Kup Pan motywację!

1
181

Pozwólcie, że na rozpoczęcie tego wpisu przedstawię Wam kilka wypowiedzi, które nieco przybliżą temat moich rozważań.

“Kupię sobie karnet na siłownię, jak będę płacił co miesiąc to przynajmniej będę miał powód, żeby ruszyć dupę na siłkę, bo wiesz, tak to by mi się nie chciało ale kasy szkoda, to pójdę”

“Tak pójde na jogę, jak kupię sobie nowy top, leginsy, matę, klocek, gumkę do włosów”

“Pobiegałbym ale nie mam GPS’u jak Ty. Tak to wiesz, jakbym sobie kupił, to raz, że bym miał więc lepiej by się biegało, a dwa, że jak już kupiłem to szkoda, żeby się marnowało”

Chyba starczy. Widzicie wypowiedzi, które padały i z moich ust kilka lat temu i z ust wielu ludzi, których znam/znałem. Pierwsza wypowiedź to prawie mantra większości pracoholików, którym wydaje się, że karnet na siłownię i wizyta na niej załatwia wszelkie problemy z ich zdrowiem, brakiem ruchu i ciałem jak u modela z okładki.

Karnet na siłownię, rzeczywiście “motywuje”. Ale jest to motywacja oszukana i niestety w większości wypadków z góry skazana na porażkę. Dlaczego?

Ano dlatego, że nawet przy założeniu, że zadziała i pójdziecie na siłownię z myślą “zapłaciłem to idę” to będąc na niej nie będziecie wystarczająco i odpowiednio skupieni. Wasze myśli i nastawienie będą błędne bo kierują Wami niewłaściwe powody. A co za tym idzie, czas spędzony na takiej siłowni nie będzie dobrze wykorzystany więc koniec końców i tak zmarnujecie zainwestowane pieniądze… ale o skupieniu jeszcze pogadamy, skupmy się na kwestii motywacyjnej tego nastawionego na $$ toku myślenia.

Jeśli przyszło Wam do głowy, żeby kupić karnet na siłownię, bo wtedy przynajmniej pieniądze zmuszą Was do ruszenia się z miejsca to zabawmy się w małego detektywa i rozłóżmy to zdanie na części pierwsze.

KUPIĘ KARNET NA SIŁOWNIĘ TO BĘDĘ MIAŁ POWÓD BY RUSZYĆ SIĘ Z MIEJSCA.

Podzielmy je sobie na trzy części:

  • KUPIĘ KARNET
  • NA SIŁOWNIĘ
  • BĘDĘ MIAŁ POWÓD BY RUSZYĆ SIĘ Z MIEJSCA

Żeby specjalnie nie przedłużać – bo myślę, że już zaczynacie łapać, do czego zmierzam – od razu skoczmy do ostatniego zdania. “Będę miał powód, by ruszyć się z miejsca.”

To pytanie sugeruje, że NIE masz powodu, by na siłownię iść. A skoro nie masz.. to po co chcesz go mieć? Masz za piękne życie, że szukasz problemów i powodów by coś robić poza siedzeniem w domu? A może… może, tak naprawdę Ty już masz powód by iść na siłownię, powód ważniejszy niż pieniądze.. np. brak satysfakcji ze swojej formy? brak satysfakcji ze swojego wyglądu, zdrowia, poczucia bycia atrakcyjnym dla płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi)?

MOŻE stwierdzenie “będę miał powód” jest Twoją próba oszukania samego siebie. Że niby nie masz problemu.. coś czuję, że jeśli to jest zdanie, które mogło paść od Ciebie.. to jednak problem masz a sytuacja jest zła o tyle, że dopóki się do niego nie przyznasz, będziesz wydawał kasę na lewo i na prawo a problem nie zniknie.

Otóż widzicie moi mili, motywacji nie da się kupić. Motywacja siedzi w nas. Jeśli idziesz na siłownię, bo kupiłeś karnet to poszedłbyś na nią (gdyby była za free) i bez wydawania pieniędzy.. i nie dlatego, że promocja i za darmo.. A dlatego, że potrzebujesz. Najwyższa pora zrozumieć, że pieniądze, nowe gadżety, super ciuchy, najdroższy Garmin nie rozwiązują ŻADNEGO problemu. Problem rozwiązuje szczera z nim walka. Rzeczy materialne są tylko pomocą i pokładanie w nich nadziei i w ich wartości pieniężnej do niczego Was nie zaprowadzi.

Zatem jak następnym razem przyjdzie Wam myśl “ale mam wielką dupę, gruby brzuch, inne takie” to zamiast rozmyślać co z tym zrobić, z czego skorzystać, gdzie się udać.. po prostu zróbcie coś. Bo w czasie kiedy będziecie rozmyślać zdążylibyście zrobić z 3 pełnowartościowe treningi.

P.S. Nie ma tu głębokiego przekazu. Sprawa jest naprawdę tak banalna jak ten tekst. Wiem jednak po sobie, że wylałem naprawdę dużą ilość gotówki na wiele rzeczy, bez których również bym sobie poradził. Skorzystajcie z mojego doświadczenia i nie próbujcie się przekonać na własnym portfelu. Jeśli znacie kogoś, kto wymiguje się od treningu, często coś o karnetach, o pieniądzach o multisportach mówi pokażcie mu drogę do najbliższego parku, wyciągnijcie na podstępny spacer a potem spytajcie jak się czuje i czy jest świadomy/świadoma, że godzina spaceru w odpowiednim towarzystwie to nawet 300-400 kalorii a nie kosztuje ani grosza…

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBiegamy w lato!
Następny artykułWoda, zdrowy dopping w odchudzaniu.
Zdjęcie profilowe Arvind Juneja
Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

1 KOMENTARZ

  1. Aż przypomnialy mi sie moje początki z bieganiem. Pierwszy raz wybieglem w starych jeansach i butach z rozklekotana podeszwą. Przebieglem jakis kilometr z przerwami. Teraz śmiać mi sie chce, kiedy o tym pomyśle. Chociaż na kolejnych przebiegach juz bylem w dresie. I mimo, ze przez błędy początkującego mam dzisiaj rozjechane kolano i niekiedy problemy z kręgosłupem, to tamten okres wspominam bardzo dobrze. Jestem z siebie zadowolony, bo nie akceptowalem zadnych wymowek. Biegalem w kazda pogode, a za odtwarzacz posluzyl moj stary juz telefon, na ktorego zmiescily sie 3 piosenki. I kiedy aktualnie grana sie skonczyla, kolejna trzeba bylo wlaczyc manualnie 😀 Po czasie jednak przerzucilem sie na radio. Takie zmiany w życiu jak tamta są genialne.

Dodaj komentarz