąże się z tak intensywnym treningiem, choć od roku 3-4 razy w tygodniu odwiedzam siłownię dzięki czemu przy wzroście 172cm schudłem z 87 do 72 kg i zacząłem w miarę fajnie wyglądać. W każdym razie wzrost sprawności widać już teraz, energia mnie roznosi. Chcę więcej 🙂 – Przemek Jaskulski

  4. Spodziewałam się większej ilości treści 😉 ….relacja jest ok. Ja niestety utknęłam na czwartym tygodniu – znowu chora… ale upartość mam i wiem, że jak się pozbieram po choróbsku – program skończę. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że widziałam naprawdę dużo programów w podobnym stylu, ale Insanity bije je wszystkie! 🙂

  5. Napisałeś, że nie trzeba koniecznie robić całego Insanity, a niektóre ćwiczenia są warte uwagi same w sobie. Przygotowuję się teraz do swojego pierwszego maratonu ale chciałabym też pracować nad mięśniami (które są mi potrzebne do treningów parkour) Wychodzę biegać 4 razy w tygodniu. Które ćwiczenia z programu byś mi polecił?

    • Polecam np trening Cardio ABS jako dokładkę do każdego biegania. Trwa ok 20 minut, nie ma rozgrzewki, po prostu robisz brzuch.

      Dodatkowo Max Cardio Recovery. To taki trening, który nie wymaga dynamicznego ruchu ale bardzo dużo statycznego rozciągania i ogólnei palenia nóg i budowy ich siły i wytrzymałości. Bardzo ostro.

  6. Ja niestety musiałem odpuścić ostatnie dwa tygodnie treningu ze względu na złamany/potłuczony palec u nogi. W trakcie całego Insanity waga nie drgnęła ani trochę, uparcie stojąc w miejscu. Mimo iż moja sylwetka nieznacznie się poprawiła to w tym punkcie się zawiodłem. Natomiast, tak jak piszesz, sprawność, szybkość i siła zdecydowanie podskoczyły. Pod tym względem Insanity rządzi. I daje też to przeświadczenie, że zasiedziałe przed komputerem ciałko jest jeszcze zdolne do dużego wysiłku.
    A teraz czas rozpocząć powoli sezon biegowy i spalać niechcianą oponkę 😉

  7. gratuluję i zazdroszczę 🙂 ja niedawno próbowałam, oczywiście ignorując powtarzane chyba wszędzie zalecenia “skonsultuj się z lekarzem” (“no bo kto to robi??”). Efekt? Kapryśny kręgosłup dał o sobie znać na tyle, że przez 4 dni każdy ruch, w sensie każdy, wywoływał łzy w oczach. No way. Ever. Następnym razem posłucham 😉 Ale bardzo podoba mi się ich system motywowania i zachęcania ludzi do ćwiczeń, mimo cierpienia i pogardy dla siebie też napisałam o Insanity, ale już bardziej w kontekście marketingowym/gier – http://www.soszal.net/insanity-angazowanie-do-szalenstwa/

  8. Witam. Mam pytanie, otóż ukończyłem kilka dni temu program Insanity. Mega zadowolenie, satysfakcja nie do opisania. Ale… teraz czuję pustkę. Żadne ćwiczenia nie dają takiego kopa, i ciągle czuję niedosyt. Brakuje mi insanity, czy jest sens abym zrobił je ponownie drugi raz? Czy może przerzucić się na jakieś inne ćwiczenia? Jeśli tak to jakie? Dodam, że nie mam w domu za dużo przyrządów (praktycznie tylko drążek, ekspander itd), więc chyba P90X odpada? Czekam na pomocną odpowiedź 🙂

  9. Pozdrawiam gorąco Panów z Body-Factory. Chciałem się tam odnieść do ich krytyki ale niestety nie można się tam zarejestrować więc tylko odwołam się do kilku merytorycznych uwag.

    1. Policzalność efektu Insanity. Kolega nie zauważył, że ja nie napisałem o NIEPOLICZALNOŚCI w chodzeniu na siłownię KROPKA. Tylko o niepoliczalności efektów chodzenia na siłowinę NA zajęćia TBC itd itd… jest różnica?

    2. “Nie buduje, bo to jest trening bez obciążenia.” Jeśli trening bez obciążęnia innego niż własne ciało nie buduje, to ja nie mam pytań i zapewne cały świat kalisteniki też nie.

    3. “Masakra interwałowa by poczuć brzuch”. To jest niestety prawda i trenerzy od zajęć fitness niestety stosują metodę – wymęcz im brzuch i będą zadowoleni. Jednak warto było zaznaczć, że to nie były moje słowa.

    Bardzo mnie cieszy, że ktoś o większej wiedzy merytorycznej zechciał zanalizować mój tekst. Szkoda tylko, że zamiast skomentować tutaj i dać innym tę wartościową wiedzę – brawa dla Adama, którego wielkim osiągnięciem jest punktowanie mnie w moich pomyłkach, naprawdę ambicje godne podziwu – rozkręciliście sobie dyskusję na forum, na którym nie można Wam nawet odpisać.

    Co do Maratonu, mam za sobą 3, w tym jeden na spontanie i Wasze słowa, hejty czy wywyższanie się anonimowo na forach tego nie zmieni a ja dzięki nim poczuwam się do prawa porównania czego tylko będę w życiu chciał.. do ich przebiegnięcia.

  10. Witam wszystkich
    Chciałbym się dowiedzieć jaką dietę stosowaliście przy INSANITY i czy kupowaliście te shake-i ??
    Pozdrawiam Serdecznie

    Beniamin Klasa

  11. Dzień dobry. Trafiłam tu przypadkowo szukając Informacji o Insanity. Jestem mile zaskoczona stroną, miło się Ciebie czyta i z pewnością będę tu wracać. Po miesiącu ćwiczeń (z chodakowską, mel b, Jillian, czy tam bieganie, codziennie coś) zdecydowałam się na Insanity i jestem zachwycona. Co prawda dostaję po tyłku, ale udaje mi się robić 90% ćwiczeń (ćwiczę dopiero tydzień), dlatego odrobinę zdziwiły mnie Twoje zalecenia odnośnie kolejności celów (…) półmaraton-> maraton->INSANITY. Oczywiście wiem, że to tylko Twoja opinia :))

  12. Bardzo przydatna publikacja 😉 Od dawna słyszę, że ktoś tam sobie robi Insanity, ale dopiero dzisiaj zaczęłam się zagłębiać w temat i trafiłam tutaj. Podoba mi się Twój sposób przedstawienia wyzwania jak i to, że wiele osób się wypowiada na jego temat. Sama mam zamiar zacząć po maturze 🙂

  13. Ukończyłem INSANITY w 2012 roku 🙂 rewelacyjny program , potem robiłem wszystkie te “dorosłe” workouty które stworzył Shaun T i polecam wam na miłe wspomnienia albo jako rozbiegówka do INSANITY , INSANITY MAX : 30 🙂 od Maja 2014 jestem Instruktorem INSANITY Live 🙂 pozdro !

    • Hej. W zestawach Insanity masz Nutrition Guide. Ja się żywię nieco inaczej bo tam za dużo węgli było z tego co pamiętam ale jak przejrzysz ten guide (pdfy są w sieci) to będziesz miał obraz co potrzebujesz sobie dostarczyć.

  14. Bardzo fajny artykuł, ale czy będzie to odpowiedni dodatkowy trening dla piłkarza w okresie przedsezonowym(przygotowawczym)? Ostatnie 2 miesiące miałem kontuzje, tak więc zero biegania a jedynie abs + górne partie oczywiście wszystko bezruchu. Teraz już zaczynam powoli biegać i zastanawiam się nad tym treningiem, gdyż potrzebuję z powrotem moją wytrzymałość a do tego chciałbym zwiększyć siłę mięśniową. Robiłem już fit test i wszystko poszło nie najgorzej, zwłaszcza że po kontuzji. Odpowiednio do tabelki 120-70-116-60-16-23-50-57.
    Jakby ktoś coś wiedział to proszę o jakieś rady: asrmateuszmrozek@interia.pl

  15. Skonczylem Insanity. Efekty 11kg mniej i 7cm mniej w pasie. Z tym ze stosowalem diete oparta na miesie, serach i warzywach ok 500-800 kalorii mniej niz moje dzienne zapotrzebowanie.Pod koniec diete troche juz sobie odpuscilem. Posilkow jadlem 4 na dobe. Tryb zycia wybitnie siedzacy (kierowca ciezarowki) wiec oprocz Insanity zadnej innej aktywnosci fizycznej nie wykonywalem. Wg mnie Insanity jest swietne na spalanie tluszczu, przy zastosowaniu odpowiedniej diety.

  16. No dobra a czy ktos z Was probowal Focus T25 z Shaunem? Chce poznac Wasze opinie bo na forach głównie opinie kobiet, które najczęściej zaczęły i… na tym opis zakończyły:)

    • Focusa T25 robiłam od początku zeszłego roku. Od tego programu zaczęłam swój powrót do fitness. Byłam bardzo zadowolona. T25 wprowadził mnie na nowo w świat ćwiczeń fizycznych. Zrobiłam wszystkie trzy etapy Alpha, Beta, Gamma. Do beta nieraz wracam robiąc, któryś zestaw jako dodatkowy trening przy hm…Insanity. Najczęściej dodaję go do Max Recovery.
      Trening super, poprawiła się moja wytrzymałość mięśniowa, wydolność oddechowa i sprawność fizyczna. Nie powiem Ci czy coś schudłam i czy zmieniły się moje obwody, to nie było moim celem. Celem była w ogóle aktywność fizyczna, wyzwanie z samą sobą. Dobry trening na początek…Ja dodawałam co dzień do niego jeszcze jakiś 15-20 minutowy trening z youtuba.
      Po T25, zrobiłam Max 30 potem Insanity. Po zakończeniu tych programów powróciłam znów do Max30-etap 2 teraz jestem na pierwszym tygodniu Insanity etap 2. Powiem tak: lepszych programów niż te z Shaunem nie znalazłam jeszcze. Polecam

    • Krótko i intensywnie. Ja odczuwam zawsze niedosyt. Mam wrażenie, że ktoś mnie na siłę próbuje zmęczyć żebym miał poczucie, że się dobrze zrobiłem 🙂

  17. Hmm, robie Insanity i Focus T25 jedno po drugim tego samego dnia i nie moge nazwać tych programów zbyt intensynymi, męczącymi. Minął na razie miesiąc, ale po skończeniu trzeba będzie poszukać czegoś naprawde mocnego.

    • Dokładnie. A mocniejszych treningów nie odkryłam jeszcze. Może ktoś z Was podrzuci jakiś pomysł..Jaki trening dorównywał by tym z T- Shaunem.

  18. Witam 🙂 Pierwszy raz do Insanity podeszlam 3 lata temu. Dotrwalam do konca 3 tygodnia i wysiadly mi kolana 🙁 Wiem, ze spowodowane to bylo wczesniejszym brakiem jakiejkolwiek aktywnosci fizycznej i spora nadwaga (89kg!). Dzisiaj, wazac 70kg znowu sie za to zabralam. Przygotowanie organizmu mam bardzo dobre.Od ponad dwoch lat cwicze 4 razy w tygodniu, przez 1,5 roku crossfit, teraz silownia, bieganie na dystansach 10 km. Nie ukrywam, ze dla mnie treningi Insanity sa doslownym szalenstwem i ogromnym wysilkiem (ale to kazdy z Was wie:) ). Dzisiaj czeka mnie 10 trening. Mam nadzieje, ze uda mi se dotrwac do konca calego planu. Zycze powodzenia i sily wszystkim szalencom 😉

Dodaj komentarz