Trudny powrót do treningu po długiej przerwie

6
1856

Dzisiaj trochę na temat powrotu do treningu po długiej przerwie. Obojętnie od tego, czy wymuszonej pracą, czy spowodowanej lenistwem, czy jeszcze innym powodem. Powrót do treningu jest trudny a ja chcę Ci powiedzieć dlaczego tak jest i jak sobie z tym poradzić. Mam nadzieję, że zawarte tu podpowiedzi pomogą Ci szybciej i lżej stanąć na nogi. Mi pomogły.

6 miesięcy vs 0d zera

Fitback powstał przez to, że przez kilka lat dałem się totalnie pochłonąć pracy, korpo jedzeniu i mamiłem się, że jeden trening na miesiąc to nadal aktywne życie. Faktem jednak było, że przed tym okresem nie byłem mega wysportowany a w trakcie okresu tegoż po prostu przybrałem wagi. Nadal w głowie miałem świadomość, że jakoś tam sprawny jestem i wystarczy się ruszyć dla efektów.

I w pewnym sensie tak było. W kilka miesięcy zrzuciłem 10kg i zszedłem do 75kg, stamtąd zaczęła się moja przygoda z bieganiem, treningami itd. Wszystko jednak co osiągałem było NOWE. Nigdy wcześniej nie biegałem więc każdy bieg zbliżał mnie do nowej jakości mojej sprawności, nowych życiówek, nowych osiągnięć. Moją strefą komfortu był dom i świadomość, że biegać nie potrafię a wszystko co się działo na trasie było progresem.

I jak się okazuje, choć wtedy wydawało mi się to mordęgą to teraz wiem, że to był pikuś. Bo leciałem od zera i z każdym krokiem stawałem się lepszy niż kiedykolwiek.

W 2014 przechorowałem w sumie prawie 6 miesięcy. Tak, mamy 10 miesiąc a ja prawie 6 miesięcy przesiedziałem w domu chory. W zeszłym roku mało co nie złamałem 4 godzin w maratonie, półmaraton zrobiłem ze średnią 5:26 min na kilometr. Także wyniki naprawdę na wypasie. Na treningu bez problemów schodziłem do 5:00 i biegłem tak sobie te 5 czy 7-8 km. I teraz jest zaskoczenie…

Wychodzisz po długiej przerwie aktywnego treningu i nagle okazuje się, że dotychczasowe standardowe dystanse stanowią problem. Ba, po 2 kilometrach wracam ze spuszczoną głową do domu. Okazuje się, że dotychczasowe tempo wytrzymuję raptem parę minut i ogólnie po 10 minutach mam większą frustrację niż kiedy w ogóle zaczynałem i ledwo się ruszałem… czemu tak jest?! Przecież było tak dobrze!!! 

Strefa komfortu

Sytuacja wygląda następująco. Kiedy trenujesz regularnie i zaczynasz robić postępy przyzwyczajasz się do pewnego poziomu sprawności. Staje się on Twoją nową strefą komfortu. Przyzwyczajasz się do satysfakcji, że możesz w końcu biec bez zatrzymania czy też robić odpowiedni dystans w odpowiednim czasie. Nagle to co do tej pory było nieznane i nowe stało się dla Ciebie standardem. Kiedy więc po przerwie od regularnych treningów nagle nie możesz wrócić do tego co:

  • zyskałeś długimi treningami
  • osiągnąłeś poprzez liczne wyrzeczenia,
  • regularną walkę,
  • co sprawiło, że czułeś się z siebie dumny
  • może nawet chwaliłeś się tym znajomym…

pojawia się frustracja. Bo choć przerwa była to Ty nadal wymagasz od siebie tyle samo i co gorsza, wydaje Ci się, że masz prawo…

A nie masz…

Ja wiem. To trudne jest. Ale musisz pogodzić się z tym, że wszystko wymaga czasu. Jeśli zasiedzisz swój organizm przez x miesięcy to potem x czasu będzie potrzeba by go obudzić. O ile w przypadku startu od zera tak naprawdę ciężko “wrócić” do 0 więc i nie ma takiego żalu o tyle jeśli już trenowałeś jakiś czas i potem coś przerwało to no cóż, chcesz odzyskać to co było i to tak bardzo, że aż się sam demotywujesz. Skoro przed chwilą było to mogłoby wrócić nie?

Nie. Serio, nie. Jesteś dorosłym dojrzałym człowiekiem, musisz rozumieć to, że wszystko ma swoje konsekwencje i na szybko to można się po dupie podrapać.  Musisz dać sobie czas. Musisz dać czas organizmowi, żeby się rozpędził. Musisz sobie na to pozwolić, żeby przez jakiś czas być słabszym. Wolniejszym.

Musisz sobie pozwolić na to, by zacząć od nowa. Ale! Teraz zaczynasz z większą wiedzą i doświadczeniem. Teraz zaczynasz z lepszym rozumieniem “o co walczysz”. Cała sztuka po prostu polega na tym, żeby pamięć o dawnej sprawności pomogła Ci SPOKOJNIE krok po kroku wrócić do tego co było a nawet wynieść to na nowy poziom. Teraz postępy będą znacznie szybsze O ILE pozwolisz sobie na spokojne do nich dotarcie.

Kilka wskazówek

Nie zaczynaj bez planu! Najważniejsze w powrocie do sprawności jest ułożenie sobie – samemu albo z pomocą trenera – planu działania. Najgorsze co możesz zrobić to próbować po prostu jechać z tym co było kiedyś albo po prostu “sprawdzać ile możesz wyciągnąć” bo szybko może się okazać, że narzucając sobie za wysokie tempo albo działając zbyt chaotycznie po prostu fizycznie nie wyrobisz a do tego narazisz się na kontuzję.

Ułóż więc sobie plan, ambitny na miarę dawnych osiągnięć – ale biorący pod uwagę okres rozruchu. Na początek potrzebujesz po prostu wejść w regularność. Poziom trudności powinien być na tyle niski, żebyś dawał radę trening zrobić w całości. Z czasem możesz podnosić poprzeczkę, aż dojdziesz do punktu, w którym skończyłeś przed przerwą.

Znajdź sobie pomoc. Jeśli treningi wg planu Ci nie idą to jest duża szansa, że zaczniesz je sobie odpuszczać. Z mojej obserwacji DLA MNIE wystarczą dwa tygodnie regularności (4-5 razy w tygodniu)  i jestem już w ciągu.. ALE ! Wystarczy jeden trening, żęby ryzyko, że odpuszczę kolejny wzrosło 10000 krotnie. Dobrze jest więc w chwilach słabości umówić się z kimś na trening i mieć zobowiązanie wobec kogoś poza sobą. Znacznie trudniej nie pójść wtedy na trening.

Szanuj się. Tak, szanuj się. Im większa jest w Tobie frustracja tym bardziej możesz być z siebie dumny. Ona bowiem wynika z poziomu Twojej ambicji i chęci do walki (i pamięci “o co walczysz”). Uszanuj to. Podziękuj sobie za to, że jesteś wojownikiem. Pozwól jednak temu wojownikowi zacząć od początku. Daj mu czas się wzmocnić i przyodziać swoją zbroję, którą kiedyś wypracował.

Nie wymagaj od siebie bycia tym kim byłeś. Ewoluowałeś. Jak już pisałem zaczynasz od “początku” ale z bagażem doświadczeń. Teraz postępy będą znacznie szybsze tylko droga do nich będzie nieco bardziej kręta. Będziesz chciał więcej niż będziesz mógł i to mocno wpłynie na Twój nastrój, samopoczucie i nastawienie do dalszej pracy. Pamiętaj tylko, że idąc dalej dojdziesz do miejsca, w którym jeszcze nie byłeś. Lepszego miejsca niż to, za którym tęsknisz.

Potraktuj przerwę jako długi wypoczynek. Nigdy nie miej do siebie żalu o to co było bo nie masz już na to wpływu. Nie trać czasu na smutki i rozmyślania o tym, że czas minął. On mija nawet teraz kiedy to czytasz. Nie marnuj go.

Delektuj się. 

Zacznij powoli i rozkoszuj się każdym jednym krokiem który zrobisz. On Cię przybliża do tego co już znasz, czego pragniesz i czego Ci brak. Każdy jeden trening, obojętnie od tego jak wolny by nie był, przybliża Cię do tej upragnionej lekkości w tym co chcesz robić. Ciesz się tą drogą, bo satysfakcja z odzyskania tego na co zapracowałeś – a potem utraciłeś – jest tym większa, im więcej pracy Cię kosztuje.

Następnym więc razem jak poczujesz niemoc pomyśl sobie, że tak musi być, uśmiechnij się i lecisz dalej.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzed Maratonem Warszawskim
Następny artykułHummus domowej roboty – przepis
Zdjęcie profilowe Arvind Juneja
Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

6 KOMENTARZE

  1. Arvind
    b. dobry post i temat 🙂
    piszesz: “Bo choć przerwa była to Ty nadal wymagasz od siebie tyle samo i co gorsza, wydaje Ci się, że masz prawo…”
    a to przerwa ma swoje prawa, jak dziś napisałem u siebie na blogu http://www.piotrfit.pl/2014/10/18/przerwa-ma-swoje-prawa/
    Właśnie przez m.in. Ciebie i ten post zmotywowałem się, do napisania tego co od kilku dni chodziło mi po głowie o przerwie.
    pozdrawiam serdecznie, Piotr

Dodaj komentarz