Niebezpieczne Selfie – Gdzie ucieka motywacja?

3
65

Jesteś nakręcony, masz chęć na trening, sprawdzasz ostatnie powiadomienia/maile/zadania, dokańczasz co miałeś dokończyć, przebierasz się, sprawdzasz czy baterie są ok, ustawiasz muzę. Idziesz. Jest ogień. Chcesz tego. Chcesz się zmęczyć. Chcesz się czuć zmęczonym. Chcesz odczuwać satysfakcję i radość po skończonym treningu. Chcesz być z siebie dumny. Trening trwa. Męczysz się, jeszcze trochę, zaraz koniec. Masz dość, ale się nie poddajesz. Masz chęć dotrwać do końca. Wiesz, że to się opłaca, że jak się uda to będziesz się czuł dobrze. Wiesz, więc walczysz. Udało się. Wygrywasz. Czujesz się cudownie…

Czasem jednak przerywasz już na starcie. Czasem masz wrażenie, że w sumie to Ci się nie chce. Z jakiegoś powodu mimo “zacięcia” tracisz motywację, tracisz chęć, tracisz motorek napędowy i zupełnie nie wiesz czemu..  gdzie uleciała ta motywacja, z którą zaczynałeś myśl o treningu?

Dzisiaj zapraszam Cię do lekcji chemii (opartej częśćiowo na tym badaniu), która pokaże w jaki sposób w dzisiejszych czasach okradamy się z motywacji… W dalszej części wpisu zaproponuję Ci rozwiązania, które mogą pomóc. Będę więc wdzięczny za cierpliwe dotarcie do końca 🙂

Chemia satysfakcji

Dopamina jest takim związkiem, którego istotę dla człowieka opisał duet Arvid Carlsson i Nils-Ake Hillarp w 1958 roku w Szwecji. Panowie zrozumieli i opisali wpływ dopaminy na kontrolę poczucia szczęścia, satysfakcji, przyjemności. Kiedyś sądzono, że dopamina powoduje te wszystkie “uczucia” a dziś wiemy, że jest ona raczej motywatorem do ich poszukiwania. To ona Ci mówi, że CHCESZ i to ona sprawia, że podążąsz za tymi emocjami. Jest więc w pewnym sensie fundamentem motywacji.

Teraz kiedy nakręcony tym porządaniem/motywacja zaczniesz egzekwować plan (idziesz na trening, rozwiązujesz kolejne zadanie albo…wrzucasz focię na instagrama) i możesz w swojej głowie zaznaczyć “zrobione”. Wtedy, wtedy aktywują się opioidy. To takie substancie, które działają na coś co się nazywa receptorem opioidowym. Wśród najważniejszych substacji opioidowych wymienimy sobie kodeinę, morfinę ale i heroinę. W naturze opioidy działają mocno przeciwbólowo, aktywują się celem uśmieżenia bólu.

Teraz żebyś dobrze zrozumiał. Badania pokazują i zapewne zauważysz to też po sobie – POŻĄDANIE wywołuje większą pracę mózgu niż samo “otrzymanie” tego czego pożądasz. Czytaj – więcej się dzieje w Twojej głowie kiedy chcesz pójść na trening, kiedy o nim myślisz, niż kiedy już po zakończeniu odczuwasz satysfakcję.

Powiem więcej. Jak już poczujesz tę satysfakcję Twój mózg zaczyna szukać kolejnej. Nigdy mu dosyć. Musisz to rozumieć. Dla chemii satysfakcji ta “radość” ze zrobionego treningu jest znacznie słabsza niż sama chęć jego zrobienia. Co za tym idzie – jeśli po drodze znajdziesz coś, co dorówna satysfakcji to może się okazać, że Twoja chęć do zrobienia ciężkiego treningu spadnie…albo i całkiem zniknie.

Bo skoro możesz poczuć się szczęśliwy mniejszym kosztem… to po co się wysilać?

UWAGA! O ile “myśl” o zrobionym treningu może mieć siłę na poziomie tej o “lajku” o tyle prawda jest taka, że to co czujesz PO zrobionym treningu jest o niebo mocniejsze. Powoduje to uwalniana przy okazji treningu serotonina, hormon szczęścia. O nim/niej (?) porozmawiamy przy innej okazji. Niemniej zapamiętaj – MAŁO CO daje taką satysfakcję jak dobrze zrobiony trening. Że tak to ujmę “lajk nie podskoczy” 😀

Niebezpieczne Selfie

Z pewnością znasz ludzi, którzy z każdego treningu wracają z kolekcją 20 fotek. Ja w sumie też do nich należę ale odkąd mocniej wniknąłem w chemiczny świat swojego organizmu ustaliłem pewną zasadę. Zasada ta brzmi – ŻADNYCH FOTEK PRZED treningiem.

Jeśli dobrze przeczytałeś poprzednią sekcję to zapewne już się domyślasz dlaczego taka zasada.

Otóż jak pewnie wiesz, żyjemy w czasach gdzie człowiek jest atakowany “szybką gratyfikacją” za byle co. Wrzucasz fotkę i jeb, 10 lajków. Mózg się cieszy. Ty odczuwasz satysfakcję. Głód amleje. Znów – robisz wpis, wrzucasz status o treningu i bach, nim jeszcze zdążyłeś gdzieś wyjść dostajesz bombę “opiato-podobną” bo ktoś Ci polubił, ktoś Ci skomentował, ktoś Ci spropsował.

Głód maleje.

Pojawia się frustracja. Bo Twój mózg jest atakowany chemią, która mówi mu, że już dostałeś “nagrodę” za ten trening, ale racjonalne myślenie sugeruje, że przecież jeszcze go nie zrobiłeś i prawdziwą nagrodę (w postaci zdrowia, formy itd.) dostaniesz dopiero po…

Niestety oddająć się Social Mediom zepsułeś w sobie siłę pożądania, zmniejszyłeś apetyt na trening… bo przez kolejne lajki, serduszka, komentarze Twój opioidowy jest non stop zaspakajany i zostaje go naprawdę mało na coś, an co trzeba poczekać. Organizm staje się niecierpliwy, Ty odruchowo wchodzisz w tryb coraz częstszego szukania szybkiej satysfakcji i ostatecznie tracisz motywację.

A warto wiedzieć, że takie ciągłe bycie bombardowanym “satysfakcja” też męczy. A to zmęczenie dodatkowo potęguje poczucie frustracji. Ba. Wiesz, że sam sygnał, że jest nowe powiadomienie POTĘGUJE wytwarzanie dopaminy? Bo organizm już wie, już czuje, że nagroda przyszła! Nie wie jeszcze jaka ale już słyszy ten upojny dźwięk z Instagrama…. (dla ciekawych polecam poczytać o psie pavlova i odruchach)

Więzień

Na koniec dnia pełnego social mediowej aktywności jesteś bombardowany i jednocześnie nakręcany “na więcej”. Masz dość a tak naprawdę po drodze NIC wybitnego ani profitowego nie zrobiłeś. Niemniej jesteś zmęczony. Zmęczony, sfrustrowany, z masą nic nie zmieniających w Twoim życiu lajków i serduszek…. i pytaniami, czemu mi się nie chce?

I lecisz na fora. Lecisz na blogi. Lecisz do znajomych pytając jak to robią, że im się chce. Nie przyjdzie Ci do głowy, że jesteś w pętli. Że tak naprawdę to masz w sobie całą tą potrzebną motywację tylko nieświadomie ją zabijasz… pierdołami.

Niewinną focią. Niewinnym wpisem. Niewinnym powiadomieniem o nowej wiadomości itp. itd.

Jak sobie poradzić?

Ostatnio zauważyłem, że kilku znajomych chwaliło się, że nie odbierają telefonów. Bo to oni decydują kiedy mają czas na rozmowę a nie ten, kto dzwoni. To wbrew pozorom nie jest takie głupie. Pozbycie się wszelkiego rodzaju powiadomień na tydzień dwa potrafią mocno namieszać w naszej codzienności.

Gorąco polecam spróbować. Pozbądź się wszystkiego (czego możesz bez straty pracy :P) co przez cały dzień odwraca Twoją uwagę od tego co najważniejsze. Wyłącz wszystkie powiadomienia, plakietki, dźwięki itd.

  1. Wyłącz powiadomienia o nowych komentarzach na Facebooku, Instagramie itd.
  2. PRZESTAŃ pisać o treningu w jakiekolwiek innej formie niż podsumowanie “po”. Żadnego “dziś zamierzam” “dziś w planie”. Żadnego “stylówa na dzisiaj” albo “które buty lepsze” (lol).
  3. LICZ i zwracaj uwagę na wszystkie swoje aktywności social mediowe. Ile razy dziennie coś postujesz, gdzie i po co (ale tak serio, spytaj się PO CO wrzucasz ten wpis).
  4. Zwracaj uwagę SKĄD przychodzą do Ciebie informacje i jak na nie reagujesz.
  5. Utwórz sobie listę VIP w telefonie i zablokuj sygnał przychodzących od wszystkich innych

Wszytko to ma na celu odsianie SZUMU, który wprowadza Cię w nieustanną pogoń dopaminową za satysfakcją. Musisz rozumieć, że ta rządza będzie zawsze silniejsza niż “to co dostniesz” (na tym polega nałóg) a niestety te sprawy, które dają nam najwięcej wymagają też od nas najwięcej poświęcenia i jednocześnie w krótkim czasie dają stosunkowo mało “gratyfikacji” przez co często są zagłuszane przez kolejny dźwięk..

że ktoś właśnie polubił fotkę z Twojego treningu…

którego jescze nie zrobiłeś…

i na który już nie masz ochoty…

PRZECZYTAJ KONIECZNIE:

A jeśli któryś wpis Ci się spodoba – POMÓŻ mi i udostępnij go dalej!

Fotka tytułowa to screenshot pochodzący z filmu “Hua Shan plank walk – Harness?”.

3 KOMENTARZE

  1. Ważne, selfiki i powiadomienia to tylko jedna z wielu natychmiastowych gratyfikacji, które nas rozleniwiają. Wszelkiego rodzaju gry, które dają nam punkty, rosną nam roślinki na farmie czy zdobywamy kolejne nic nie znaczące poziomy również są zabójcami dla naszego napędu.

Dodaj komentarz