Chia Charge czyli jak wprowadzić Baton na rynek – Wywiad z Marcinem Krasoniem

5

Z każdym dniem do mojej głowy wpada coraz więcej pomysłów na to czym powinien być Fitback. Ostatnio dałem Wam znać, że niedługo poszerzymy się o tematykę Jogi a już w zeszłym roku zrobiłem pierwszy wpis w stylu Fit Firma. To jednak o czym myślę od dawna to biznes w świecie „fitness”. Zawodowo przyglądam się temu jak różne produkty wprowadzane są na rynek, co oferują klientom a tym samym często – Wam. Analizuję, dociekam, poznaję, wyciągam wnioski i wymyślam swoje pomysły. Często chcę się dzielić tym co znalazłem ale nie miałem pomysłu na dobrą formę. Czasem też mam pomysły, które po prostu chowam do szuflady na wypadek gdyby pojawił się odpowiedni klient na drodze 🙂 Wymyśliłem jednak sposób na to, by przybliżyć Wam jak działa fitness biznes w Polsce. Wywiady. Nie jest to nic odkrywczego ale postaram się by dostarczyć Wam nimi unikalną i przydatną wiedzę i zrozumienie. Do wywiadów wybieram ludzi, którzy mnie inspirują, którzy robią coś fajnego lub nietypowego.

Pierwszy wywiad przeprowadziłem więc z Marcinem Krasoniem, blogerem z BiecDalej.pl, który to wprowadził na polski rynek markę Chia Charge. Zapraszam.

Dajcie w komentarzach znać, czy Wam się podobało, co byście zmienili i jakie są Wasze ogólne odczucia. Jakby nie było, robię to dla Was 🙂 I nie, to NIE JEST wywiad sponsorowany. Z inicjatywą wyszedłem ja.


Arvind: Zacznijmy od początku. Kim Ty w ogóle jesteś? Ja Cię znam jako Klata Jak Dąb Krasoń, który robi pąpki i nakręca ludzi na biegania pływania i inne cuda, a po długich biegach tarza ludźmi po podłodze karmiąc ich kolorowymi okularami w zamian za kilka pąpek.

Marcin: No właśnie, ja dokładnie tym jestem;) Moja filozofia uprawiania sportu łączy wieczne dążenie do samodoskonalenia i poprawy własnych wyników z czerpaniem ze sportu jak najwięcej radości, dystansem do tego co robię oraz motywowaniem innych do działania. Drużyna Smashing Pąpkins idealnie się w to wpisuje. Łączy bardzo pozytywnie zakręconych ludzi.

papka

Z jednej strony wylewam hektolitry potu na treningach, a na zawodach ciągle przesuwam granice swojej wytrzymałości. Z drugiej zaś na podium staję w różowych okularach, a na najważniejszych triathlonowych zawodach mojego sezonu robię pĄpki jeszcze przed linią mety (Borówno 2014), bo przecież 5 czy 10 sekund w ostatecznym wyniku nie robi różnicy. Chodzi o to, by w życiu było fajnie. Sport daje mi ogromną satysfakcję, a dzięki fantastycznym ludziom, jakich spotkałem, jest przy tym jeszcze przednia zabawa.

Arvind: No więc prowadzisz bloga. Po co?

Marcin: Decyzję o założeniu go podjąłem podczas drogi powrotnej z ekstremalnego rajdu na orientację Skorpion w 2012 r. Kilkanaście godzin napierania w śniegu (miejscami po pas) dało mi tyle wrażeń, że poczułem potrzebę spisania ich. I tak się zaczęło… 🙂 Na początku prowadzony był na podstawowym szablonie na blogspocie, miał służyć mi jako pamiętnik i paru znajomym zainteresowanym tym co robię. Potem dołączyłem do tego FB i zaczęło pojawiać się coraz więcej „obcych” ludzi, którzy często stawali się moimi znajomymi:)

trikra

Teraz mam specjalnie na moje zamówienie zrobioną stronę, własną domenę, nieźle działa Instagram, próbuję rozkręcić YouTube – robi się tego dość dużo, ale niezmiennie sprawia mi to ogromną frajdę, daje motywację do pracy i… powoli zaczyna przynosić profity.

Arvind: A czym się zajmujesz poza sportem, blogiem i CC?

10552536_945386912179778_1966810907430032117_nMarcin: Mam wspaniałą żonę, rodzinę i genialnych kumpli, to jest najważniejsze. A „po godzinach” (choć prawda jest taka, że to wszystko inne jest po godzinach, bo jednak najwięcej czasu spędza się w pracy) pracuję w PR jednej z największych firm na rynku nieruchomości. Wcześniej byłem ładnych parę lat dziennikarzem, mam więc doświadczenie zarówno w pisaniu, jak i działaniach marketingowo-PR-owych. Myślę, że to duże ułatwienie zarówno w działaniach związanych z blogiem jak i prowadzeniem własnego interesu.

A: Czy przy prowadzeniu bloga masz z tyłu głowy jego „potencjał biznesowy”? Dzisiaj mam wrażenie wiele blogów biegowo/pro-zdrowotnych powstaje głównie dla fantów. Jakie jest Twoje spojrzenie na ten temat?

M: Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że nie mam tego w głowie. Blogi mają potencjał biznesowy i ja w moim skromnym zakresie już z niego korzystam. Trzymam się jednak sztywno kilku zasad. Przede wszystkim nie współpracuję z markami, do których sam nie mam przekonania. Blisko działam z jednym ze sklepów biegowych, ale wcześniej przez wiele lat byłem jego wiernym klientem, na dodatek uważam, że jest prowadzony przez świetnych ludzi. Staram się, by komercyjne działania na moim blogu były spójne z moją osobą, z tym Krasusem, którego ludzie znają.

Oczywiście, że są ludzie, którzy zrobią wszystko za darmową parę butów, ale jestem przekonany, że na dłuższą metę to nie działa. Na dłuższą metę liczą się bycie autentycznym i merytoryczna zawartość bloga.

A: No to przejdźmy do konkretów. Co to jest CHIA CHARGE?

M: Chia Charge to brytyjska marka produktów odżywczych przeznaczonych głównie dla sportowców. Jak sama nazwa wskazuje, wszystko opiera się na legendarnych nasionach chia. Podstawowym produktem są batony energetyczne, oprócz nich mamy baton białkowy, napój z nasion chia, saszetki z ziarnami i masła orzechowe. W składzie nie znajdziesz konserwantów czy sztucznych dodatków. Produkty Chia Charge łączą wyjątkowy smak i wartości odżywcze. W jednym batonie jest ponad 350 kcal, to prawdziwa bomba energetyczne. Batony doskonale nadają się na zawody ultra lub triathlon, świetnie sprawdzają się też jako przekąska treningowa lub przedstartowa.

„Próbując wielu odżywek dla sportowców doszedłem do wniosku, że ktoś kto je produkuje stał daleko na końcu kolejki, gdy rozdawano kubki smakowe! Przecież przygotowanie dobrego jedzenia jest dość proste, dlaczego więc przekąski dla sportowców nie mogą być smaczne?”

 – to słowa Tima Taylora, założyciela The Chia Charge Co. Ltd. I faktycznie tak jest. Niektórzy mówią wręcz, że batony Chia Charge są zbyt smaczne, bo nie sposób zjeść połowy przed treningiem i zostawić reszty na później.

A: Czy to jest Twoje pierwsze podejście do komercyjnego projektu w ramach świata fitness?

M: Tak. Studiowałem stosunki międzynarodowe na SGH, potem byłem dziennikarzem aż przy okazji kryzysu w 2008 r. zostałem zmuszony do zmiany pracy i wylądowałem w PR branży finansowej, gdzie pracuję do dziś. Sprzedaż batonów dla sportowców to dla mnie całkowicie nowe wyzwanie. Fajnie jest mając trzydzieści kilka lat uczyć się czegoś nowego:)

A: Czemu akurat CHIA CHARGE?

M: A to jest bardzo prozaiczna historia. Zostałem poczęstowany batonem i… zakochałem się od pierwszego kęsa! Zaproponowano mi współpracę przy wprowadzaniu marki na rynek, ale uznałem, że jest to produkt tak dobry, że warto w niego zainwestować coś więcej. Założyliśmy spółkę i… działamy!

batony

Mam pełne przekonanie, że produkty, które sprzedajemy są najwyższej jakości. To bardzo fajne uczucie, bo nie trzeba nic ściemniać. Ja naprawdę na zawody zabieram batoniki i saszetki Chia Charge, a w bukłak leję napój malinowy z nasionami chia. Moim zdaniem to dodaje przekazowi autentyczności. Osoby, które mnie znają wiedzą, że nie wszedłbym w ten biznes, gdybym w niego nie wierzył.

A: Jaka jest Twoja rola? Czy to jest franczyza?

M: Nie, jesteśmy po prostu dystrybutorem Chia Charge na Polskę. Jestem udziałowcem w spółce SuperFoods s.c., a ze względu na doświadczenie i kontakty w branży na mojej głowie spoczywają m.in. rozmowy z partnerami (sklepami sprzedającymi nasze produkty, drużynami, trenerami) czy działania w zakresie PR. Nawiązaliśmy bliską współpracę z kilkoma wyjątkowymi osobami. Z jednej strony wspieramy totalnie zakręconego Psa Komandosa, a z drugiej Roberta Celińskiego, który szykuje się do Tenzing Hillary Everest Marathon oraz Gediminasa Griniusa, ultrasa nad ultrasami, który na dobry początek wygrał ostatnio Transgrancanarię.

A: No właśnie, jak to jest z tym sponsoringiem sportowców. Na jakiej podstawie stwierdzasz, że to ma sens? Badasz jakoś zwrot z inwestycji w taki rodzaj promocji?

M: Niestety, nie jest to takie proste i czarno-białe jak byśmy chcieli. Nie sposób bowiem realnie ocenić, jak bardzo obecność naszego logo i zdjęć na FB Gediminasa Griniusa wpływa na sprzedaż. Owszem, dowiadujemy się czasem, że ktoś zrobił zakupy w naszym sklepie, bo przeczytał o Chia Charge u tego lub owego albo usłyszał tu czy tam. Inwestując spore pieniądze w badania dałoby się zapewne taką rentowność policzyć, ale… czy na pewno o to chodzi? Wg mnie wcale nie to jest najważniejsze. Bo nawet jeśli firma wychodzi na minus, to liczy się fakt wspierania fajnych idei. Jak już mówiłem, sponsorujemy tylko wyjątkowe osoby, które pasują do naszej marki i są spójne z naszą wizją uprawiania sportu. Pomoc im to czysta przyjemność, nie mam żadnych wątpliwości, że ma to sens. Oczywiście należy mieć cały czas na uwadze fakt, że mówimy o prowadzeniu biznesu i rozrzutność nie jest dobrą drogą do sukcesu, jednak uważam, społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) jest istotna także przy niewielkiej skali działalności.

A: Kto wykłada pieniądze na wprowadzenie produktu do kraju? Jak wygląda wsparcie od samej CC?

M: Zakładając spółkę wyłożyliśmy pieniądze na kapitał zakładowy, zaczęliśmy sprzedawać i powoli się kręci… 🙂

A: O jakich pieniądzach mówimy? tak wiesz, w przybliżeniu 🙂

M: Po „kilka tysięcy złotych” 🙂

A: OK 🙂 Czy próbowałeś z innymi tego typu markami?

M: Nie, Chia Charge to pierwsza próba. Oczywiście nie wykluczam rozwoju działalności w przyszłości, ale na razie skupiamy się na Chia Charge – jak coś robić to porządnie, a czas nie jest z gumy.

A: Co chcesz osiągnąć na rynku? Jak wg Ciebie wygląda rynek tego typu produktów?

M: Uważam, że ma on ogromny potencjał rozwoju, a ku wzrostowi ciągnie go wiele czynników. Po pierwsze mamy wzrost popularności sportów wytrzymałościowych. Coraz więcej ludzi nie tylko biega rekreacyjnie, ale i startuje w maratonach, a nawet biegach górskich czy ultra. Lawinowo zwiększa się też liczba triathlonistów, kolarzy oraz crossfitterów. To wszystko osoby, dla których Chia Charge może być świetnym wyborem.

Z drugiej strony wszyscy ci ludzie coraz większą uwagę przykładają do tego, co jedzą. Rośnie świadomość sportowców w kontekście tego, że dostarczanie organizmowi odpowiednich składników odżywczych przyśpiesza regeneracje i czyni trening bardziej efektywnym. Do tego wszystkiego dochodzi kwestia składu konkretnych produktów. Coraz więcej osób czyta etykiety i sprawdza, co je. Nasze produkty nie zawierają sztucznych konserwantów, barwników ani innego syfu, wierzymy, że to mocna strona Chia Charge.

A: Co sprawia, że mimo dużej różnorodności ciągle jest motywacja do wchodzenia z nowymi produktami?

M: Różnorodność różnorodnością, ale jakbyś wziął wszystko co jest dostępne na rynku, to nie ma wielu rzeczy jednocześnie smacznych, mocnych pod kątem energetycznym i jeszcze nie zawierających w składzie połowy tablicy Mendelejewa. Wydaje mi się, że przy tak dużym rynku jest spokojnie miejsce jeszcze na inne marki. To tak jak Play pokazał, że na rynku GSM można ugryźć solidny kawałek tortu, tak i w „naszej branży” jest wiele do zrobienia.

A: Czy czujesz, że jako bloger masz większe możliwości taniej promocji produktu? Jesteś rozpoznawany wśród blogerów i pewnie swoich czytelników. Czy to wystarcza by mieć jakąś przewagę nad konkurencja?

M: Nie da się ukryć, że start oparliśmy na moich kontaktach i rozpoznawalności w światku. Dzięki temu udało się znacząco obniżyć koszty rozkręcenia biznesu i budowy rozpoznawalności marki. To ułatwia działanie, ale „łatwiejszy” w żadnym wypadku nie znaczy „łatwy”. To oczywiście przewaga, ale nie można jej przeceniać. Bo różnych przewag na tak konkurencyjnym rynku można mieć wiele i trzeba cały czas iść do przodu.

A: No to wróćmy do samego biznesu. Jak wygląda w tej chwili proces zakupowy? Gdzie kupię ten produkt?

M: Mamy kilka kanałów dystrybucji. Przede wszystkim współpracujemy ze sklepami dla sportowców. Są wśród nich sklepy z odżywkami, triathlonowe i biegowe. Łącznie na chwilę obecną mamy siedmiu partnerów, ale lista ta systematycznie będzie się powiększać, jesteśmy w trakcie rozmów z kolejnymi dwoma podmiotami. Nasi partnerzy to zarówno sklepy czysto internetowe, jak i te mające swoje placówki na ulicach największych miast.

A tak wyglądają smakołyki Chia Charge, gdy ruszają z UK do nas:) Tym razem Tim napisał nam, że wkłada do jednego z pudeł…

Posted by Chia Charge Polska on Tuesday, March 31, 2015

Drugi kanał to współpraca z trenerami i klubami sportowymi. Tę gałąź dopiero rozwijamy, ale chcemy, by docelowo działała bardzo sprawnie. Wielu trenerów chwali nasze wyroby jako wartościowe pod względem energetycznym, smaczne, a jednocześnie ze składem, który nie przeraża. Wierzymy, że rekomendacje takich osób mają ogromną wartość.

Prowadzimy też sprzedaż na swojej stronie http://chiacharge.pl/sklep/, zbudowaliśmy niewielki sklep internetowy, który pozwala nam prowadzić sprzedaż też na własną rękę.

W branży warto też jednak bywać na imprezach sportowych. Tutaj stawiamy na współpracę z naszymi partnerami, wychodzimy z założenia, że (póki co!) za mali jesteśmy, by inwestować w stoiska, namioty i materiały wystawiennicze, więc wolimy dogadać się z partnerem niż wystawiać samodzielne stanowisko.

W przyszłości nie wykluczamy jeszcze innych kanałów dystrybucji, ale na razie wolałbym to zachować dla siebie:)

A: Jak wybierałeś platformę sprzedażową? Co było dla Ciebie kluczowe?

M: Sklep mamy zbudowany na WooCommerce, wordpressowej wtyczce do stworzenia sklepu internetowego. Na chwilę obecną spełnia ona nasze nieskomplikowane oczekiwania. Pozwala zarządzać magazynem, oferować klientom kupony zniżkowe itd.

Zrzut ekranu 2015-04-15 o 11.21.07

Skąd taki, a nie inny wybór? Z poleceń znajomych oraz rekomendacji osoby, która zajmowała się budową sklepu. Jako laicy w temacie polegaliśmy na wiedzy doświadczonych osób i nie żałujemy.

A: Kto ogarnia logistykę? Przyjmowanie zamówień, pakowanie, wysyłka?

M: Siedzibę spółki mamy w Pabianicach, tam są moja wspólniczka oraz pracownik. Tam też magazynujemy towar i jest logistyka. Zamówienia indywidualne są składane poprzez nasz sklep internetowy, ze sklepami kontaktujemy się głównie mailowo, ale ze względu na bezpośrednią znajomość z wieloma osobami, nierzadko zamówienia są składane w inny, mniej standardowy sposób, choćby podczas wspólnego biegu.

A: Jakich błędów wolałbyś nie popełnić a popełniłeś?

M: Każdy uczy się na błędach, my też się ich nie ustrzegliśmy. Mieliśmy świetny pomysł na rozruszanie wizerunku marki (personalizowane listy do zaprzyjaźnionych blogerów), ale jednocześnie zdecydowaliśmy się na obecność na dwóch dużych imprezach ultra, na co nie byliśmy przygotowani. W efekcie z kilkuset ulotek i rozdanych przekąsek dostaliśmy tylko kilkoro klientów. Uczymy się na błędach.

A: Czy to dopiero początek Twojej komercyjnej działalności? Masz już plan na kolejne – może własne? – produkty?

M: Jest jeden pomysł, który nam chodzi po głowie, ale nim zabierzemy się za jakiekolwiek działanie, chcemy na dobre rozpędzić Chia Charge, co pozwoli nam też lepiej poznać rynek przekąsek dla sportowców i zdobyć wiedzę na temat zasad prowadzenia tego typu biznesu.

Dzięki wielkie za wywiad. Na koniec pytanie, które powinno paść na początku wywiadu. Jakie ustaliliście sobie cele, które sprawdzone za rok powiedzą Wam czy się udało..czy czas zbierać zabawki i do domu? 

M: Próbowałem już kiedyś własnego biznesu. Portal Structus.pl (finanse) był sporym sukcesem PR-owym, ale doszedłem do ściany jeśli chodzi o rozwój biznesowy, nie widziałem potencjału zwiększenia dochodów takim nakładem pracy, jaki chciałem mu poświęcić. Podjąłem więc decyzję o zakończeniu tej przygody. Tu jednak jest inaczej. Od początku do końca widzę potencjał do rozwoju. Chciałbym, by ta działalność sprawiała mi frajdę, tak jak sprawia mi ją uprawianie sportu. Na pewno nie będę się więc męczył i jeśli nadejdzie dzień, że przestanie mnie to kręcić, zrezygnuję. Mam bowiem o tyle komfortową sytuację, że mam dobrą pracę i niczego nie muszę. To tak samo jak z blogiem – widzę w nim biznesowy potencjał, ale nie mam ciśnienia, by go na siłę wyciągać na wierzch, dzięki czemu nie tracę na autentyczności. Oczywiście mamy jakieś założenia dotyczące skali rozwoju marki Chia Charge w Polsce i zysków spółki, ale wolimy zatrzymać je dla siebie. Pierwszy rok to okres zbierania doświadczeń, badania rynku i obserwacji własnych działań. Myślę, że jeśli porozmawiamy zimą 2016 to będę w stanie powiedzieć Ci coś więcej.

A: No to liczę, na drugą część wywiadu zimą 2016 🙂 Dzięki za wywiad!

M: To ja dziękuję, jesteś najfajniejszym blogerem na świecie i w ogóle!

kciukas


No dobra, ostatnia odpowiedź Marcina mogła zostać spreparowana przeze mnie. Ale…it’s not a lie if it’s true right? 😀 Ode mnie ogromne podziękowania za podzielenia się tyloma informacjami i gorąco trzymam kciuki za sukces Chia Charge. Przyznam, że nie mogłem sobie wymarzyć lepszego pierwszego wywiadu. Dajcie znać czy dotarliście do tego miejsca!

Na hasło „FITBACK” 5% zniżki dla czytelników w sklepie CHIA CHARGE 🙂

Share.

About Author

Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

5 komentarzy

  1. I just want to tell you that I’m beginner to weblog and actually savored your page. Almost certainly I’m likely to bookmark your site . You amazingly come with wonderful posts. Bless you for sharing your webpage.

Dodaj komentarz