Szczęście wymaga dyscypliny.

3
159

Z byciem szczęśliwym jest trochę tak, jak z byciem w formie. Nie da się tego utrzymać, jeśli się nad tym nie pracuje. Tak samo jak odmawiasz sobie niezdrowych ilości słodkich gazowanych napojów tak samo musisz odmawiać sobie prawa do narzekania. Takich wyrzeczeń jest znacznie więcej. I wszystko po co? Żeby być szczęśliwym.

Smutek jest taki łatwy

Nie musisz nic. Ba, możesz wszystko i nie musisz nic. Możesz nic nie robić, możesz sobie popłakać, możesz wszystko negować, możesz ubliżać samemu sobie, możesz odmawiać sobie wszystkich wyzwań, wysiłków i pracy. Możesz powiedzieć “w dupie, nie umiem, nie dam rady, to i tak na nic” i zostajesz w tej swojej biedzie tam gdzie byłeś… ale przynajmniej nie narażasz się na żaden wysiłek. Możesz spojrzeć na to co boli i powiedzieć “o k*** ale boli” i czekać, aż Cię ktoś poklepie.

A pozytywne myślenie? Musisz odganiać te wszystkie złe myśli, musisz sobie przypominać o wszystkim co dobre! Musisz! Musisz sobie mówić i powtarzać, że jest fajnie, że będzie dobrze, że dasz radę, że życie jest fajne. Musisz codziennie wstawać z nadzieją i chęciami. Musisz patrzeć na to co boli i mówić “e, mogło być gorzej”. Musisz codziennie toczyć miliard walki z samym sobą i jednocześnie godzić się z tym, że jeśli będzie Ci szło nieźle….to nikt nie zauważy ile Cię to kosztuje. A może nie musisz?

Szczęście to samotne uczucie….?

“Ludzie szczęśliwi nie potrzebują wsparcia”…brzmi logicznie, prawda? Ale czy słusznie? Przecież to oni właśnie pracują każdego jednego dnia nad swoimi emocjami i walczą ze swoimi demonami, żeby im się nie poddać. To oni stają w konfrontacji z tym co najgorsze… No bo chyba nie zakładasz, że każdy szczęśliwy człowiek to ten co ma wszystko i zawsze z wiatrem?

Z kolei uwaga i empatia świata skierowana jest do tych, którzy się temu smutkowi poddają.. Może i słusznie, bo Ty przez to, że chcesz być szczęśliwy i przez to, że wkładasz w to tyle pracy, wyrzeczeń i energii… to dokądś zmierzasz. A smutek? Smutek trzyma w miejscu. Bo tak łatwiej. A przecież chcemy poświęcać uwagę temu, żeby wszyscy dokądś zmierzali.

Zgadzam się więc z tym, że tym drugim trzeba pomóc najpierw. Bo tak jak na pewne wyniki w sporcie masz odpowiedni czas i albo się przygotujesz albo nie..tak w życiu też masz jeden wynik do osiągnięcia – przeżyć życie jak najlepiej – i też masz tylko jedno życie na to by go osiągnąć. Więcej okazji nie będzie. Także chyba rzeczywiście to dobrze, że Ci którzy już walczą ze swoimi demonami nie zabierają uwagi potrzebnej tym, którzy nie wiedzą po co mieliby podjąć walkę.

No i jak się zastanowić to jeśli Ci pracujący dołożą jeszcze trochę pracy… i podzielą się z kimś swoją walką. To wcale tak samotnie być nie musi. Powiedziałbym, że o ile tym drugim – smutnym – świat pomaga sam, o tyle tym walczącym muszą pomóc…oni sami. Jak? Ano pozwalając innym – pomóc sobie.

Nawet wtedy, kiedy wydaje im się, że jeszcze pomocy nie potrzebują. Dla bezpieczeństwa dalszych bojów ważne by ktoś jeszcze wiedział o tym co się dzieje za uśmiechniętą buzią.

A ludzi chętnych do dołączenia do Twojej armii jest zawsze więcej niż Ci się wydaje.

Tylko rozmowa z nimi jest strasznie trudna, bo musisz na chwilę przestać walczyć, a potem będąc całkowicie odkrytym opowiedzieć o swoich demonach.… i to jest ten moment najgorszy z którego bardzo szybko chcesz się wyrwać i nigdy nie wracać (bo przecież nie po to codziennie walczysz żeby się potem rozklejać).. ale zaufaj mi, warto. Jak już będziesz więc czuł, że masz dość bycia szczęśliwym to zamiast myśleć, że jedyna opcją jest być nieszczęśliwym to przypomnij sobie ten tekst a potem zastanów się, czyjego wsparcia byś chciał a potem podziel się z nim swoją walką….w kupie raźniej. I nie martw się, że obarczysz ich swoimi problemami. Oboje wiemy, że i tak nie powiesz wszystkiego w takiej skali w jakiej to odczuwasz 😉

To nie Chiquita

Doceniam często swoją radość. Swoje nastawienie i swój upór do tego, żeby się k*** nie poddawać. Doceniam, bo wiem, że ten uśmiech, ten banan na gębie i te pozytywne myśli to nie efekt pięknego słońca, szumu fal o poranku czy milionów na koncie. Wiem, że to efekt nieustannej batalii, która rozgrywa się w mojej głowie. Batalii, którą wygrywam i NIE GODZĘ się na to by być smutnym. I dziękuję sobie, że uczę się każdego dnia nie być w tej batalii sam i czerpać siłę od innych oddając im sekrety jakimi przez długi czas były moje małe wewnętrzne wojny. Czy mam chęć się poddać? Mam. Ale jak pisałem – to do niczego nie dąży i “niestety” nie potrafię się pogodzić z tym, że miałbym jednak stać w miejscu. Więc walczę.

I tyle w temacie tego wpisu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie kiedy będziecie się gromadzić wśród najbliższych uda Wam się (jeśli tego potrzebujecie….a część z Wasz na bank tak…) zwerbować nowych żołnierzy do swojej armii szczęścia…

I nie bój się. Każda armia powstaje “z powodu wroga”.

3 KOMENTARZE

  1. W Polsce bycie szczęśliwym jest mało popularne:) Ale bycie szczęśliwym sprawia, że zauważasz coraz więcej okoliczności i spraw, które są wspaniałe i jesteś coraz bardziej szczęśliwy i tak koło się nakręca:) Życzę wszystkim, żeby ich koła nakręcały się w dobrym kierunku 🙂

Dodaj komentarz