Minus 10 kg w 2015 roku – 5 myśli

2
187

No i udało się, choć nie wiem czy to bezpieczne przed świętami, bo te zawsze potrafią nabroić w wadze. Na szczęście nie przejmuję się tym za bardzo jednak uznałem, że to dobry moment, by podzielić się tym “jak to się stało”, że waga poleciała. Mam nadzieję, że moje wnioski komuś się przydadzą.

2014

Przypomnę jeszcze, że w 2014 roku straciłem bardzo dużo czasu na choroby. Rok 2013 był dla mnie mega wielkim skokiem dla sprawności, formy i wyników. Mam takie wrażenie jednak, że nie byłem na nie gotów i przez to też w 2014 moja odporność była mocno naruszona i ponad pół roku chorowałem. Ale to tak bardzo bardzo .Od alergii do grypopodobnych efektów ubocznych. Co za tym idzie 2015 rok zacząłem w wadze 81kg i totalnym zasiedzeniu. Na szczęście w 2015 nie zaczynałem od zera bo miałem już kilka lat przemyśleń i tak oto…

Myśl 1 – Wpis, który MUSISZ przeczytać.

Zdecydowanie wielką rewolucję zrobiło dla mnie poukładanie sobie w głowie priorytetów i przestanie iść na łatwiznę. Bo widzisz, TRENING jest łatwy. Trening jest naprawdę łatwy. Jak ciężki by nie był – jest łatwy. W porównaniu do czego? W porównaniu do ZDROWSZEGO życia. Zdrowsze życie to masa myśli, zasad i przyzwyczajeń, które są TRUDNE bo wymagają zmian w codzienności. W przyzwyczajeniach, które powstają latami.

Z tym wnioskiem powiązany jest ten wpis – “Nie odchudzaj się

Wpis, który powstawał w mojej głowie właśnie rok temu, kiedy nauczyłem się jeszcze bardziej cenić swoje zdrowie i stwierdziłem, że TRENING możesz sobie WSADZIĆ jeśli poza treningiem o siebie nie dbasz. Łatwiej się zmęczyć czy zmusić do wyjścia na dwór niż do pilnowania śniadań czy tego co jesz na kolację. Serio. A bez tego drugiego to pierwsze … no bez sensu no.

Myśl 2 – U MNIE zadziałało u Ciebie nie musi

Tak jak w myśli 1 tak i w drugiej miałem szansę już spisać wniosek w formie blog posta. Wniosek ten sugeruje, żebym przestał patrzeć na innych, na teorie i sprawdzone sposoby osób trzecich i po prostu wykorzystał wszystko to co wiem na mój temat.

Z tym wnioskiem związany jest ten wpis – “Cała prawda i g*** prawda o zdrowym życiu

A co zadziałało? Wprowadziłem tak zwane pewniaki czyli to co wiem, że na mnie działa:

  • Zminimalizowałem wszystko co gazowane. Pijam colę pod warunkiem, że planuję trening i to też nie tak jak do tej pory całą butelkę tylko dawkuję. O tym za chwilę.
  • Z rana nie jadam węgli jeśli nie planuję z rana trenować. Czyli w większości wypadków nie jadam z rana węgli. To mi daje poczucie dużej lekkości przez pierwszą połowę dnia i to naprawdę odczuwalną.
  • Na noc z kolei staram się zupełnie nie jeść tłusto ale z kolei trenuję w nocy więc nie obawiam się węgli. W środku dnia jem co mi się podoba.
  • Nie stronię od słodkości ale np. nie dotykam chipsów (znów – węgle tak, tłuszcze dopuszczam głównie w pizzy hehehe w formie sera :P).
  • Piję dużo bardzo dużo wody
  • SYPIAM po 7 i więcej godzin.

I nie będę ukrywał – nasze kwadraciki bardzo ułatwiły mi kilka zmian….

Przestałem też gonić za tym co inni, których obserwuje i szukałem frajdy dla siebie. Przez to też w tym roku zarówno debiutowalem w triathlonie jak i w kolarstwie górskim bez spiny, że przecież mógłbym w tym czasie pracować nad poprawianiem czasu w bieganiu. I mówię o tym dlatego, że…

Wniosek 3 – Bieganie zostaje

Po ponad roku przerwy w regularnym bieganiu zauważyłem, że choć wydolnościowo opadłem to nogi pamiętają stare tempo… a nawet są gotowe na nowe, lepsze. W tym roku bieganie u mnie odżyło ale zacząłem nad nim pracować zupełnie inaczej niż wcześniej. W przyszłym roku będę łamał wszystkie życiówki, póki co więc pozwalam sobie na bawienie się biegiem.

Pilnuję bardzo zmęczenia. Nie mam wielkich ambicji w kontekście biegania więc biegam jak czuję się z tą myślą dobrze. Nie ze względów pogodowych czy innych. Pytam siebie, czy nie jestem na tyle zmęczony, że bieg może zagrozić innym biegom. Czy nie jestem na tyle zmęczony, żeby ten wysiłek mnie otworzył na choroby itd.

Nie rezygnuję przez to jakoś znacznie częściej z treningu, ale za to ustalam sobie gwarancję, że jak już wyjdę to zrobię naprawdę przyjemny trening.

Jeśli się teraz zastanawiasz jak zamierzam w ten sposób cokolwiek poprawić – nie zamierzam. Nie w tej chwili. W przyszłym roku to zmienię i będę biegał zgodnie z planem. Mam nadzieję jednak, że to co w tym roku zrobiłem zaowocuje właśnie lepszą odpornością i – uwaga uwaga – przygotowaniem DO PRZYGOTOWAŃ. 

Myśl 4 – Pilnuję głowy

Ten rok to dla mnie ogrom stresu. Wspominam o tym bo wydaje mi się, że poziom nerwów i wielu załamań w głowie też mogło mieć wpływ na podkręcony metabolizm. Bo to były nerwy nie smutek. Smutek “spowalania spalanie”, nerwy podnoszą jednak nieco obroty na których się pracuje i przez to też spala się więcej… niestety nie tylko tłuszczu ale i motywacji i samopoczucia.

Pilnuję więc mocno głowy bo inaczej bym dawno zwariował i rzucił wszystko w …

To trzeci rok istnienia Fangola. W życiu nie musiałem znosić tylu upadków w tak krótkim czasie. Zagęszczenie wszystkiego co złe i ciągła wiara, że się uda wymagały ode mnie tego, żebym bardzo ale to bardzo mocno kontrolował swoje nastawienie i nie zatracił nadziei.

Ciekaw jestem ile osób czytających Fitback zakłada, że ja to jestem spokojnym, szczęśliwym i bezproblemowo żyjącym człowiekiem 😀 

Przy tej myśli muszę też zwrócić uwagę, że w tym roku byłem mocno kawowy. Spędziłem spokojnie pół roku w Costa i pojąc się mocną kawą (duża americano) zauważyłem, że metabolizm się ładnie podkręca pod jej wpływem. Zacząłem rozumieć czemu wielu kulturystów dawkuje sobie espresso w ciągu dnia będąc na redukcji… 

1974460_10153841567728384_1699661639_n

Niestety ma to swoje też minusy. Minus główny jest taki, że przy sporym jej – kofeiny – natężeniu treningi będą cholernie ciężkie, bo serducho po prostu wrzuci Cię na wyższe niż byś chciał tętno i zamiast zrobić dobrego treningu będziesz się zmagał ze zbyt wysokim tętnem. No ale coś za coś.

Myśl 5 – Wszystko można, ale z głową (znów)

W sumie to powinien być numer jeden, bo jeśli chodzi o zrzucanie BEZ wielkich wyrzeczeń to tutaj myślę ogromną rolę odegrał temat poznawania przeze mnie tego co robi cukier w organizmie.

Fraza kluczowa na ten rok to dla mnie “WYRZUT INSULINY”.

O co chodzi? Zanim przejdę do szczegółów chcę żebyś zrozumiał najważniejsze. Ten temat, który Ci zaraz rozjaśnię, wpłynął na to jak zacząłem rozpatrywać znacznie szersze spektrum tematów żywieniowych. Wszystko co jadłem nawet nie tylko bo i piłem czy ogólnie robiłem zacząłem rozpatrywać w kontekście następnych 24 godzin skutków ubocznych.

To co musisz wiedzieć o wyrzucie insuliny to to, że NIE da się go uniknąć.

No ale ok, co to jest Wyrzut Insuliny. W wielkim ogromnym uproszczeniu (ten temat zasługuje na osobny wpis) jest to reakcja organizmu – konkretniej jest to hormon wydzielany przez trzustkę (w celu normowania poziomu cukru we krwi) – na nagłe podnoszenie się poziomu cukru we krwi. Insulina we krwi pobudza do działania enzymy odpowiedzialne za produkcję i wzmożone magazynowanie kwasów tłuszczowych.

I o ile nie da się uniknąć wyrzutów insuliny to można zmniejszyć ich skoki, poprzez mądrzejsze jedzenie. Jak wspomniałem trzustka wydziela insulinę, bo ta zajmuje się – między innymi metabolizmem węglowodanów i w momencie, kiedy organizm wyczuwa nagły skok stężenia cukru we krwi to trzustka próbuje to unormować.

I teraz działa to tak, że im więcej tego cukru będzie NAGLE tym więcej tej insuliny trzustka Ci wystrzeli. Ale to też nie jest tak, że robi to natychmiastowo. Ona nie jest tam magazynowana tylko wytwarzana, więc organizm próbuje ustalić ile tej insuliny potrzebuje i tyle też wyprodukowuje, a potem daje Ci z kopa sporą dawkę, przez co skutki w formie odkładana tłuszczu są bardzo podkręcone. Ten wyrzut w takiej dużej dawce powoduje również osłabienie organizmu. Ale to jak mówię ogólnie spory proces i kiedyś się nad nim rozpiszę.

Teraz tylko chciałbym przejść do tego, co ja z tego wprowadziłem w życie.

Otóż zapewne widziałeś nie raz fotkę, która pokazuje co się dzieje w Twoim organizmie po wypiciu butelki coli. Ja po długich przemyśleniach uznałem, że problemem jest…SKALA. To nie jest straszne, że pijesz colę. Straszne jest, że wypijasz NARAZ i robisz właśnie te skoki. Skoki nie są dobre nigdzie. Stabilność to jest to.

Co za tym idzie wprowadziłem zmianę polegającą na DAWKOWANIU wszystkich słodkości (teraz potrafię 0,5 l coli wypić przez cały dzień zamiast jednym łykiem), zjeść jedną kostkę czekoladki co jakiś czas zamiast większy pasek od razu, oraz – jeśli jest taka opcja to dobierać takie produkty, które mają NIŻSZY indeks glikemiczny.. a jak nie ma to zastanowić się, czy może nie brać wcale danego produktu.

Wbrew pozorom to BARDZO MAŁA i bezbolesna zmiana. Po prostu smakujesz “mniejsze” dawki słodkości…

Niemniej jeśli połączysz to jeszcze z patrzeniem na zegarek, czyli kiedy jesz jakie wartości (patrz wniosek 2) to efekty są naprawdę zachwycające.

i jeśli to brzmi skomplkowanie to tylko dlatego, że zacząłem bardzo taktycznie/strategicznie podchodzić do jedzenia. Jeśli mogę mieć jedną radę, która to znacznie uprości to jest nią

Myśl 6 – NIE DZIĘKUJĘ

Ta fraza wbiła się w moją głowę jak automat. Reaguję nią na prawie wszystkie oferty “słodkości”. Nawet jeśli potem się jednak skuszę to pierwsza reakcja jest już “nie dziękuję” co daje mi czas na przemyślenie tego, czy chcę, czy warto i jakie to będzie miało skutki. Wbrew pozorom jednak nie jest to odczuwane jako “odmawianie sobie czegoś dobrego” a wręcz mam takie poczucie “gwarantowania sobie czegoś dobrego”

Przez co łatwo to bardzo – ale to bardzo bardzo – znieść 🙂

W 2013

W 2013 roku byłem mega aktywny. Udało mi się wtedy nawet zejść poniżej 70kg. ALE! Dzisiaj czuję się znacznie lepiej! Wtedy to było prawie w całości efektem biegania 6 razy w tygodniu połączonego z treningami siłowymi i suplementacją. Jak widać szybko poszło i szybko przeszło. Problem polegał na tym, że ja się czułem dobrze..organizm jak się potem okazało – nie specjalnie. Ale tego nie było widać a jak czegoś nie widać to się o tym nie myśli.

W tym roku udało mi się poprawić wagę w dużej mierze przez zmiany życiowe – nie treningowe. I wierzę, że teraz zostanie mi to na dłużej.

Czy będzie efekt JOJO?

Efekt jojo dotyczy właśnie głównie tych redukcji, gdzie ludzie żyłują wyniki, cisną organizm do granic ale jednocześnie nie dbają o całą otoczkę zdrowotną.

Nie spodziewam się więc efektu JOJO z aktualnych efektów ALE… spodziewam się WZROSTU WAGI. Czemu? ano temu, że w końcu widzę budowę mojego brzucha i już teraz wiem, że żeby to wyglądało tak jak chcę to muszę dorzucić masy. Sami widzicie po tytułowej fotce (na której i tak się spiąłem), że kształt jest już w miarę widoczny i ewidentnie do pięknego 3D brzucha brakuje masy.

Na ten moment zupełnie zmieniłem sposób trenowania brzucha (zamiast robic 100 brzuszków robię ich 15-20 ale z dodatkowym ciężarem typu 10-20 kg talerz) i już widzę, że coś chce puchnąć.

Pozostaje dostarczyć masy i …..

No i tak, rozpisałem się. Mam nadzieję, że ktoś tu doszedł 🙂 Dajcie znać, czy to co napisałem Wam cokolwiek dało. Jestem bardzo zadowolony z tego gdzie dotarłem dziś fitbackowo i dlatego też nie szczędziłem literek… Mam nadzieję, że Was to nie odstraszyło.

2 KOMENTARZE

Dodaj komentarz