Plażowa sylwetka w 30 dni!

9
659

Zabierałem się do tego tekstu już od jakiegoś czasu. Lato jednak coraz bliżej, siłownie pełne w Poniedziałki po 17, myślę czas, żeby przegadać temat magicznego “robienia się” w 30 czy więcej dni.

Nie przytyłeś w 30 dni

Najprostsza prawda jest następująca – nie przytyłeś w 30 dni to i nie zrobisz się w 30 dni. Jednym z pierwszych wpisów na Fitbacku był wpis dotyczący trenera fitness, który by zrozumieć lepiej swoich podopiecznych postanowił doprowadzić swoje ciało do ich “stanu” a potem wrócić do pierwotnej sylwetki. Drew Manning – bo o nim mowa – był człowiekiem od zawsze zdrowym, fit, ripped czy jak go tam sobie chcecie opisać. Facet miał budowę “marzenie” (dla wielu), żył od małego przystosowany do zdrowego odżywiania i nawyków. Był – można by rzec – podręcznikowym przykładem jak bardzo FIT można żyć.  Ten człowiek postanowił podjąć walkę i uwaga.

  • TYCIE zajęło mu 26 tygodni
  • CHUDNIĘCIE zajęło mu drugie 26 tygodni

Mówimy o człowieku, który był przesiąknięty fitnessem. Jeśli taki człowiek startując z TWOJEJ POZYCJI ale mając wszystko, doświadczenie, wiedzę dokładną co jeść, kiedy jeść, jak ćwiczyć, ile ćwiczyć, jak się regenerować, jak podnosić sobie poprzeczkę itd. Jeśli JEMU zajęło to pół roku… jakim cudem Ty chcesz PO LATACH zapuszczania bebzola zrobić się w miesiąc? ten facet miał WSZYSTKO czego można chcieć  żeby schudnąć. On miał pełen komplet, żył tym i w zasadzie mógł się temu poświęcić w całości. Mimo to zajęło mu to pół roku… 26 tygodni.. to jest 182 dni. A Ty chcesz w 30.

I w sumie nie ma się czemu dziwić, czemu miałbyś nie chcieć? Problem w tym, że..

Jesteś oszukiwany?

Gdzie nie spojrzysz tam wiszą informacje o tym, jak to możesz zrobić sześciopak pijąc “tylko piwo”. Jak to możesz wpieprzać jak łoś fastfoody (taaak, mówcie sobie, że burgerownie to nie fastfoody bo są drogie i długo się czeka…) i mieć sylwetkę jak gość z okładki. Wszystko  po to, żebyś kupił to co Ci dają.

Człowieku, ten facet na okładce NIE MA takiej sylwetki jak facet na okładce. Czujesz? A jeśli miał, to przez kilka minut, w trakcie których spinał się całym sobą i dla tych kilku minut spompował się żeby wyskoczyła żyłka i może nawet nie pił nic od 2 dni .. Ze wszystkich stron atakują nas systemy treningowe – pozdrawiamy Insanity – które oferują nie wiadomo co, w mega krótkim czasie. Siłownie, które atakują nas zapewnieniami i obiecankami mega ciał w miesiąc, dwa. To nie o to chodzi, że takie ciało jest nieosiągalne. Jest osiągalne. Dla nielicznych, którzy mogą poświęcić więcej życia na to, owszem. Mówię o tym jednak bo to jest to, co Tobie się sprzedaje jako wizja, którą TY masz niby osiągnąć. I to jeszcze…

..przed wakacjami.

Prawo rynku – błędne koło

Sytuacja jest naprawdę ciężka. Przede wszystkim dlatego, że wszyscy wszystkich okłamują, wszyscy wymagają mega efektów a Ci, którzy rozumieją jak to tak naprawdę działa boją się mówić prawdy bo nie wiedzą jak zachowa się…..klient. Bo tym jesteś. Klientem. I masz kupić usługę. Czy to magazyn, czy to karnet, czy pojedynczy trening. I co wybierzesz?

  • Zmień się z nami w rok
  • ABS w 30 dni!

Ty jako Fitbackowicz może się zawahasz, może nawet weźmiesz pierwszą. Ale reszta? Kluby nie mają łatwego życia a w połączeniu z mediami sami sobie nakręcają taki stan rzeczy. Wmawia się społeczeństwu możliwość super efektów w niesamowicie krótkim czasie. Wszyscy kuszą czasem. Wszyscy. Jeśli pojawi się zaraz jakiś klub, który zaoferuje efekty w rok albo i więcej, to kto do niego pójdzie? Nie ma lekko. Próba bycia tym jednym “dobrym i szczerym” to nie lada wyzwanie i póki co mało kto się go podejmuje. Widziałem, że są kluby, które robią wyzwania kilkumiesięczne dla klubowiczów – szacun za to bo to jest to, co pokazuje “czas”.  Chwilę potem czar prysł jak zobaczyłem ulotkę reklamową tego samego klubu a tam magiczne “zmień się w miesiąc”. Mówią “hate the game not the player”. A ja mówię – wygra ten gracz, który będzie “game changerem”. Zobaczycie.

Trenerzy personalni mają nieco łatwiej

Oni sprzedają swoją usługę bardzo szybko. Często wystarczy na nich spojrzeć i wiesz, że chcesz/lub nie, z nich skorzystać. Jak już Cię mają to mogą z Togą pogadać, rozpisać plan i co trening pokazywać jak się zmieniasz, gdzie się zmieniasz, co dalej, opowiadać o przyszłości itd. Oni mogą Ci pomóc przetrwać to, że efekty nie są natychmiastowe. Oni nie dadzą Ci pomyśleć “to nie działa”. bo nie ma efektów od razu. Znają i rozumieją program, który Ci ułożyli, wiedzą (mniej więcej) jakich efektów się spodziewa i za rączkę Cię prowadzą przez całą tę przemianę. Tak długo oczywiście, jak będziesz chciał z tego korzystać.

Oni też w odróżnieniu od klubów mają większa korzyść z tego, że Ci się uda bo jesteś ich wizytówką. Przejrzyj Facebooka i zerknij ilu trenerów chwali się swoimi podopiecznymi. A teraz rzuć okiem na kluby. Czy one w ogóle wiedzą, kto jest a kto nie jest ich klientem? Kluby nie są złe. Nie mówię tego. Mówię jednak, że one mają w celu wciągnięcie Cię do siebie i przetrzymanie jak najdłużej… a paradoksalnie by to zrobić przeważnie sprzedają Ci marzenia o szybkich efektach.

Co więcej w moim mniemaniu to właśnie to marzenie o szybkich efektach jest najczęstszym powodem demotywacji. No bo skoro miały być, a ich nie ma, to po co to ciągnąć?

Klucz do sukcesu

Jest w Tobie. Kluczem do sukcesu jesteś Ty sam. To co miał Drew a czego nie masz Ty to to, że on był swoim własnym trenerem personalnym. On wiedział kiedy powiedzieć sobie ‘nie przejmuj się, efekty przyjdą z czasem, wiesz jak to działa’ i cisnął dalej. Jeśli przyjrzysz się jego historii i wpisom, które publikował na blogu to zobaczysz, ze też miał swoje słabsze momenty. Też miał chwile zwątpienia. Pomagało mu jednak to, że w głębi w środku dokładnie wiedział, że wszystko wymaga czasu i nie można się załamywać. Co więcej, często jest tak, że przez 2/3 ustalonego czasu na “osiągnięcie celu” (np pół roku) efekty są tylko delikatnie zauważalne dla nas samych i dopiero na koniec robi się boom i nagle wszystko zaczyna wyglądać tak jak chcemy.

Także tak. Kluczem do sukcesu jesteś Ty i Twoje prawidłowe nastawienie. W pokerze na pewnym etapie gracze poznają coś takiego jak “mindset”. Czyli praca nad dym, jak działamy, jak się zachowujemy, jak reagujemy na różne sytuacje/bodźce. Jak się nastawiamy na robienie “swojego” kiedy wszystko idzie nie tak. W pracy nad swoim zdrowiem czy lepszą wizualnie budową, sprawnością –  również niesamowicie ważne jest to jak się do niego przygotujemy mentalnie. Czy będziesz potrafił podnieść głowę jak po miesiącu prób nadal 20 minut biegu to będzie dla Ciebie koszmar? Czy będziesz potrafił odmówić sobie tego drugiego i trzeciego piwa po “ciężkim dniu” bo przecież “zasłużyłeś”? Czy wreszcie, będziesz potrafił jeść tak jak zaplanowałeś, wylewać siódme poty mimo, że efektów nie ma w te magiczne 30 dni?

Czy rozumiesz, że Twój organizm niszczyłeś/zapuszczałeś znacznie więcej i teraz musisz mu oddać równie dużo by to naprawić?
Jeśli tak, to jesteś na najlepszej drodze do sukcesu.

Sylwetka na Lata nie na Lato

I jeszcze takie posłowie. Żyjemy w kraju, w którym sezon plażowy trwa dosłownie kilka tygodni. W skali całego roku to jest nic. Ta plażowa sylwetka to nic innego jak produkt reklamowy, który przyjechał do nas z rejonów, w których lato trwa znacznie dłużej… Twoje życie to coś więcej niż te kilka momentów na plaży. ABS przebijający w grudniowy dzień przez ciepły sweter robi większe wrażenie niż Twoja półnaga sylwetka na plaży w Świnoujściu 🙂 Życie nie ma sezonów (zima na masę, wiosna na rzeźbę, lato na docinkę, jesień na regenerację). Cały czas walczymy o to jedno sprawne i zdrowe ciało, które ma nam zapewnić długie szczęśliwe lata.

A skoro nie walczysz o poprawę na miesiąc czy dwa w roku tylko ana całe życie… to daj sobie na to odpowiednio więcej czasu.

P.S. Na zakończenie 4 punkty dla tych, którzy lubią czepiać się szczegółów 🙂

  1. Nie twierdzę, ze nie da się osiągnąć “jakichś” efektów w 28-30 czy więcej dni. Jasne, że miesiąc czasu to dużo na to, żeby “coś się zmieniło”.
  2. Tak zdarzają się takie genetyczne ewenementy, gdzie ludzie przy minimalnym wysiłku mają super ciała, bardzo fajną przemianę materii i w ogóle są super. Ekstra. Wzoruj się na nich, to dużo da 🙂
  3. Jasne, można iść na skróty i sięgnąć po chemię. Ale organizm Ci tego nie zapomni i kiedyś za to zapłacisz.
  4. Nie jestem antyMH. To zdjęcie zrobiłem sam a więc jak widać czytuję (w tym jest tam najnowszy numer). Nie wszystko jednak traktuję tam poważnie a w zasadzie do większości trzymam dystans.

Jak udowodnili naukowcy z Uniwersytetu z Michigan trzymanie dystansu do magazynów fitnessowych jest bardzo zdrowe i rośnie od niego biceps.

9 KOMENTARZE

  1. Bardzo fajny tekst, całego bloga zresztą chętnie czytam 🙂
    Co do programów treningowych typu Insanity (sama robiłam), Focus t24 czy p90x, sądzę, że one jak najbardziej są w stanie przynieść poządane efekty, z tym że patrząc na ludzi występujących w tych filmach, musimy mieć świadomość, że mamy przed sobą grupę testową, która ukończyła program w 100% zgodnie z rozpiską (na co zwykły zjadacz chleba rzadko kiedy ma czas) i która jadła (i piła, w tym również suplementy) dokładnie to, co podsuwali im twórcy programu. Zgłaszając się do programu, masz zapewnione jedzenie i nie wolno Ci jeść nic innego. Nie dziwi mnie więc, że przy zbilansowanej diecie i intensywnym wysiłku efekty widoczne są tak szybko.
    Co do braku widoczności postępów – swoich nie zauważałam, dopóki koleżanka z pracy, którą nota bene widuję codzienie, nie powiedziała pewnego razu, że zrobiłam się “cienka”. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że ciało zaczęło się zmieniać. Podsumowując, to że my czasami nie widzimy od razu efektów, wcale nie znaczy, że ich nie ma :).

  2. Moim zdaniem, te chwytliwe tytuły mogą zachęcić osoby otyłe czy zaniedbane (zwał jak zwał) do kupienia pierwszego numeru gazety. I to będzie pierwszy krok do przeczytania, zrozumienia i rozpoczęcia pracy nad sobą. Większość osób czyta potem MH wiedząc, że to co piszą na okładce nie pokrywa się za bardzo z rzeczywistością 😉
    Chyba wolę, żeby chwytliwy nagłówek zachęcił kogoś do sięgnięcia po MH, niż miałaby taka osoba w ogóle nie podejmować pracy nad sobą.

  3. Od kilku miesięcy ćwiczę w boxie Crossfit Mokotów. Jako że trwają właśnie zawody Open 2014, to ma się zapędy żeby się sprawdzić, zapominając przy tym co znaczy słowo technika. Na jednym z ostatnich treningów trener przypomniał wszystkim że głównym celem treningów jest budowanie naszej ogólnej sprawności, cała otoczka przyjdzie z czasem. Do tego skutecznie jest studzony zapał osób początkujących (takich jak ja) do chwytania się za duże ciężary. Tak więc na początku zajęcia techniczne, rurka PCV, a z czasem sztanga i ciężary.
    Podsumowując myślę że właśnie boxy walczą z mentalnością, zrobię rzeźbę w miesiąc, wychodząc trochę naprzeciw wszystkim sloganom reklamowym siłowni, fitness klubów i gazet typu MH.

  4. […] Z czym też wiąże się wiosna? Ano z nagłym ogarnięciem się ludzi, że niedługo będzie trzeba odsłonić nieco ciała. Co za tym idzie – rozpoczynają się diety. Rozpoczynają się treningi. W najgorszych przypadkach – głodówki ;). Ale ja nie o tym (swoją drogą, Arvind świetnie pewne kwestie opisał tutaj). […]

  5. […] Moja przygoda z blogiem zaczęła się ponad 5 lat temu. Początkowo miała to być forma wspierania mojej własnej walki o odzyskanie formy utraconej przez pracoholizm. Później zacząłem zauważać, że dołączają do mnie inni i w końcu zacząłem spełniać się walcząc o nie tylko swoją formę…ale i Twoją. Taka kolej rzeczy sprawiła, że coraz mocniej zacząłem się zagłębiać w to jak działa Twoja motywacja, czemu nie działa i jakim cudem kiedy tylu wybitnych specjalistów wokół wszyscy wpadają w błędne koło. Koło zwane krótkowzrocznością. Wszyscy chcą TU I TERAZ. W ramach walki z tym błędnym kołem powstał między innymi wpis Plażowa sylwetka w 30 dni! […]

Dodaj komentarz