Nie jestem hardcorem

3
41

Dziś kilka słów o tym, jak widzę kwestię treningu w życiu, rezygnowanie z codziennych przyjemności i ogólnie mojej wizji przyszłości. Zapraszam.

Jedną z kwestii, która demotywuje wielu ludzi to presja otoczenia, związanego z daną aktywnością ruchową. Jak ktoś biega to mogą go np naciskać ludzie biegający komentując i szydząc z jego wyników. Choć na niektórych takie dowcipy działają, to jednak z moich obserwacji wynika, że na większość raczej dołują i zmniejszają chęci do dalszego działania…zwłaszcza, jeśli biega nie dla rekordów a dla efektów jakie bieganie wywołuje w jego ciele…

bardzo długo otaczałem się ludźmi, którzy dawali z siebie max “all day every day”. Mówię tu o społeczności ludzi uprawiających Parkour. Tam kluczem do sukcesu była praca nad sobą, wyciskaniem z siebie maksa by móc więcej, lepiej szybciej. Dla wielu z tych ludzi to był najwyższy priorytet. Mogli zrezygnować z imprezowania, alkoholu i innych cudów podczas  tylko po to, by być jeszcze lepszym jutro niż dziś.

I mnie ta idea też “jara”.. ale dziś jestem daleko od tamtego miejsca i czasu, kiedy miałbym chęci na takie szastanie priorytetami. Dziś jest to dla mnie “sztuka dla sztuki”. Dla mnie… już nie najważniejsza.

Dziś NIE CHCĘ by sport był moim priorytetem w życiu. Nie chcę rezygnować z kina, z pizzy czy z innych radości, które dla hardcore’owego koksa są stratą czasu, zabijaniem efektów czy innym grzechem głównym. Nie chcę. Mam swoje priorytety. Bliskich ludzi, cudną pracę. Nie zamieniłbym czasu z nimi na godzinę wyciskania na siłce.

Wielu moich kolegów nadal nie rozumie tego, że ja wiem, że mógłbym mieć dziś kratę, 110 w klacie, 11% tłuszczu itd. gdybym zrezygnował z tego tego i tamtego, gdybym spał więcej, pracował mniej, mniej się bawił, mniej się woził, mniej tego tamtego i owego ale .. nie zależy mi na tym. Chcę się cieszyć życiem które aktualnie mam. Bo jest fajne. Nie chcę go drastycznie zmieniać i nie mam też ku temu powodów. Czy chciałbym skakać, wyglądać jak dzisiejsi wymiatacze? Pewnie. Ale czy chciałbym tak bardzo, że oddałbym temu część tej radości, którą już mam w swojej codzienności? Nie.

Ruch, jedzenie, regeneracja mają mi pomagać w byciu w formie, która pozwala na cieszenie się życiem. Czas na trening to dla mnie inwestycja. Czy czerpię z niej radość? Jasne. Ale nie jest to ta radość, do której dążę. Nie żyję DLA treningu, trenuję, dla lepszego życia. A ono – na pewnym już etapie – nie poprawi mi się od kolejnych centymetrów w bicepsie. Za to i owszem od wyzbycia się nadwagi, a tę mogę zwalczać bez poświęcania się w całości.

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo wydaje mi się, że cały sens w projekcie fitback polega na tym, że ja, jestem taki, jak Wy (w większości). Nie jestem ani wyjątkowo wysportowany, ani superowo zbudowany ani też nie poświęcam na to wszystko niesamowicie dużo czasu. Ćwiczę jak mi się uda. Staram się ten czas sobie “tworzyć” i jak mi się uda, pokazuję Wam jak abyście też mogli spróbować i powalczyć o swoją formę. Nie jestem hardcorem i dobrze mi z tym. A kratę na brzuchu i tak będę miał …w swoim czasie.

P.S. To dzięki Parkour w dużej mierze dziś po swoim wypadku mogę biegać, skakać czy po prostu chodzić. Ba, zawodowo również jestem tam gdzie jestem dzięki temu, co Parkour zrobił z moim podejściem do świata/życia/swoich aktywności. Idea ta ciągle we mnie drzemie jednak rozwinęła się na nieco szersze pole niż “fizyczność”. Stąd temat ten jest dla mnie bardzo ważny i uznałem, że muszę o nim opowiedzieć. Wiem, że wielu dzisiejszych “aktywistów” Parkour ma zupełnie inne spojrzenie na ten temat niż ja. Mają do tego pełne prawo tak jak i ja mam prawo do swojego. Idea “bądź lepszy by być użytecznym” staje się czymś zupełnie innym – gdy człowiek przeżyje odpowiednio dużo – niż tylko treningiem…

3 KOMENTARZE

  1. Nigdy nie uprawiałem żadnego sportu “wyczynowo”, ale niemalże codzienny ruch był cześcią mojego życia…
    Dziś sport, ruch zniknął i powoli od początku go odnajduję. Fitback i wpisy na blogu jak ten pomaga mi, motywuje i daje siłę bym ubrał się i poszedł pobiegać w te zimne dni.
    Komentarze ludzi, ich historie, ich problemy i ich sukcesy sprawiają że czuję się częścią większej społeczności która stara się walczyć o swoją formę, o mniejszą wagę itd..
    Nie jestem hardcorem, ale powoli zaczynam znowu rozumieć że ruch jest niezbędny, a dla wielu osób wcale nie jest to oczywiste…

  2. Drogi kolego. Być może moje słowa , które napiszę wywołają burzę ale dla mnie ten wpis jest niczym innym jak usprawiedliwianiem samego siebie. Dlaczego tak to widzę? Przeglądając Twojego bloga i facebooka nie bardzo wiem o co Ci chodzi. Ok propagujesz zdrowy styl życia, ale raz skaczesz z biegania w kulturystykę raz z maratonu w ironmama raz parkour. itd itp. Odnoszę wrażenie, że bardzo chcesz być guru dla wszystkich którzy Cię polubili ale nie bardzo wiesz czym zaimponować. Nie oceniam Twoich wyników sportowych bo sam wiesz czy te wyniki są odzwierciedleniem ciężkiego treningu czy opierdalania się. Generalnie wszystko fajnie ale co znajdzie u Ciebie młody człowiek ,który chce zmienić swój styl życia? Na początku znajdzie chaos poprzeplatany setkami komentarzy na facebooku często bzdurnymi albo “wazelinowymi.” Na koniec napiszę tylko tyle , że sympatyczny z Ciebie gość zapewne nie lubiący krytyki, ale jak Twój styl pasuje innym to dlaczego nie. Ja się w tym nie widzę po prostu lubię konkretną wiedzę wynikającą z doświadczenia proste “przepisy ” na zdrowy styl życia a nie przysłowiowe flaki z olejem którymi każdy się u Ciebie zajada. Sorki kiedyś może tu wrócę i znajdę konkretny styl. Nie denerwuj się ale sam przeszedłem niejedną metamorfozę przebiegłem nie jeden maraton wiem co to są wyrzeczenia i łzy na treningu wiem tez czym jest satysfakcja z na prawdę dobrej roboty . Takich odczuć i przeżyć Ci życzę. Bo podejmując się takiego wyzwania jak Fitback i “odpowiedzialności za czytelników pisanie że ” NIE CHCĘ by sport był moim priorytetem” jest czystym nonsensem. Pozdrawiam— nieskromnykrytyk—

    • świat byłby nudny gdybyśmy go wszyscy widzieli i traktowali w ten sam sposób. nie mam do Ciebie żalu, że mój Ci nie odpowiada ani też nie będę oceniał Twojego choć sposób w jakim komunikujesz się w nim z ludźmi nie do końca mi odpowiada.

      życzę Ci jednak, abyś w swojej wizji osiągnął to czego pragniesz.
      ja swoją będę się dzielił tak długo, jak będę widział w tym sens, jak długo będzie to pomagało innym którzy też się odnajdują w takim patrzeniu na świat itp itd bla bla bla.

      dzięki za poświęcony na napisanie długiego komentarza czas 🙂 cieszę się, że nie pozostałem Ci obojętny.

Dodaj komentarz