Słuchawki sportowe z Tesco [aktualizacja]

15
318

O znaczeniu muzyki w treningu pisałem już kilka razy. O ile nadal trzymam się tego, że sugerowanie czego ktoś powinien słuchać w trakcie biegu jest błędem (czemu? przeczytaj tutaj) o tyle dzielenie się opinią na temat sprzętu do słuchania muzyki jest już zupełnie inną historią. Testów jednak u nas za dużo nie ma więc ten – zorganizowany przy współpracy z TESCO – jest dla mnie nieco poligonem doświadczalnym i będę wdzięczny za Wasze opinie co mogę zmienić/dodać/poprawić na przyszłość.

Najpierw to co najpierw

Na koniec wpisu zaserwuję Wam konkurs/zabawę, w której do zgarnięcia będą opisywane słuchawki. Uwaga, to nie będzie konkurs na lajki 🙂 Zanim jednak przejdę do samego testu to chciałbym opowiedzieć Wam o promocji, w związku z którą w ogóle mam możliwość przeprowadzenia tego testu. Pamiętacie zeszłoroczną zabawę “Na trening z Tesco“?. W tym roku podobnie hipermarket przygotował promocję, która dotyka sportowej części społeczeństwa i oferuje słuchawki (oraz głośnik) z 70% rabatem! Jak? Mniej więcej tak jak ostatnio – trzeba zbierać znaczki. A raczej – robisz zakupy jak zwykle tylko za każde 20 zł zbierasz znaczek.

zasady

Znaczki możecie zbierać jeszcze do 24.09.2014 . W ofercie poza słuchawkami znajdziecie jeszcze duże słuchawki nauszne i głośnik przenośny (np do smartphone’a, fajna opcja na trening w piwnicy….)

Jakie powinny być sportowe słuchawki?

_MG_1843

Sekcja, którą powtórzę pewnie jeszcze w wielu wpisach o słuchawkach. Chciałbym jednak, żeby to było jasne. Nie będę omawiał tych słuchawek w ten sam sposób, w jaki omawiałbym słuchawki do grania w gry czy słuchawek do odsłuchu starych winyli czy też do produkcji własnych bitów. W słuchawkach sportowych w wielkim uproszczeniu moje priorytety są następujące:

  1. Komfort
  2. Jakość
  3. Dźwięk
  4. Cena

Dlaczego tak? Bo w nosie mam słuchawki, które dają ultra czysty dźwięk o z audofilskim pasmem do 40 kHz jeśli w trakcie biegu będę musiał co chwilę je poprawiac, będą mnie uwierały albo wyskakiwały jak ucho zapełni się potem. Sama jakość idzie trochę w parze z komfortem ale miałem kiedyś słuchawki, na które patrzeć się nie dało a jednak użytkowanie było super. Co do ceny… nie, nie mam grubego portfela. Po prostu nie widzę sensu rozpatrywania ceny kiedy nie wiem czy dany model mnie w ogóle interesuje. Jeśli pierwsze 3 punkty się sprawdzą to 4 będzie formalnością. Słuchawki to coś co kupione raz a dobrze powinno starczać na ok 2-3 lata intensywnego mocnego używania zanim będą wyglądały jakby bawił się nimi pies 😉

No to sprawdźmy jak w tej kolejności radzą sobie te słuchawki

Komfort

“Zausznik” – Miałem ogromną wątpliwość, czy takie słuchawki są dla mnie. Nie lubię mieć niczego “zbędnego” na głowie. Jak muszę biegać z goferem (taka żarówa na czole) to muszę zagryzać zęby. W przypadku słuchawek hmm “nasuwanych” na ucho jest multum małych rzeczy, które mogą nas uwierać albo po prostu przeszkadzać czy też mieć “zły rozmiar”. Osobiście uznaję się za osobę z “dużymi uszami” 🙂 W przypadku tych słuchawek problemu nie było. Są one dość giętkie co mogłoby sprawiać mylne wrażenie “taniości” a to chyba po prostu dobrze przemyślany sposób na to, żeby były na tyle giętkie, że nie ma miejsca, w których by mnie uwierały. Zaznaczam “mnie” bo wiadomo, ktoś inny może mieć inaczej. Niemniej nigdy nie kupiłem takich słuchawek właśnie w to uwieranie a tu po ok 10 minutach biegu zapomniałem, że mam słuchawki testować bo po prostu były na uchu i ich nie czułem.

_MG_1811

Co jest ciekawe, zausznik można zsunąć… ale to nie dla mnie, denerwowałoby mnie, że tam coś wisi.

_MG_1851

“Wuszniki” – hehehe no nie wiedziałem jak to nazwać, słuchawki w sumie, te małe okrągłe elementy, które wchodzą w ucho. To od nich tak naprawdę zależy jak będzie brzmiał dźwięk, od nich zależy ile poza tym dźwiękiem do nas dotrze (czyli jak dobrze izolują) z zewnątrz i od nich też zależy, co się zacznie dziać jak w uchu zrobi się mokro.. choćby od deszczu.

_MG_1830

W moim odczuciu sytuacja jest następująca – o ile dla jakości wpadających dźwięków izolacja jest zbawienna, o tyle na dworze i w sporcie ogólnie nie powinniśmy jej mieć za dużo z dwóch powodów:

  1. Zbyt dużą izolacja to niebezpieczeństwo, że czegoś nie usłyszysz.
  2. Izolacja to też powód, dla którego słuchawki są wyrzucane z uszu 🙂 Jak Ci się ucho napoci to tenże pot z tymi ściśle przylegającymi gumkami ze sobą przestają dobrze współgrać. Producenci słuchawek radzą sobie z tym w ten sposób, że tworzą jeszcze taki kanalik, który może trochę tego potu pomieścić żeby wydłużyć czas, przez który słuchawki utrzymają się w uchu.

W przypadku tych słuchawek izolacja jest całkiem spora (nie jest to górna półka słuchawek dousznych ale trzeba przyznać, że wycisza dosyć solidnie). Słuchawki mają jednak “miejsce” na ewentualny pocik (fotka) i starając się ję wyrzucić z ucha potem biegiem po 4:00 min/km (który mnie osobiście zalewa strugami zmęczenia) nie udało się 😉 to duży plus. Na zdjęciu niżej widać słuchawkę bez gumki. Jak widzicie ten kanalik ma “siateczkę”, potem jest “przestrzeń” i mała dziurka, przez którą w słuchawkach wydobywa się dźwięk.

_MG_1838

_MG_1841

Jakość

“Kabel” –  kabelek jest czymś na pograniczu jakości i komfortu bo im cieńszy tym lżejszy i bardziej się miota w trakcie biegu a z kolei zbyt krótki ogranicza nam ruchy. W przypadku tych słuchawek grubość kabla jest prawie identyczna z tym, który mam w słuchawkach przekraczających ceną 200 zł. A długość kabla wynosi ok 1,5 metra.

_MG_1827

Wtyczka solidna, nie wygina się i nie łamie. Nie sprawia wrażenia, jakby się miała zaraz “naderwać’ co ma regularnie miejsce w tanich słuchawkach.

_MG_1819

Dźwięk

No i teraz przechodzimy do dość dziwnego miejsca… dziwnego bo dźwięk w tych słuchawkach jest hmm nietypowy. Na fotkach Wam tego nie pokażę bo i nie mam jak 🙂 Ale spróbujcie sobie zwizualizować Equalizer winampa i wyobraźcie sobie, że niskie i wysokie tony “obniżacie” suwakami w dół a średnie tony dajecie nieco wyżej. W efekcie słyszycie znacznie wyraźniej “wokal” a cała reszta stanowi raczej jednolite tło bez wyraźnie wybijających się basów i sopranów.

Dokładniej tego nie opiszę. Wydaje mi się, że jak pierwszy raz coś przez nie usłyszycie to dokładnie zrozumiecie o co mi chodzi 🙂

Mam mieszane uczucia mocno ze względu na to, że jeśli ktoś słucha np czegoś jak dubstep to może się zdziwić. Ja ostatnio do biegania używam nowej płyty Eda Sheerana a tam wokal jest dosyć istotny i w to mi graj 🙂 w zasadzie wyraźniej słyszę słowa niż w swoich codziennych słuchawkach. Jeśli mam być zupełnie szczery to jakość dźwięku gdybym miał oceniać miarą “słuchania w domu” byłaby w okolicach 3,5 na 6. W trakcie biegu po 10-20 minutach byłem już przyzwyczajony i nawet przestałem się nad tym zastanawiać także dałbym wtedy 0,5 punktu więcej i ostatecznie 4/6.

Cena

cenadwa

Według ulotki Tesco wartość rynkowa tych słuchawek to 99 zł. W trwającej promocji raptem 29 zł!! Za taką cenę to brałbym w ciemno a po jedno razowym użyciu brałbym drugi raz. Dodam tez, że w sklepie są dwie wersje kolorystyczne.

Werdykt końcowy i konkurs!

Werdykt mam następujący -> Słuchawki warte swojej ceny i to nie tylko tej z promocji. Z mojego doświadczenia wynika, że różnica w “dźwięku” zaczyna się w słuchawkach na poziomie 160-200 zł i wzwyż. Wszystko niżej walczy ze sobą komfortem i te słuchawki naprawdę dają radę. Szczególnie, że dla mnie to jedne z nielicznych, które mając “zausznik” nie uwierają mnie wcale i bardzo szybko pozwalają o sobie zapomnieć co jest w sumie najważniejsze w słuchawkach sportowych.

W komentarzu do tego wpisu wrzuć linka (youtube) do utworu, z którym wiąże się jakaś Twoja życiowa (nie koniecznie sportowa choć byłoby super) historia a następnie ją opisz. Chodzi o sytuację, w której muzyka nadała jej jakiegoś dodatkowego znaczenia czy “rozmiaru”. Jeśli czytając i słuchając “poczuję” to co opisujesz… wygrywasz 🙂

Proste?

  1. Komentarze bez opisu (a tylko z filmem/muzyką) nie biorą udziału w zabawie
  2. Nie powiem co sie “liczy”. Chcę to po prostu poczuć 🙂
  3. Najchętniej nagrodziłbym wszystkich ale nie mam jak.
  4. Mam do rozdania 2 pary. Pierwszą wybiorę sam, drugą mi pomożecie. Jak? Powiem Wam w tygodniu 🙂
  5. Czas trwania zabawy (czyli czas, w którym możecie zgłaszać swoje propozycje – 24 września (czyli ten sam dzień, kiedy będą rozdawane ostatnie znaczki).

Lecimy? TO GO GO GO!

WYNIKI

Dziękuję wszystkim za udział w zabawie! Po długich przemyśleniach wybrałem: “mysza” i “adriank1410″ choć blisko było jeszcze z Weną i Android Prom 🙂 Trudna sytuacja ale decyzja podjęta. Myszę i Adriana proszę o kontakt na fanpage’u Fitbacku z podaniem swoich danych teleadresowych. Dzięki i do zoba w następnym konkursie!

15 KOMENTARZE

  1. Nie liczę na nagrodę, ale chciałbym polecić kawałek VNM – Podziemie. Jest to kawałek z 10. z kolei albumu VNM-a, ale dopiero pierwszego, który udało mu się wydać oficjalnie. Słychać tu moc i słuszną pewność siebie – “karmił mnie gniew by ich zabijać na necie, więc moja ambicja nigdy nie była na diecie”. V pokazuje, że marzenia się same nie spełniają, potrzeba dużo ciężkiej i mozolnej pracy – jednak warto zacisnąć zęby i przeć do przodu. Mega bit, niesamowite umiejętności VNM-a… Z tym kawałkiem w uszach zawsze udaje mi się przebiec kilka kółek więcej!

  2. Nie liczę na nagrodę, ale chciałbym polecić kawałek VNM – Podziemie. Jest to kawałek z 10. z kolei albumu VNM-a, ale dopiero pierwszego, który udało mu się wydać oficjalnie. Słychać tu moc i słuszną pewność siebie – “karmił mnie gniew by ich zabijać na necie, więc moja ambicja nigdy nie była na diecie”. V pokazuje, że marzenia się same nie spełniają, potrzeba dużo ciężkiej i mozolnej pracy – jednak warto zacisnąć zęby i przeć do przodu. Mega bit, niesamowite umiejętności VNM-a… Z tym kawałkiem w uszach zawsze udaje mi się przebiec kilka kółek więcej!

  3. http://www.youtube.com/watch?v=mpmLP0CeVrU – zupełnie nie słucham już takiej muzy, ale jak miałem 16 lat i wylądowałem w szpitalu z nieźle pokiereszowaną czaszką to ten i kilka pokrewnych kawałków totalnie utrzymywało mnie przy humorze, odcinało od negatywnego myślenia i dawało powera do tego, żeby jak najszybciej wyzdrowieć. No i pomogło! Można więc powiedzieć, że to mój ‘anthem’ powrotu do zdrowia 😉

  4. Po długim rozbracie ze sportem, pewnego słonecznego poranka stwierdziłem, że czas się wziąć za siebie i pobiegać. A więc odpicowany w sprzęt sportowy wychodzę z domu i zaraz, zaraz nie mam muzy. Powrót do domu szukam mp3 i szukam, nie znalazłem. Na pomoc przyszła siostra i pożyczyła swojego ipoda, na którym akurat miała listę utworów “do biegania”. Myślę git słuchawki w uszy i lecimy do pobliskiego lasu… biegnę moją stałą dawną trasą, w 40 minucie kryzys mam już stawać, aż tu nagle “wjeżdża” https://www.youtube.com/watch?v=1q12MD5Au6g dostałem takiego kopa, że po 5 minutach (długość kawałka) stwierdziłem, że nie wiem gdzie jestem, pamiętam, że powrót do domu zajął mi 2,5 godziny 🙂 warto było… do dzisiaj mi to towarzyszy podczas biegania,uprawiania sportów.

  5. Ode mnie nie będzie jakiejś historii niczym z uczuciopedii, więc chusteczki możecie sobie odpuścić 😛 Chociaż mogłaby być, bo odpowiednia muzyka + bieganie + odpowiedni klimat też (np. wieczór) robią swoje. I nie raz robiły. Ale ja nie o tym. Opowiem tylko, jak znalazłem swojego najlepszego chyba power songa. Runtastic miał taką opcję od dawna, że można wybrać sobie jeden powersong. Nigdy tego nie używałem, bo nie wiedziałem, co na mnie najlepiej działa. Do czasu, aż kiedyś biegłem i zaczęły się już pojawiać nawet te słynne pytania, które na pewno każdy z Was miał, typu “po co ja w ogóle biegam”, “to bez sensu”, “nie dam rady”, “może to czas odpuścić”, czy “to nie dla mnie”. Nie ma co się poddawać, wiadomo. A więc biegnę, ledwo już, psychicznie trochę zgnębiony, że ten bieg akurat idzie tak słabo. Nogi trochę odmawiają posłuszeństwa, w głowie mnóstwo pytań. W tle leci coś, ale tyle o ile, żeby tylko leciało, bo jakoś nawet nie zwracałem na to uwagi. WTEM! David Guetta i jego “Metropolis”. Piosenka, którą znam od dawien dawna, ale nigdy jakoś nie czułem mocnego kopa przy niej. Ale w trakcie biegu było inaczej. Zaczęła lecieć, początkowo nic nie wnosząc, ale jak doszło do dropu, to po prostu jakby ktoś dał mi jakiś zastrzyk z adrenaliną. Nogi aż chciały iść, czuło się taki przypływ mocy. Pobiegłem równo z dropem. Z ledwo ciupającego biegacza stałem się osobą, która już nie musiała się martwić, czy dobiegnie. Nie. Jedyne, o co się martwiłem, to aby zmieścić się (wyrobić) pomiędzy krawężnikami z prędkości 😀 Dosłownie. Ta piosenka dała mi takiego kopa, że aż chciało się biec. Chciało się żyć. Chciało się wszystkiego. Czuło się, że można wszystko. Góry przenosić! 😀 I po tamtym razie właśnie, gdy odkryłem tę piosenkę na nowo, wiem, że najlepiej na mnie działa, gdy potrzebuję mocnego kopniaka w tyłek. Za każdym razem gdy ją słyszę przypomina mi się powyższa historia i nogi aż się rwą. I teraz używam jej zawsze, gdy potrzebuję tego zastrzyku energii, znajomi o tym wiedzą i czasem się śmieją, że może puszczą mi to, gdy akurat nie chce mi się czegoś zrobić, albo gdzieś pójść, bo wiedzą, że to by było na jednej nodze 😀 Bo ciało ciałem, ale wiadomo nie od dziś, że głowa jest tak samo ważna w sporcie 🙂 Eh, jakie to bieganie jest piękne, gdy daje taką wielką motywację do życia 🙂 Może ktoś właśnie takiej potrzebuje, więc liczę na to, że może ta piosenka zadziała na niego tak samo, jak zadziałała na mnie. I pomoże mu kiedyś w ciężkim momencie, tak jak mi. Może nawet w taki sam niespodziewany sposób. Łapcie! https://www.youtube.com/watch?v=YeLc_odK58s

  6. Lipiec 2010, młody gruby, leniwy chłopiec, który chciał schudnąć z nudów stwierdził “posłucham sobie rapu, coś w tym musi, że ktoś tego słucha”. Więc włączyłem sobie stacje i akurat się przytrafiła ów piosenka. Niby nic, ale wpadła w ucho, a zwłaszcza jeden wers “Nie możesz się poddać, nie ma gotowych rozwiązań, na skróty dróg…” I lampka w głowie “w sumie to wcale nie muszę być gruby, wystarczy zapierdalać” no to zacząłem. Biegać codziennie – robić coś czym gardziłem na WF”ie jak niczym innym w życiu. W ciągu 9 lat szkoły ( wtedy gimnazjum ) biegłem na tej lekcji 2 razy. Zawsze na dop’ a bo nauczyciel nie miał serca mi dać jedynki. Początki były tragiczne, zwłaszcza dlatego, że wydawało się czymś nie osiągalnym przebiegnięcie 1 km. Ale wtedy włączała się ta piosnka i sorry winnetou chcesz czy nie obiecałeś sobie schudnąć. I tak z dnia na dzień biegałem i biegałem aż pierwszy raz w życiu przebiegłem 5 KM! ! ! Nie byle co tylko O SICK ! 5 KM ! ! ! Dystans tak dalece nie osiągalny, że wgl byłem w szoku że się da :O Już żadna pogoda była mi nie straszna – grat, deszcz, śnieg – obowiązkowo podkoszulek, krótkie spodenki, adidasy, słuchawki na uszy i ogień. W mej małej mieścinie często słyszałem, że muszę mieć coś z głową że na -10 wychodzę w podkoszulku, ale mi o prostu nie było zimno. Później to już poleciało z górki, biegałem dalej codziennie, po za tym złapałem się za solidne treningi siłowe, zainteresowałem się dietetyką i dziś 4 lata później do sylwetki fitnessa mi daleko bo nie to było priortetem, ale wszystko się diametralnie zmieniło, absolutnie wszystko we mnie i na zewnątrz mnie, bo do grubasa również mi daleko a bieganie uwielbiam jak mało co tylko ostatnio mi brakuje – słuchawek ?:D A i uśmiech na twarzy wywołuje to że nie którzy znajomi mówią “ja to Cię podziwiam. Śnieg, deszcz czy śnieg a ty biegasz – taka kondycja i zdrowie, tobie to łatwo ! – ja też bym tak chciał” – szkoda, że nie wiedzą ile to pracy kosztuje 🙂 Na dodatek – o ironio po maturze wylądowałem na … AWF 🙂

  7. Muzyka, z gladiatora czy innego walecznego serca. 🙂 Nie tylko muzyka ale również video w tym przypadku gra ważną rolę. Kawałki Elysium i Now we are free towarzyszą mi od ponad roku, czyli od momentu, w którym zacząłem się uczyć pływać, bo wymyśliłem sobie start w IM (debiut w tri po niecałym roku nauki pływania mam już za sobą). Ten filmik jest piękny, zawsze płacze jak go oglądam…. 🙂 a oglądam go często. Zawsze gdy chce sobie przypomnieć po co robie to co robie.

  8. No to i jak się odezwę. Mój kawałek kojarzy mi się z pierwszym w życiu półmaratonem.
    Wystrzał startera, słuchawki na uszy i właśnie ten kawałek. Zawsze, gdy go słyszę mam przed oczami tłum ruszający do biegu, tłum, który mnie poniósł, który był moim pierwszym tak dużym biegiem, który mnie fascynował. Dało mi to kopa do pokonania pierwszego podbiegu !.

  9. Właśnie przy tej piosnce wszystko się dla mnie zaczęło. Odkąd pamiętam nie cierpiałam wf’u. Wszelkie gry zespołowe były dla mnie katorgą, a przebiegnięcie kilometra w moim przypadku było niewykonalne. Gdy zaliczaliśmy jakieś biegi, ledwo łapałam się na dwóję. Kombinowałam jak tu się tylko wymigać od ćwiczeń, próbowałam załatwić zwolnienie, no robiłam wszystko byle nie ćwiczyć. Aż pewnego razu pojechałam z przyjaciółką na wakacje. Gdy wieczorem zapytałam mnie czy idę z nią biegać, popukałam się w czoło i zaczęłam szukać jakiejś słodkiej przekąski 😀 Na szczęście dla mnie K. łatwo nie odpuściła. Męczyła mnie i męczyła, więc w końcu, żeby dała mi spokój, powiedziałam, że pójdę na kilka minut. Wyznaczyłyśmy sobie trasę, ona dała mi ipoda, włączyła muzykę i kazała biec. Przez pierwsze kilka minut strasznie mi się nie podobało, już stawałam i chciałam wracać do domu, gdy poleciała ta piosenka. Jakiego powera dostałam to ciężko sobie wyobrazić 😀 Pierwszy raz w życiu biegłam i mi się to podobało. Tak się zakręciłam, że zrobiłyśmy tą trasę dwa razy 😀 Potem codziennie chodziłyśmy biegać. Oczywiście na początku biegłam malutkie kawałeczki, ale potem z czasem, coraz dalej i dalej. Gdy skończyły się wakacje i wróciłam do szkoły, było zaliczenie z biegów. W ciągu jednych wakacji poprawiłam się z 2 na 5. Nigdy w życiu nie byłam z siebie taka dumna !! Pan i koledzy z klasy patrzyli się na mnie jak na ufo i pytali czy mnie gdzieś nie podmienili, bo to niemożliwe, żebym ja tak pobiegła 😀
    Teraz bieganie to moja pasja. Kocham to uczucie kiedy biegnę i jestem taka wolna! Za każdym razem kiedy usłyszę tę piosenkę, mam przed oczami tamte wakacje.Pamiętam jakby to było wczoraj, ten mój pierwszy bieg, palenie w nogach, zmęczenie ale też ogromną radość i satysfakcję. Bieganie jest przegenialne !!! 😀

  10. Pewnej zimy chłopak wiodący dość normalne życie, które w niczym nie odbiegałoby od ‘typowego’, postanowił zrobić ‘coś’. Wyszło z tego bieganie. Podczas jednego z ‘typowych’ wieczorów, przy piwku, z kolegą, wspólnie postanowili, że przebiegną sobie wiosenny półmaraton. Decyzja została podjęta. Kolejne dni mijały,ale w zasadzie nadal nic się nie zmieniało.
    Ktoś zacząć musiał, padło na mnie. Zaczęło się od kilku 2-3 kilometrowych wybiegań w pobliskim lesie. Powrót po 20 minutach ze spełnioną misją. Brakowało w tym jednak regularności, ale przede wszystkim brakowało postępów.
    Jako, że umówiony kompan ciągle miał bliżej do telewizora niż do wyjścia pobiegać ze mną, motywacji powoli przestawało brakować.
    Pewnego weekendu obudziłem się jakąś godzinkę przed planowaną pobudką. Może by tak pobiegać przed pójściem na Uczelnie? 15 min i do domu. Standardowo ubrałem na siebie kilka warstw, rękawiczki, słuchawki, czapka i do lasu. Z nogi na nogę, głowa zamyślona, wzrok wbity w zaśnieżone ścieżki, muzyka w tle.
    I kiedy wszystko wskazywało na to, że kolejny ‘trening’ nie przyniesie nic nowego, nagle refren piosenki 30 Seconds To Mars dociera do moich uszu. Nie wiem czy to przypadek czy podświadomość, ale przy słowach ‘up in the air’ moja głowa w jakiś sposób powędrowała trochę wyżej, wzrok zaczął krążyć nieco wyżej niż na wysokości czubków butów. I nagle do moich oczu dociera obraz leśnej zwierzyny. Los chciał, że tego samego dnia, na poranne wybieganie wybrała się też locha z małymi. Awaryjne hamowanie, chwila zgrozy, kto zrobi pierwszy krok? Wygrała jej matczyna opieka, wygrał mój zdrowy rozsądek. Szybko pierwsza lepsza ścieżka w lewo, w prawo, znowu w prawo, w lewo, obrót za siebie, czysto, znowu w lewo, w prawo, w lewo i jestem na miejscu. Dom. Uf. 15 minut minęło, trening zrobiony, jestem w domu. Żyję… Patrzę na zegarek, 32 minuty!? Patrzę na telefon 4,92 km !? Kiedy? Gdzie?
    I tak dzięki niesfornym leśnym zwierzątkom, pokonałem swoje pierwsze (prawie) 5 kilometrów. W końcu był postęp, w końcu coś się ruszyło.
    Od tamtego dnia piosenka ta nie znika z mojej playlisty, towarzyszyła mi przy przekraczaniu linii mety w moim pierwszym półmaratonie, towarzyszy mi do dziś na trasie każdych zawodów. Pobliskie leśne szlaki stały się już niestety trochę za krótkie, ale ciągle miło wracam do tamtej trasy.

  11. Musisz włączyć kawałek, przeczytać co napisałam i jeszcze raz go odsłuchać oglądając teledysk – ceremonię zamknięcia.

    Igrzyska. Przeciętny śmiertelnik marzy by tam być. Mój przyszły mąż był na dwóch. Podczas londyńskich mu towarzyszyłam (niestety tylko duchowo). Kawałek Emeli Sande mówi dla mnie o sportowcach. I niekoniecznie o tych, którzy zwyciężyli. Może nawet bardziej o tych, którym mimo ogromnych chęci, może nawet formy – nie udało się. Ja wiem, że każdy walczy o jak najlepszy wynik. Że bardzo się stara, nie poddaje, daje z siebie wszystko. Znam sport z kilku stron. Byłam zawodniczką, sędzią, kibicem. Wiem ile wyrzeczeń, pieniędzy, energii, sił, czasu, zdrowia trzeba oddać. Nie dziwię się łzom – tym po wygranej, jak i tym po porażce. Zawsze oglądając ten teledysk płaczę. Nie wzruszam się – po prostu płaczę.

  12. Brałem ostatnio udział w półmaratonie w Krynicy na Festiwalu
    Biegów. Trasa zakładała pod prawie sam koniec stromy około 3 km podbieg. Miałem
    obawy co do pokonania go przed startem. Biegłem razem z playlistą, którą sobie
    ułożyłem. Nie wiedziałem w którym momencie będzie dana piosenka, gdyż włączały
    się losowo. Tak się złożyło iż ta piosenka wypadła podczas najtrudniejszej
    części podbiegu. Jak tylko ją usłyszałem słowa jakoś wyzwoliły we mnie
    dodatkową energię. Strasznie się z niej ucieszyłem. Chciało się biec i nie
    przejmować się. No i udało się, gdyż strome podejście pokonałem bez zatrzymania
    i minąłem kilku przeciwników. Doznałem też chwilowego wzruszenia iż tak
    świetnie mi idzie.
    Na tą piosenkę zaś trafiłem pierwszy raz niedawno słuchając nowości
    płytowych. Od razu przypadła mi do gustu i bardzo mi się spodobała. Teraz
    dodatkowo jeszcze będą ją wspominał jako świetny wspomagacz i do tego legalny
    😉

  13. https://www.youtube.com/watch?v=bCDIt50hRDs

    Długo zastanawiałam się czy wiąż udział i jednak postanowiłam, że wezmę:)
    Moja historia jest życiowa z podłożem fit.
    Z powodu źle podanej szczepionki w dzieciństwie swoje pierwsze kroki po kilku operacjach postawiłam w wieku prawie 5 lat. Może to dziwne,ale pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj i właśnie piosenkę “Lemon Tree” w tle.
    Ćwiczenia a właściwie rehabilitacja była częścią mojego życia zawsze i zawsze wiedziałam jak ważną role odgrywa w moim życiu aktywność fizyczna aż do momentu buntu w wieku dojrzewania kiedy to pomyślałam ” i tak mi to nie wiele daje” więc przez kolejne ok. 10 lat siedziałam nie robiąc praktycznie nic oprócz jedzenia i przybierania na wadzę pozostawiając możliwość samodzielnego poruszania w takim stopniu takim jakim jest. W ten oto sposób przy wzroście 148 cm dobiłam wagi 60 kg co przy moim schorzeniu jest mega ciężarem. Pod koniec sierpnia 2014 roku wspominając czasy dzieciństwa z koleżanką puszczałyśmy sobie muzykę z tego okresu i tak wróciła do mnie piosenka z linku, obudziły się wspomnienia i i impuls do działania. 2 września 2014 zaczęłam robić coś dla siebie i swojego zdrowia. Dziś ćwiczę przede wszystkim pod okiem trenera na siłowni wykorzystując stepper, orbitrek i niewielkiego kalibru ciężary, robię to na co pozwala mi moje ciało a pozwala mi na coraz więcej. Łącznie przez ten cały czas mając swoje wzloty i upadki zgubiłam 15 kilogramów a z powodu rozciągnięcia ścięgien i wzmocnienia mięśni poprawiła się cała moja postawa ( zmniejszyły się przykurcze kolan i zwiększył się zakres ruchu stóp ) i w oto sposób mam 151 cm wzrostu :). Jestem mega szczęśliwa,że obudziłam się z tego letargu w jakim żyłam i teraz ćwiczę świadomie z pełną pasją i satysfakcją a w momentach wielkiego zwątpienia wkładam słuchawki włączam Fool’s Garden i przypominam sobie po co tak na prawdę to robię !!!! 🙂 🙂

Dodaj komentarz