Wyżyć się?

3
140

Co to znaczy wyżyć się na treningu? Ile razy słyszałeś “idę się wyżyć”, “dobry trening, wyżyłem się”.. a może słyszałeś o osobach, które chciały się wyżyć i im nie wyszło? Wracają wtedy z takiego treningu poirytowani jeszcze bardziej niż zanim na niego poszli… co to znacz, wyżyć się na treningu? Czy to znaczy dać z siebie 150%? Zmęczyć się do zejścia? Wycisnąć mięśnie aż do stanu, w którym przestaną działać? A może zrobić coś, do czego dotąd brakowało nam odwagi bo – co za różnica jak się to skończy? Czy każdym treningiem można się wyżyć? A może .. może chodzi o coś zupełnie innego?

Zacznijmy od początku.

Dlaczego chcesz się wyżyć? Wyżywanie się kojarzy się z agresją. Agresja rodzi się z problemów, nerwów, stresu. Wielu jednak sądzi, że treningowe wyżywanie się oznacza “wyzwalanie/uwalnianie i zużywanie” owej agresji. Nie wątpię, że czasem pewnie tak jest. Ja jednak chciałbym skierować Twoją uwagę w innym kierunku. W kierunku źródła.

No bo jeszcze raz. Jeśli agresja rodzi się z problemów, nerwów i stresu to problemem nie jest agresja sama w sobie (a więc wyładowywanie jej.. nic nie zmieni bo jej źródło nadal istnieje). Trzeba więc sięgnąć głębiej. Problemem najczęściej w mojej teorii jest stres, który w większości wypadków (z mojego doświadczenia i obserwacji) wynika z utraty kontroli nad czymś. Czy to w pracy, czy w szkole, czy w związku. Strata kontroli nad tym co się u nas dzieje.

Są takie sytuacje, w których ktoś trzeci podejmuje za nas pewne decyzje, decyzje, które wpływają na nasze bezpośrednie otoczenie, na nasze bezpośrednie działania. Decyzje, które są strategiczne dla tego, co będzie “dla nas” za chwilę. Tym samym, KTOŚ kształtuje pewne sfery – istotne dla nas – w naszym życiu i my nie możemy z tym nic zrobić. Tak jest, tak to działa i nie da się tego z naszego życia wyeliminować. I to boli. Boli i bardzo często irytuje i co gorsza – stresuje a stres ten należy do tych negatywnych, których rzadko kiedy da się uniknąć i nad którymi ciężko zapanować. Ktoś anulował właśnie budżet na projekt, który miał odmienić losy Twojej kariery? Ktoś zlikwidował koło naukowe, którym miałeś budować swoje pierwsze doświadczenia w zawodzie? Ktoś w związku nie zrozumiał Twoich intencji, wysnuł swoją teorię na ich temat i podjął pochopną decyzję, która teraz wpłynie na Waszą przyszłość? To wszystko boli.. i możemy POTEM starać się walczyć dalej, naprawiać co nieco ale “damage is done” i w tej chwili kiedy to ma miejsce… tracimy siły.

Kiedyś już pisałem o przejmowaniu się tym, nad czym nie mamy kontroli. Polecam zerknąć – > Potężne źródło motywacji

W tamtym wpisie sugerowałem, że nie ma nic lepszego/bardziej motywującego i gratyfikującego niż pomoc dla innych. To czego tam nie wspomniałem to to, że właśnie taka pomoc to jest akt, w którym MY…

Przejmij kontrolę

Tak, pomaganie innym to coś, co daje w nasze ręce kontrolę nad tym co się dzieje w naszym życiu. Ba, nie tylko naszym bo i tego kogoś. Powyżej pisałem, że czasem to ktoś inny ingeruje w nasze otoczenie i odbiera nam siły i chęci do życia/pracy przez to, że wprowadza zmiany an które MY nie mamy wpływu. Kiedy jednak chodzi o pomaganie to ten czyjś “wpływ” nie jest aż tak bolesny.

Mówię jednak o tym z innej przyczyny. Dziś nie chcę mówić o pomaganiu innym tylko o pomocy samemu sobie. Pomocy poprzez zrozumienie tego, czym jest wyżywanie się na treningu.

Bo widzisz. Z treningiem jest trochę właśnie jak z taką pomocą innym. Tu nie pomagasz komuś innemu, nie, tu pomagasz samemu sobie. Pomagasz komuś, kto tej pomocy bardzo w tej chwili potrzebuje (ze stresu, nerwów, innych problemów) i Twoja pomoc ma bezpośrednie przełożenie na to, ile taki trening takiej osobie da.

To nie chodzi o to, żeby się iść i wykończyć. Nie. To chodzi o to, żeby iść i zrobić to… CZEGO SIĘ CHCE. Czyli JA chcę zrobić dzisiaj 100 pompek  to JA ustalam kiedy i to JA ustalam po ile i to JA je wykonuję. To jest 4 razy JA. 4 razy KONTROLA w moich rękach. 5tym JA jest zwieńczenie tego i wykonanie tych 100 pompek.

Taki trening pozwala Ci odzyskać poczucie kontroli w swoim życiu podczas gdy inne bodźce Ci ją zabierają. To od Ciebie zależy jak taki trening będzie wyglądał, to Ty decydujesz o jego przebiegu, długości i włożonej nań energii. Chcesz dać z siebie dziś tylko 50%? Spoko! Nie ma problemu. Dajesz z siebie 50% i masz 100% satysfakcji bo to był TWÓJ WYBÓR i TWOJA WOLA. Chciałeś zrobić 100 pompek ale zrobisz 50 bo nie masz już sił i obawiasz się kontuzji? TEŻ NIE MA PROBLEMU. Bo to TY decydujesz, że tyle Ci wystarczy.  To wyżywanie się na trening to pokazanie SOBIE i SWOJEMU ŻYCIU, że MASZ kontrolę nad tym co się z Tobą dzieje. I ten pokaz “sił” to jest coś, co przy każdym treningu Ci przywraca wiarę, daje siły i nastraja pozytywnie do tego, żeby wrócić do środowiska, gdzie ktoś Ci tę kontrolę odbiera (np do pracy) i tam stawić czoła dając z siebie 100% MIMO WSZYSTKO.

Wiele osób bardzo dosłownie bierze wyżywanie się. Idzie na trening, wysila się bardziej niż powinno i po chwili nie ma sił. Irytacja, zdenerwowanie i demotywacja. Kontrolę przejmuje zmęczenie. A przecież można było się zastanowić “na co mnie dziś stać” i zrobić trening odpowiedni dla siebie. Jest to jednak do zrobienia tylko wtedy, kiedy rozumiemy, że walczymy o odzyskanie kontroli…. a nie o wykorzystanie resztek sił jakie nam zostały.

Szukaj zwycięstwa nie pasji

Często zaleca się ludziom, żeby szukali w swoim życiu pasji. Ja mam dla WAS dzisiaj inną sugestię. Szukajcie zwycięstwa. Gratyfikacji. Szukajcie czegoś, gdzie macie duże szanse na osiągnięcie “sukcesu”.

Przykład pierwszy z brzegu. Wczoraj wrzuciłem Wam, że poszedłem na 18 piętro na piechotę zamiast windą. Niby nic prawda? Nie. To czego nie wiecie to to, że ja tego dnia miałem 4 spotkania, full stresu i ważnych wydarzeń, które gdzieś tam w środku sponiewierały moje poczucie komfortu i pozytywnego myślenia.

Kiedy znalazłem się w budynku, w którym miałem udać się na 18 piętro…. odzyskałem władzę. Na te kilka minut mega wysiłku odzyskałem władze i powiedziałem NIE, nie pojadę windą, pójdę na piechotę. Włożyłem w ten dzień coś ekstra od siebie. Bo mogę. Bo chcę. Bo potrafię. Kilka minut później byłem na 18 piętrze z bananem na twarzy. Tego dnia popełniłem schody jeszcze dwa razy za każdym razem wybierając je zamiast windy. To było “w 100% moje” tego dnia. Plan, wykonanie, sukces. Poczucie, że mam kontrolę nad tym dniem w pewnym stopniu wróciło i tak naprawdę nie było “złudzeniem” bo dzięki podnesieniu swojej pewności odzyskałem siłę i nastawienie by walczyć dalej.

I chodzenie po schodach nie jest moją pasją. Nie. Ale świadomość, że mogę pójść po schodach na 18 piętro BO TAK CHCĘ jest budujące.

Innym przykładem są gry komputerowe. Gram bardzo często a nachodzi mnie chęć szczególnie wtedy, kiedy wszystko wokół się wali. Ktoś mógłby powiedizeć – głupi, marnujesz czas na gry jak tyle do zrobienia – a ja mówię nie, nie marnuję. Bo ja tego potrzebuję. Moje EGO tego potrzebuje. Gram dobrze. W tym rzecz. Wbijam w grę, zajmuje czołowe pozycje, po rundzie dwóch wracam jako zwycięzca do swoich zajęć. Jeśli mi nie idzie (bo trafiam na serwer z czitami, mam lagi, albo jestem zbyt zmęczony, żeby wygrywać) to wyłączam. Żeby się nie sparzyć.

Kto kontroluje Twój trening?

Kto kontroluje Twój trening? Ty czy Twoja frustracja? Czy kontrolujesz to co robisz dla siebie? Potrafisz wyciągnąć z niego maksimum przyjemności i korzyści? Czy doceniasz SIEBIE za to, że zrobiłeś coś dla siebie?

Czy widzisz tylko przyrost masy, spadek wagi, lepszy czy słabszy czas?

Jeśli chodzenie na trening zawsze będzie Ci się kojarzyło z budową, chudnięciem, wynikami to po pewnym czasie zaczniesz mieć problemy z motywacją. Bo “cel sam w sobie” jest ciężką motywacją jeśli jest daleki a w większości wypadków jest daleki…bo zawsze chce się więcej, lepiej, kształtniej.

Mnie już myślenie o tym, żeby mieć mniej tłuszczu, żeby ten brzuch jakoś wyglądał.. mnie to już dawno zmęczyło i przygniotło. Przestałem więc się na tym skupiać. Dzisiaj ważę więcej niż jak zaczynałem Fitback.. serio, ale i czuję się znacznie lepiej. Brzuch nadal bez kraty ale każdego dnia wiem co dla siebie zrobiłem, odczuwam z tego mega satysfakcję i TO MNIE nakręca do tego by walczyć dalej. Ta świadomość, że robię coś dla siebie. Że mam kontrolę nad swoim życiem w tym kontekście. Ja. Nie praca, która zabija czas, nie inne obowiązki. JA.

SZUKAJ SZUKAJ AJ AJ

No i o tym chciałem Wam dziś powiedzieć. Żebyście szukali w swoim życiu wygranych. Żebyście odnajdywali każdego dnia chociaż ten najmniejsze zwycięstwa i chwile pełnej kontroli nad swoim życiem. To one dadzą Wam ogień do tego, żeby przeciwstawić się nawet największym wyzwaniom, nawet najcięższym chwilom i co najważniejsze – żebyście wygrali ze zwątpieniem we własne siły.

Powodzenia.

P.S. Podoba się wpis? Udostępnij! Jeśli może pomóc Tobie to może też pomóc innym 🙂

3 KOMENTARZE

  1. Dwa dni temu rozmawiałem o małych sukcesach, o tym że trzy razy ominąłem McD i ich mcflurry, o tym ze czułem się przez taką pierdołe zwycięzcą 🙂
    Problem w tym że wiele osób nie potrafi dostrzec bądź nie docenia tych małych triumfow.

    Dobry wpis!

Dodaj komentarz