Pobiegniemy razem

2
122

To w zasadzie już za chwilę, no tak, jutro jakoś, albo pojutrze, zależnie od tego jak tam Ci odpowiada… heh, fajnie co? możesz to dopasować do siebie.. tylko od Ciebie zależy kiedy i o której wyjdziesz. Tylko od Ciebie zależy dokąd pójdziesz. Cokolwiek jednak zdecydujesz, czy w prawo czy w lewo czy w jakieś nieznane tereny czy może pobliski park, w którym od dawna chciałaś i chciałeś pobiegać… w ten weekend, ten “jutrzejszy” weekend zrobisz coś, czego nigdy w życiu nie pożałujesz a kto wie, może będziesz wspominał do końca swoich zdrowych i radosnych dni…

I wiesz co? Zazdroszczę Ci troszkę..

Widzisz, ja generalnie nie wiedziałem nic jak zaczynałem. Wiedziałem, że jak człowiek się spoci to więcej spali (ii jasne), że to dobrze, że się męczę (mhm, ok), że to wina kondycji, techniki i w ogóle a nie np faktu, że ubrałem się jak eskimos a warunki jak na jamajce… nie wiedziałem i nie miałem jak wiedzieć. Co więcej, przez długi czas byłem w tym sam. Próbowałem, nie wychodziło, wracałem do domu i tyle. Co zaczynałem przygodę z bieganiem to kończyła się chwilę później.

Trafił mi się w końcu człowiek, który na tamten moment miał już zdaje się 4 letnie doświadczenie z bieganiem. Jakoś tak odnaleźliśmy zupełnie przypadkiem wspólny język. Zdaje się, że się właśnie przez internet umówiliśmy na wspólne bieganie w Sobieniach gdzie wtedy mieszkałem i prowadziłem “lokalny” fanpage. Spotkaliśmy się więc wieczorem przy “parku”. Nie znałem gościa, pierwszy raz na oczy widziałem. No i biegniemy. Ja ze swoją formą te 7min/km uznawałem za dobry bieg, on z doświadczeniem robił km poniżej 4 minut ale heh, nie przeszkadzało mu moje tempo. Uprzedzałem go wcześniej oczywiście jak to będzie i nie miał nic przeciwko.

No i bieg jak to bieg początkującego. Trochę biegu, mnóstwo mojego narzekania. To mnie bolało, tu miałem kolkę, tak mnie coś ściska, tu mnie stopa rwie. No ale coś tam pobiegaliśmy. Nawet przerwa była i zamiast mnie naciskać dał mi odpocząć a sam porobił pompki (choć tu już mogę mylić biegi). No ale wytrwał. To było dla mnie naprawdę coś. Nie narzekał, dał mi biec wg siebie, rozmawialiśmy a ja na ile mogłem to słuchałem opowieści. W międzyczasie pojawiła się jeszcze jedna osoba ale ta mnie z kolei “wyśmiewała” (a przynajmniej tak się czułem) za wszystkie moje “dodatki i eksperymenty” (od początku testowałem co się dało, buty, wkładki, jakieś pierdupierdu na łydki itd.) a na myśl o zatrzymaniu się na rozciąganie czułem wzrok zabójcy… no ale cóż, nie mogłem wymagać za dużo. Na szczęście Darek był odporny… i wylewny.

W końcu miałem jakiś autorytet w tej dziedzinie, który mimowolnie wprowadzał mnie w ten świat. Opowiadał nieco o tym co “obok”, o książkach, o technice, o tętnie, o pierdołach, które mnie wtedy zupełnie nie obchodziły (na cholerę mi książki, jak ja po 15 minutach umieram? :D) ale które sprawiały, że człowiek zaczynał zauważać w tym wszystkim jakąś głębszą myśl. Że to nie jest po prostu wysiłek fizyczny w którym wszystko opiera się na ciele, mięśniach, stawach itd. Że to jednak wymaga pomyślunku, nastawienia, przygotowania itd. Co za tym wszystkim idzie – że nie warto się poddawać z powodu np braku sił czy komfortu bo za tym stoi coś więcej i bardzo, ale to bardzo chcesz się dowiedzieć co.

Owszem. To ja Darka namówiłem na jego pierwszy maraton na “spontanie”. I przyznam, ja wtedy miałem na liczniku może ze 100km “życiowo” on pewnie z kilka tysięcy… tyle, że tu u mnie obudził się wojownik, który uznał, że tak nie może być, że on jeszcze maratonu nie przebiegł. Serio, nie mogłem znieść myśli, że go ambicja nie pocisnęła do tego, żeby mieć już zaliczony maraton 🙂 No jak tak można, tyle lat biegać i nie przebiec maratonu? .. no tak, dziś to rozumiem, wtedy NA SZCZĘŚCIE nie rozumiałem 🙂 I tak od słowa do słowa w barze i…przebiegliśmy maraton w 6 godzin. Z przerwami, na głupa, ale zupełnie spontanicznie.

Spontaniczny Maraton z Darkiem Kabulskim.
Spontaniczny Maraton z Darkiem Kabulskim.

To było wielkie przeżycie chyba i dla mnie i dla niego. Jeden nakręcał drugiego i choć to Darek miał to doświadczenie to wydaje mi się, że udało nam się tylko dzięki właśnie tej współpracy. On dał nam tempo, utrzymywanie “logiki” biegu itp. ja dałem nam ciśnienie, że się uda.

buda
Półmaraton w Budapeszcie

Żaden z nas myślę tego biegu by nie ukończył w pojedynkę. Nie wtedy i nie w taki sposób. Później pojawił się temat Maratonu Warszawskiego ale tu już obaj wiedzieliśmy, że to jest wyzwanie na zasadzie “teraz pokaż jak potrafisz się przygotować”. Tu już nasze drogi się rozeszły ale regularnie wracaliśmy do omawiania tego co u kogo (tzn ja opowiadałem bo Darek się wtedy rozkręcał w pracy i pochłonęła go korporacja.. co ciekawe, dziś nadal w niej pracuje i nawet rozkręca drużynę biegową! W tym miejscu pozdrawiam Groupon Polska). No i tak, czas płynął, ja się wziąłem za przygotowania do Maratonu a przy okazji nawet wyciągnąłem Darka do Budapesztu (gdzie zaliczył również swój pierwszy zagraniczny bieg).

a to ja styrany po maratonie spontanie :)
a to ja styrany po maratonie spontanie 🙂

I widzisz, ja mam zapisy swoich pierwszych biegów z roku 2011. Ba, widzieliście je w poprzednim wpisie na obrazku. Tak, urwał się wykres bo po kilku biegach choć coś tam się klarowało to nadal ani nie miał to większego sensu ani ja nie miałem zbytniej motywacji by to złożyć do kupy i ciągnąć dalej. Na szczęście czasem wystarczy trafić na odpowiednia osobę i dostajemy kopa, który zdecydowanie wystarczy an rozpęd 🙂

Bo człowiek potrzebuje celu. I człowiek potrzebuje ludzi.
O celu pisałem Wam już tutaj. O ludziach opowiem Wam teraz.

W ten najbliższy weekend będziecie mieli okazję nie tylko wkroczyć w świat biegania ale i będziecie mogli to zrobić w gronie innych osób. Po powrocie do domu obojętnie od tego jak Wam pójdzie, na Wasze wrażenia, opis tego co czuliście, co myśleliście i widzieli będzie czekało blisko 3000 Fitbackowiczów. Ja nie mogę już wytrzymać myśląc o tym, że jutro przez 10-20 minut zaczniecie proces poprawiania swojego życia. Nie mogę wytrzymać do momentu, w którym ktoś napisze “NIENAWIDZĘ CIĘ! Ja chcę jeszcze!” (pozdrawiam tych, którzy brali udział w Insanity! :D).

Wasz pierwszy kilometr zaczął się tu, wśród “swoich” i będzie mogli go zakończyć również wśród swoich. Nikt z Was nie będzie biegł sam. I ja kurde, zazdroszczę Wam tego jak sto piędziesiąt. Że już od pierwszego wyjścia będziecie otoczeni biegowym światem i ludźmi z nim związanymi. Czy będziecie biegli w Poznaniu, w Krakowie czy w Piwoninie, będziecie biegli razem. To będzie Wasze osiągnięcie, osobiste spotkanie z bieganiem, ale to będzie nasza wspólna przygoda.

To jest coś niesamowitego i mam nadzieję, że to rozumiecie i docenicie tym bardziej swój wysiłek w ten weekend. Jeśli biegniecie jeszcze do tego z jednym z naszych ambasadorów to dopilnujcie, by wiedział jak Wam się podobało. Podziękujcie mu za trud włożony w zebranie Was do kupy i dajcie mu znać, kiedy planujecie Wasz następny bieg by mógł sprawdzić, czy na pewno na niego pójdziecie 🙂

P.S. Wpisujcie w komentarzach w jakim mieście biegniecie. Może akurat ktoś szuka kogoś do wspólnego startu w ten weekend!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułIch pierwszy kilometr #2
Następny artykułSam na sam
Zdjęcie profilowe Arvind Juneja
Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

2 KOMENTARZE

  1. Świetny tekst, zaskoczyłeś mnie 🙂 nie sądziłem, że miałem taki wpływ na Twoje bieganie, ale prawda jest taka, że gdyby nie ja… to też byś tak biegał, hardkor 🙂 sytuacja szybko się odwróciła i to Ty byłeś tym, który namawiał na treningi 🙂
    pzdr

  2. Wpisujcie miasta:
    Warszawa!!!!jedenjedenoneone :))

    A tak na poważnie – fajny tekst, daje do myślenia i uważam, że warto propagować właśnie ten element ludzki wśród osób zaczynających przygodę z bieganiem, bo często odnoszę wrażenie, że wielu ludzi chce ale nie wie jak, a ponieważ nie mają wsparcia to szybko rezygnują. I nie musi to być nawet wsparcie face-to-face na każdym treningu, bo niektórzy (jak np. ja) lubią biegać samemu (jak biegam z muzyką to jestem mało towarzyski po prostu :P). Ale świadomość tego, że jest ktoś kto nas wesprze, pomoże, wytłumaczy i uzupełni luki w zakresie merytorycznym jest nieoceniona. Warto mieć takiego “swojego Darka” 🙂 A ponieważ to działa łańcuchowo to Ty miałeś Darka jako wsparcie, ja miałem Ciebie na biegu PW 2012, a teraz mam nadzieję, że sam będę mógł kogoś “wprowadzić” w ten świat 🙂

Dodaj komentarz