Nie odchudzaj się

27
274

Pamiętam jak zakładałem Fitback z myślą o tym, że chciałbym zrzucić nieco wagi. Pamiętam jak zakładałem, ze blog będzie dla mnie dodatkową motywacją bo raz, ze wciągnie innych a dwa, że jak się robi coś na widoku innych to człowiek stara się bardziej… Przez pierwszy rok czy dwa błądziłem bardzo mocno. Motywację miałem bez wątpienia ale przechodziła ona dosyć drastyczne zmiany, gasła, pojawiała się na nowo a efektów jak nie było tak nie było. Na szczęście miałem Was. Miałem powód żeby ciągnąć temat dalej. Dzięki temu dotarłem tu gdzie jestem dziś. Doszedłem do momentu, w którym wiem dokładnie co muszę zrobić żeby ważyć ile chcę ważyć, żeby wyglądać jak chcę wyglądać ale i by jednocześnie  ustalić na ile “tego wszystkiego chcę”… bo nie ma nic za darmo. A już na pewno nie “pięknej” względnie sylwetki. Opowiem Ci dziś dlaczego największym błędem jaki popełniłem była chęć zrzucenia wagi.

Chciałem ważyć 65 kilo

Pamiętam siebie z czasów liceum. Chudziutki, żebra można liczyć. Zwinny przeraźliwie. Silny.. no może nie tak jak dziś. Ale była moc. Gdybym….a nie ważne…kiedysNie ma co gdybać. Było fajnie. Był potencjał na coś wielkiego. I przez długi czas myślałem, że to straciłem i trzeba  walczyć o powrót do tej formy. Człowiek z wiekiem ewoluuje. Zmienia się.

Forma to z kolei nie tylko wygląd, waga czy samopoczucie. To wynikowa WSZYSTKIEGO co nas dotyczy. Naszego stylu życia. Nas.

I to jest coś o czym jeszcze 5 lat temu nie myślałem w taki sposób. Sądziłem, że jak będę trenował to wróci. Bo przecież wtedy “tylko trenowałem”. Nie myślałem zupełnie o tym, że te 65kg to był też regularny sen. To były też regularne posiłki w domku. To było też rozsądniejsze żywienie (bo serwowane przez rodziców a nie przez moją zajętą pracą głowę).  To była masa czynników, które skutkowały tym, że ja jako ja mogłem się rozwijać psychicznie i fizycznie.

W momencie gdy chciałem zacząć swój Fitback jednak większość z tych czynników była już zaburzona. No bo na logikę, gdyby nie była, to pewnie i forma by się tak drastycznie nie zmieniła.

Ale kto się tym przejmował. Wziąłem się za bieganie, rezygnowałem. Wziąłem się za siłownię – spuchłem. Wziąłem się znów za bieganie – chwilkę potrwałem i zrezygnowałem. Ale nie stałem w miejscu.

Pojawił się on, Maraton

Przełomowy dla mnie okazał się start w Maratonie. Ułożyłem plan, kupiłem masę książek i zacząłem czytać. Maraton jak się okazało wymagał ode mnie zmian, które nie dotyczyły samego biegania. Nie. Bo bieganie to za mało, by biegać dobrze. Maraton wymusił na mnie zmianę trybu życia. Wymusił na mnie regularność. Wymusił myślenie o odżywianiu. Rozumienie tego czemu coś boli (np. zwrócił moja uwagę na skurcze, które miałem wynikające z nadmiaru kofeiny, która wypłukuje magnez, którego z kolei nie uzupełniałem dietą) czy choćby tego, skąd się bierze energia.

Maraton …nie, czekaj, stój. Maraton to nie wszystko.

Pojawiliście się Wy

“Hej, biegam od 3 lat, robię 150-200km miesięcznie i nie mogę spalić oponki”

“Hej, biegam już 1,5 roku i nie mogę poprawić wyników, mam plan treningowy i wszystko a stoję w miejscu”

“jak to zrobiłeś, że poprawiłeś czas na dyszkę?”

“nie mam sił na trening z rana/południa/wieczora”

“Nie chce mi się trenować, niby siły są (bo np mogę iść do sklepu po piwo) ale jakoś tak jak mam zrobić pompkę to wymiękam”
Wiadomości, które zaczęły do mnie docierać zmusiły mnie do szerszego przemyślenia tematu. Zmotywowaly mnie i nakręciły bardziej niż moje własne wątpliwości. Zadałem sobie mnóstwo pytań.  Jak to jest, że ktoś biega więcej (większość z Was biegała więcej ode mnie), szybciej/lepiej (znów, większość z Was..) i nie ma efektów?

To po co ja to robię skoro oni robią to lepiej i im nie idzie?

… mimo, że powinno….

A najgorzej jak pisał do mnie ktoś, kto wyglądał tak jak ja bym chciał wyglądać… to już w ogóle mój mózg był na ścianie… Na początku miałem mocny dysonans. Czułem, że powinienem znać podpowiedzi, ale ich problemy wydawały mi się nielogiczne. Coś w tym wszystkim nie grało, nie pasowało. Nie miało sensu.

2013

Działo się tam wszystko. Poprawiłem niesamowicie życiówkę w półmaratonie, poprawiłem równie niesamowicie życiówkę w maratonie. Zrobiłem dwutygodniowy kurs instruktora fitness i ogólnie zeżarłem milion mózgów. Wyklarowała się wtedy we mnie myśl, że kluczowym błędem każdego jest chęć….wyglądania lepiej.

Podczas gdy finalnie, to ostateczne o co walczymy to nie “lepszy wygląd” a wynikające z niego “lepsze samopoczucie”. To jednak nigdy nie będzie “dobre”, jeśli poza walki nad mięśniami i tłuszczem nie zadbamy o caaaaałą resztę.

Zaczęło do mnie docierać, że to, że ktoś szybciej biega, nie znaczy, że będzie lepszym biegaczem za rok bo może olewa całą resztę. Może nie trenuje nic poza biegiem, może nie odżywia się odpowiednio, może nie regeneruje się odpowiednio, może wreszcie – nie dba o siebie całościowo. Wrzuciłem Wam nawet dwa lata temu obrazek, w którym zaprezentowałem typowy tok myślenia osoby, która chce się odchudzać.

  1. Lepszy wygląd, samopoczucie, etc.
  2. Większa sprawność
  3. Zdrowie

Co ciekawe jeśli przeanalizujecie największe tytuły prasowe dotyczące “fit” życia zauważycie, że one ten właśnie kierunek priorytetów pogłębiają bo najwięcej treści jest na temat 1, potem jest temat 2 a jako uzupełniacz dajemy 3. Wszystko ubieramy jeszcze w reklamy ciuchów/kosmetyków, które “dodają” wszystkim aspektom i voila, masz najnowszy numer ________.

Idź do koleżanki

Nie dalej jak na początku roku w jednym z tego typu pism przeczytałem poradę pani redaktor, która sugerowała kobietom by zamiast iść do psychologa poszły do koleżanki… bo tak taniej, lepiej i ona nas zna.

Odchodząc już od tego, że to jedna z największych bzdur jakie się szerzy ale i jedna z najbardziej szkodliwych. I mówię Wam o tym dlatego, że zacząłem się zastanawiać KTO na tym zyskuje, że takie bzdury się szerzy?

Kto zyskuje na tym, ze kobieta zamiast faktycznie udać się do specjalisty i popracować nad swoimi słabościami odezwie się do koleżanki, która w oparciu o swoje “prywatne” przemyślenia (głównie na swój temat) będzie jej mówiła jak ma żyć… to nie zadziała. To nie ma prawa działać NA DŁUŻSZĄ METĘ.

Czemu więc pisze się takie bzdury? Czemu więc rani się ludzi w taki sposób upośledzając ich rozumienie tego, gdzie i jak odnajdywać pomoc?

Bo zdrowy człowiek to samodzielny człowiek

Dotarło do mnie. Biznesowi nie zależy żebyś sobie poradził ze swoimi problemami jeśli żyje z tego, że co miesiąc wciska Ci te same pomysły na ich rozwiązanie. Nie ma nic więcej do dodania do Twojego życia więc musi pracować na to byś miał po co wrócić.

I teraz nie zrozum mnie źle – to też TWOJA wina. Albo nasza jeśli Ci to poprawi humor. Kupujemy marne rozwiązania, bo są tanie i wmawiają nam, że są szybkie i skuteczne. I tak, wszyscy wiemy, że “tanie szybkie i skuteczne” nie istnieje ale łudzimy się, kupujemy to i po raz kolejny zaliczamy wpadkę.

A wyników brak.

A waga bez zmian.

A samopoczucie do dupy.

I zwątpienie coraz większe bo im więcej czasu upłynie i mniej efektów widać tym mniej się chce. A wystarczy… odwrócić kolejność. Zgodzić się na jej “małą atrakcyjność” (zdrowie nie jest sexy, fitness tak) i potraktować jak wylewnie fundamentów pod dom.

Prawidłowa kolejność

Żeby nie płakać na maratonie (nie licząc łez szczęścia bo te zawsze mile widziane) trzeba się do niego naprawdę dobrze przygotować. Ja to już wiem bardzo dobrze. Mam za sobą ich 5 z czego na jednym z przeciążenia złapałem kontuzję i na ostatnich 12km biegłem z łzami w oczach. Do pozostałych jednak miałem przygotowanie “różnej jakości”. Widzę i odróżniam co się z czym wiążę. Sam start, bieg, maraton, to tylko egzamin. Takie podsumowanie tego “jak się przygotowałeś”. Fajne to jest, bo w pigułce pokazuje Ci jak dbałeś o siebie całościowo przez ostatnie miesiące.

Na co dzień też dostajemy taką informację “jak o siebie dbamy” ale przejawia się ona w zbyt “rozległej formie” a my niestety nie wiążemy ze sobą faktów… chyba z własnego wyboru.

Prawidłowa kolejność dbania o siebie by się lepiej czuć ze sobą, być sprawniejszym i końcowo – lepiej wyglądać brzmi właśnie tak jak to napisałem teraz 😉

  1. Zdrowie
  2. Sprawność
  3. Wygląd

I teraz bardzo ważne – dlaczego istotne jest to sobie tak rozpisać. Coś wynika z czegoś. Jeśli jesteś zdrowy, zadbany, wyspany to masz energię, siłę i pozytywną głowę żeby zacząć pracować nad sprawnością. Jeśli pracujesz nad sprawnością a Twoje zdrowie Cię nie hamuje to wkrótce przyjdą wyniki a wraz z nimi… wygląd.

Jeśli jednak zaczynasz od wyglądu to owszem, możesz się naszprycować i spalić dużo szybko (tudzież w wyrzucić z siebie wodę) albo na odwrót – napuchnąć jak dzik … ale bez odpowiedniej sprawności bardzo szybko trafisz na “sufit” i pojawi się frustracja “bo nie możesz iść dalej” a jak jeszcze do tego nie dbasz o zdrowie to tydzień po “fotce PO” złapiesz efekt jojo a wnętrzności od ilości dodatków skapitulują.

Dodam tez, że część osób zakłada, że wystarczy kuchnia i trening… a potem nic się nie zmienia. I okazuje się, że gdzieś po drodze tarczyca zrobiła figla. Człowiek się starał, walczył, robił wszytko co zalecano.. ale efektów nie będzie miał bo jego organizm po prostu nie funkcjonuje tak jak powinien. I w pewnym momencie są dwie opcje, albo ktoś się uda do lekarza, albo ostatecznie skapituluje i zgodzi się z tym, że nigdy nie będzie miał formy, o której marzy. A potem okazuje się – i to jest najgorsze – że wszystko robił dobrze, ot zapomniał zadbać najpierw o zdrowie.

Polecam gorąco tekst “Ta podstępna suka tarczyca”.

W powyższym tekście Aleksandrze pomógł ktoś bliski bo sprowokował ją by w końcu odwiedzić lekarza. Ale ilu z nas słyszało w swoim życiu “powinieneś odwiedzić lekarza i sprawdzić ten temat” i nic z tym nie zrobiło? Za to potem na drugi dzień wylewało z siebie 7me poty na treningi a wieczorem patrzyło w lustro z zawodem, że kolejny dzień nic się nie zmienia?

Sylwetka (nie) na lato

Najważniejsze i powtórzę to po raz setny. Na Fitbacku NIE WALCZYMY o sylwetkę na lato. Walczymy o sylwetkę na lata. Zadbajmy o to, żeby nie wychodzić na ten wyścig z zepsutym silnikiem.

Jakie badania możesz sobie zrobić?

  1. Badania wydolnościowe – wiem, głupio to brzmi na początek ale to są najmniej stresujące badania. Ot idziesz, biegasz, kują, biegasz, sprawdzają i masz wyniki i strefy i inne pierdółki 🙂 rozpiszę się o tym niedługo więcej bo planuję takie zrobić (koszt maksymalny to chyba okolice 400 zł). W wyniku takich badań wiemy na co nas stać, na co możemy sobie pozwolić (i na co NIE) i jaki jest nasz aktualny stan. Wg mnie badanie konieczne dla wszystkich, którzy mają ambitne plany biegania “daleko” albo “bardzo szybko” 🙂
  2. Morfologia krwi (pogadaj z lekarzem, co dokładnie powinieneś zbadać). To badanie powinno się robić regularnie. Tak dla sprawdzenia jak tam działa olej naszego organizmu, czy się coś zaraz nie będzie przycierało bo mamy braki. U mnie dzięki morfologii mogliśmy ustalić, że moje osłabienia i ponad miesięczna przerwa była związana z alergią. Przez co inaczej lekarz dobrał leki i bardzo szybko przeszło. A straciłem tygodnie na walce normalnymi lekami.
  3. Zbadaj sobie poziom hormonów tarczycy. Powód masz wyżej…
  4. Lipidogram czyli badanie cholesterolu przyda się potem w rozmowie z dietetykiem.
  5. Zmierz sobie ciśnienie. Im jesteś starszy tym mierz je częściej (tzn przynajmniej raz do roku)

Badań jest znacznie więcej i o ich okresowości i zastosowaniu mógłbym napisać jeszcze drugie tyle tekstu. Ale dziś nie zamierzałem dawać Wam instrukcji jakie badania robić. W przyszłym roku będę miał 30 urodziny i pewnie zrobię jakiś pełen przegląd i wtedy chętnie opowiem co i jak.

Mam nadzieję, że jest już dla Was jasne, w jakiej kolejności powinno się zacząć walczyć o swoje lepsze życie. O swój Fitback.

Zadbaj o zdrowie. Zacznij się ruszać a wygląd, mniejsza waga i lepsze samopoczucie PRZYJDĄ DO CIEBIE. Odchudzanie więc będzie “samoczynne” w ramach Twojej pracy nad lepszym “ja” 🙂

P.S. Nie sądziłem, że uda mi się ten wpis zakończyć. Mam nadzieję, że ktokolwiek tu dotarł 🙂 dajcie znać i podzielcie się ze znajomymi, szczególnie tymi, którzy jako pierwszy cel wyznaczają sobie fotkę jakiegoś fitmana czy fitmenki … niech wiedzą, że to krótkowzroczne i szybko demotywuje.

Pamiętaj, że mi też możesz pomóc. Podziękuj za moją włożoną pracę i dodaj coś od siebie w komentarzu i udostępnij ten wpis dalej! Ciebie ten lajk i szer nic nie kosztuje a mi nadaje sens pracy włożonej w tego bloga 🙂

Tekst przypadł Ci do gustu? Przeczytaj też:

Dzięki!

27 KOMENTARZE

  1. Tekst fajny i faktycznie daje do myślenia, bo przy wszystkich dietach i zrywami do ćwiczeń nie myślałam o swoim stanie zdrowia w ogóle. No i faktycznie tuż przed trzydziestką rozsądnie byłoby zrobić te wszystkie badania. Fajnie się Ciebie czyta 🙂

    • Bo ciężko o tym pamiętać kiedy całe dzieciństwo wyzbranialismy się “mądrości dorosłych” a potem jak się udało wyrwać spod ich opieki to wszyscy tryb supermana i niezniszczalni i o zdrowiu nie myślą 🙂

  2. Prawda. Po pierwsze: najwięcej kg zrzuciłam gdy przestałam się na tym koncentrować. Po drugie: tak, badaj się, ale zaznaczę tu jedną rzecz-zapytaj rodziców o swoją historię wyników-lekarz zbladł gdy zobaczył mój poziom żelaza, zestresował mnie, po czym mama opowiedziała mi, że od dziecka mam taki poziom i dla mnie to normalne. Starali się podnieść, ale mój organizm nie chciał. Więc zanim spanikujesz sprawdź jakie są Twoje tendencje.

  3. Dzieki za madry wpis na blogu. Jak szykowalem sie do triatlonu ( pelno cwiczen, diet, badan) nie zgubilem tyle ile po wszystkim wrzucajac bardziej na luz. Ja co roku robie sobie badania bym wiedzial, co mi krzyczy organizm. Zdrowka i wytrwalosci 🙂

  4. Bardzo mądrze, po wielu latach walki z waga też ostatnio doszła do tych wniosków… I co?Czuje się lepiej, mogę więcej i chudne. I to jest droga!!!!

  5. lektura łatwa i przyjemna – bo potwierdza to, co czułem od zawsze: najpierw zdrowie, potem – gdy już absolutnie jesteśmy pewni, że tu jest wszystko OK – ćwiczenia (sprawność), a na końcu wygląd (który w znacznej mierze przyjdzie sam, tak jak forma “kuli” przyszła sama od obżerania się niezdrowym żarciem i brakiem ruchu). Dziękuję za artykuł i potwierdzenie przez profesjonalistę tego, co od zawsze czułem. Pozdrawiam 🙂

  6. Tekst spoko, z życia wiemy, że im bardziej coś gonisz, tym bardziej to ucieka, a Ty w końcu się poddajesz. Więc lepiej jest współgrać 😉
    wytrwałości i mądrości wszystkim w dążeniu do celu.
    Pozdrawiam

  7. niesamowicie fajny, lekki, a jednocześnie “zaskakująco” mądry tekst.. Skusił mnie tytuł (jak pewnie większość osób, które tutaj zajrzały), ponieważ znaleźliśmy się w momencie kiedy z każdej strony jesteśmy atakowani sloganami mającymi zmotywować nas do treningów, bo to zdrowe, modne.. pożądane, a tu nagle STOP- nie musisz tego robić, ale jeśli chcesz- zrób to dla swojego dobra 🙂 szczerze dziękuję, bo niejednokrotnie miałam problem właśnie z tą kolejnością i motywacja znikała w miesiąc, może warto spróbować trochę inaczej 🙂
    Życzę dużo zdrowia i prawidłowych wyników w badaniach 😀
    pozdrawiam 🙂

  8. Od czterech lat bezskutecznie próbuje schudnąć – no właśnie schudnąć. Twój artykuł dał mi niesamowitą motywację !! Trzeba zacząć, od rzeczy najważniejszych – od zdrowia bo jak się zdrowie ma to można poprawić sprawność, a wygląd będzie tylko “skutkiem ubocznym”. Nigdy mojego jadłospisu nie brałam przezd pryzmat zdrowia – tzn. jadłam pięć posiłków dziennie, zdrowo dieta ułożona przez dietetyka – ale i tak w głowie siedziała myśl – schudnąć, schudnąć, schudnąć…. A jak schudnę to rzucę się na górę słodyczy bo przecież tyle sobie odmówiłam. Myślę, że teraz patrząc przez pryzmat zdrowia i sprawności będzie łatwiej osiągnąć cel. Moim marzeniem zawsze było wziąć udział w maratonie – ale niestety dałam sobie z tym spokój. Udało mi się zrealizować tylko cztery tygodnie planu “biegowego” potem za bardzo mnie to męczyło, raz, drugi odpuściłam. Może też za szybko chciałam osiągnąć cel i szybko się poddałam 🙂 Od jutra zaczynam, nie od poniedziałku, nie od Nowego Roku, nie od nowego miesiąca – OD JUTRA 🙂 Mam już pracy przed sobą ponieważ ważę 104 kg przy 1,73 m. I aż wstyd, że wchodząc na drugie piętro mam już zadyszkę, że nie potrafię 50 m przebiec !!! Ale mam 24 lata i mogę jeszcze się ogarnąć i wziąć udział przynajmniej w półmaratonie !! 🙂 Na Twojego bloga trafiłam przypadkiem ale dodaje go do ULUBIONYCH :)) DZIĘKUJĘ!!!

Dodaj komentarz