Wyjdź na miasto #NikonCityStory

3
111

Sytuacja dla mnie wyjątkowa ale i lekko stresująca. Jako jeden z dwóch bloggerów w Polsce miałem możliwość wziąć udział w akcji “NikonCityStory” zorganizowanej z okazji światowego dnia StoryTellingu. W konkursie niestety nie wygrałem .. a może jednak?

W poszukiwaniu tego czegoś

Po kolei. Akcja miała polegać na tym, by w formie historii pokazać miasto swoimi oczami. Ze względu na krótki czas wszystkiego (od momentu ogłoszenia kto bierze udział do rozpoczęcia i wyjaśnienia zasad) nie zdążyłem się specjalnie przygotować, a dzień startu miał u mnie zapełniony grafik tematami zawodowi. Nie będę ukrywał – pojawił się mega stres. Z dwóch powodów, pierwszy taki, że chciałem jak najgodniej zaprezentować NAS wszystkich a drugi taki, że było mało czasu a chciałem pokazać to co naprawdę widzę gdy patrzę na ulice Warszawy. A co widzę? Ruch.

Kiedyś jak jeździłem jeszcze na studia moja mama wysadzała mnie rano na stacji metra Kabaty, stamtąd jechałem do centrum i na piechotę dochodziłem na koszykową (mogłem tramwajem, ale nie) żeby sobie móc po drodze poskakać pod pałacem. Mam nawet taki filmik krótki (na nim poza mną jeszcze Kamil Dołowski, pozdrawiam!)

I jeszcze taki, na którym załapała się nawet moja dawna uczelnia (i trochę Otwocka)

W Warszawie mieszkałem w sumie ze 2-3 lata swojego życia, a jeżdżę do niej regularnie od ponad 8miu. Jednym z głównych powodów wizyt w stolicy były aktywności sportowe takie jak treningi Parkour w Adidas Flow Academy (stare dzieje), akrobatyki na DKS Targówek czy też znowu Parkour z Parkour United. Potem doszło bieganie i teraz każda ulica jest bardziej moja niż Twoja bo ja przelewałem na niej swój pot a Aleje Ken to już w ogóle nawet nie pytaj. Agrykola, Belwederska? Co Ty wiesz o podbiegach. Starówka? Parkour, rowery, breakdance. Pałac Kultury – znów, parkour. Parking pod multikinem, podwórko za szkołą na Szolcu, Witos. Miejscówki stare znane i kipiące sportem. Niestety czasu było bardzo mało a szansa, że akurat ktoś tam będzie jeszcze mniejsza. Uznałem, że udam się do miejsca, które od jakiegoś czasu zaczyna mi się mocno kojarzyć z wszelkimi sportowymi wydarzeniami.

Aparat – Nikon D5300

d5300

Zanim przejdę do dalszej części krótko na temat aparatu. Krótko, bo nie miałem za dużo czasu by go poznać a po zabawie niestety musiałem oddać. Zdążyłem jednak poznać kilka mega funkcji z czego jedną pokochają miliony.. a mianowicie – Obsługa telefonu z iPhone’a 🙂 W 2013 bawiłem się aparatem Nikon AW110, ten który można zabrać na basen (czego nie zdążyłem zrobić) ale i który miał opcję też robienia fotek zdalnie i przerzucanie ich przez telefon na np Instagrama.

Tym razem obsługa z telefonu jest jeszcze lepsza bo wprowadzono coś, czego wcześniej nie można było zrobić – mianowicie ustawić focus “tapnięciem w ekran”. Stajesz gdzieś daleko od aparatu, tap w obraz na telefonie i łapie ostrość na tym co chcesz. To jest naprawdę mega opcja jak robicie sobie sami zdjęcia np w podróży. Fotka, którą widać na górze również była cyknięta w ten sposób i to do tego w locie 🙂 (telefon w ręku posłużył jako pilot) czyli jak widać działa to całkiem sprawnie i szybko.

Drugą cechą była niewiarygodnie wysokie ISO co pozwalało mi powalczyć z fotkami w nocy. Bardzo chciałem, żeby było widać na nich ruch więc rozmycia w tle są celowe choć wiadomo, technicznie rzecz biorąć zostawiają dużo do życzenia bo nie zdążyłem aparatu wystarczająco poznać.

Bardzo ważne – częścią wyzwania było to, że nie wolno było fot edytować ani nic takiego. Trzeba było je zrobić i z aparatu wysłać bezpośrednio na Flickra. To był bardzo dobry pomysł bo raz, że fotki można było na żywo oglądać jak się pojawiały a dwa, że szasne były bardziej wyrównane gdy nie wolno było wprowadzać do zdjęć żadnych zmian. Ja bym zmian dokonał sporo ale tutaj też Wam pokażę tak zwany raw materiał, który mi “wyszedł”. Nie jestem mega zadowolony ze zdjęć ale cieszę się, że udało mi się złapać chociaż cząstkę tego co chciałem… No nic, starczy gadania, czas na oglądanie.

Stadion Narodowy

DSC_0089

Po naradzie z naszą Panią Naczelną (pozdrawiamy Annę) ja i Andrzej Tucholski z bloga JestKultura.pl udaliśmy się każdy w swoją stronę. Moją było biuro bo miałem tego dnia dużo do zrobienia ale najpierw postanowiłem zerknąć czy czasem ktoś nie biega pod Narodowym… niestety było pusto ale udało mi się złapać.. oh well, mnie 🙂

DSC_0123

CSC_0160

Chwilę potem skoczyliśmy do Skaryszaka a tam JEDEN słownie biegacz. Ciśnienie mi się podniosło. To miejsce jest przepełnione biegaczami gdy masz chęć pobiegać w spokoju 😛

DSC_0153

No ale nic, lecę do biura bo popracować trzeba. W międzyczasie myślę co dalej i ładuję baterię (ciągłe eksperymenty z wifi jednak trochę dają jej popalić). Jak już się ściemniło uznałem, że fajnie będzie wyglądała most. Kusiło mnie nawet zrobić takie typowe zdjęcie “rozmyte światła samochodów i np stojący w miejscu pałac kultury” ale uznałem, że ani tu historii nie ma ani tego na czym mi zależy 🙂 Tak więc udałem się na most a tam ku zaskoczeniu wszystkich biegał Darek Kabulski.

DSC_0332

Udało mi sie też złapać rowerzystę ale za mało Warszawskie to zdjęcie dla mnie było a zależało mi by jednak każde zdjęcie pokazywało jako tako “gdzie jestem”.

DSC_0313

Chwilę potem myślę co dalej. Nagle pojawia się taki fajny ziom z longboardem. Zatrzymuję go i pytam “będziesz tu gdzies jeździł?” a on do mnie, że on się do fotek nie nadaje ale pod stadionem odbywa się o 19:30 tak zwany Tłusty Czwartek i że tam powinienem zajrzeć. W drodze znalazłem fajną latarnię, pod którą ludzie aktywni wyglądali naprawdę interesująco dla obiektywu. Pierwsza fotka jest moją ulubioną z całej imprezy. Ten piesek lata i jest tak uroczy, że szok 😉 złapałem tam trzy fotki i na każdej jest w powietrzu.

CSC_0341

DSC_0344

Dotarliśmy pod stadion. I tu się na chwilę zatrzymam. Stadion Narodowy – i mówię to zupełnie serio – staje się prawdziwym oddolnym i szczerym centrum aktywności fizycznych w Warszawie. Naprawdę. Brakuje tam tylko street workout parku, kilku murków i małego skateparku (chociaż dzieciaki twierdziły, że w jego podziemiach jest skatepark !!!) i będzie tam po prostu serce sportu w niekomercyjnej wersji (komercyjna to wiadomo, też jest).

DSC_0379

No więc wracamy, Tłuste Czwartki jak się okazuje to inicjatywa, w ramach której spotykają się miłośnicy desek wszelakich. Większość to longboardy ale i zwykłe deskorolki można zastać. Niesamowite i warte zaznaczenia jest to, że jest tam pełen przekrój wiekowy. Od najmłodszych po osoby starsze, po których skejtowania byś się nie spodziewał.

DSC_0386

DSC_0350

DSC_0361

DSC_0372

Naprawianie tracków nawet złapałem 🙂

DSC_0377

Młodzi testują różne tricki … i jazdę “prosto”.

DSC_0386

I odrobinę czegoś co się nazywa “manual” (przynajmniej w deskorolce)

DSC_0407

DSC_0410

DSC_0411

DSC_0432

Na Longboardzie osiągali mega prędkości – stąd to całe zabezpieczenie w formie kasków, ochraniaczy etc.

DSC_0434

Momentami miałem wrażenie, że kluczowe jest złapanie dużej prędkości a najfajniejszym “trickiem” –  umiejętność zahamowania. Wygląda to spektakularnie i niebezpiecznie. Ale spróbowałbym 🙂

DSC_0453

DSC_0476

Jak już wymęczyłem an miejscu kilka ujęć (miałem ograniczony czas) bardzo chciałem zrobić fotkę, na której stoję na rękach przy Kolumnie Zygmunta. Bo wiecie, zawsze trzeba gdzieś stanąć na rękach. Po drodze na starówkę złapałem rowerzystę.

DSC_0487

A potem ze zmęczenia zamiast na 2 stanąłem na jednej. Zauważ, ze z tyłu nadal widać Narodowy… Przypadek? Nie sądzę….

DSC_0512

Podsumowując

Uwielbiam robić zdjęcia. Naprawdę. Uwielbiam uwieczniać chwile w obrazie i wiązać z nimi wspomnienia i marzenia. Często widząc pasje innych ludzi potrafię ją “poczuć” i staram się to “poczucie” zamknąć w kadrze. Zaproszenie do NikonCityStory było dla mnie naprawdę dużym zaszczytem. Stresem – również – jak się zorientowałem, że w Polsce jest nas aż 2…

Dziś zrobiłbym sesję już zupełnie inaczej. Wiem jak bym ją zaczął i jak kontynuował tworząc faktycznie historię w 5 obrazach. Teraz starałem się zamknąć chociaż jej cześć.

Presja czasu zmusiła mnie jednak do wytężenia zmysłów i poszukiwania “tego czegoś”. Zrobiła mi tym samym niesamowitą przysługę bo oto po raz pierwszy od dawna wyszedłem na miasto poświęciłem kilka dobrych godzin po prostu na szukaniu “tego czegoś”…. taki czas jest bezcenny i bardzo za niego dziękuję.

Dzięki za uwagę. Mam nadzieję, że chociaż trochę dałem Wam poczuć tę jednodniową przygodę 🙂 Kilka przydatnych linków:

 

3 KOMENTARZE

Dodaj komentarz