Życie by Pieseł

6
160

Zbierałem się do tego wpisu już kilka razy. Teraz mam nieco łatwiej ze względu na pojawienie się “dziwnego” mema o nazwie Pieseł…a w zasadzie Doge bo Pieseł to nic innego jak DOBRZE zrobiona kalka z zagramanicznego mema Doge. Dzisiejszy wpis nie będzie traktował o memach, o wyższości psów nad kotami czy sensie ich publikowania każdego dnia. Dzisiaj będzie o tym, na co jest czas i kiedy.

Pieseł do mnie przemawia

Jak pewnie większość z Was mogła już zauważyć – w Internecie jestem bardziej miłośnikiem kotów niż psów. Zaznaczam, w Internecie. Na żywo poza siecią marzy mi się wieli pies pokroju Mastiffa tybetańskiego (czyli “bydle” mojego wzrostu) a w domku na wsi czeka na mnie słodzina rasowy kundelo 🙂 Dlaczego więc jestem koci w sieci? Bo kot internetowy to coś więcej. W Internecie kot to postać kultowa. To istota wyższa niż nawet sam człowiek. Koty w sieci to władcy świata, inteligenci na poziomie wyższym niż rada naczelnych w Mensie. To one nam pozwalają się głaskać, to one nam pozwalają się karmić, to one nawet decydują o tym, czy jutro wstaniemy czy nie i czy wolno nam iść do pracy. To one rządzą tym światem. I mnie ten koncept bawi niesamowicie. Zdjęcie kota wpatrującego się w kanapę na której nic nie ma, że niby on tam widzi coś więcej… to jest dla mnie powód do śmiechu na pół dnia. On widzi więcej, a Ty człowiek jesteś ograniczony 🙂

cat-couch

Takie kotki mnie niesamowicie bawią, malują uśmiech na mojej twarzy i tyle. Takimi je stworzyliśmy w sieci i teraz mamy pełne prawo czerpać z tego maksimum radości. I nie dla tego, że to jest jakiś tam “głupi dowcip” i nie dlatego, że ja jestem jakiś tępy… chyba… a dlatego, że mi naprawdę mało trzeba do tego, żeby się z czegoś cieszyć. Naprawdę jest mi mało potrzeba do tego, żeby móc się z czegoś cieszyć. Z natury staram się cieszyć wszystkim tym, co mnie otacza… a może nawet nie, nie z natury, ja na to ciężko pracowałem, żeby teraz móc się cieszyć wszystkim. Nie urodziłem się taki, z pewnością nie byłem taki w czasach szkolnych ale już studia, praca, ciężka harówka i inne przejścia sprawiły, że taki właśnie się stałem. Nauczyłem się cieszyć nawet najmniejszymi pierdółkami. Zauważam to dość często oglądając filmy w kinie kiedy publika siedzi cicho a ja już kolejną scenę ryję jak norka.. bo doszukuję się czegoś, co mnie rozbawi, nie czekam aż film zrobi to za mnie zwłaszcza, że kino ostatnio dość często zawodzi pod tym względem. Ja jednak nie uznaję takiej opcji i jak nie dostaję pod nos tego co śmieszne to doszukuję się tego sam… tak mam.

Jak tak o tym pomyślę teraz to naprawdę długo na to pracowałem. Długo pracowałem nad tym, żeby być w życiu szczęśliwym i choć jak na takiego smarka może to dla Was brzmieć komicznie to ja to mówię z pełną powagą. Żyjemy w społeczeństwie ludzi smutnych, widzących świat w odcieniach szarości. Ludzi, którzy na pytanie “co słychać” odpowiadają przeważnie “daj spokój, chujowo” i ta toksyna z ich ust przelewa się na wszystkich wokół.

Wracając jednak, ja szukam swojej radości. Szukam powodów do niej. Szukam tych małych rzeczy, które mnie rozweselą, które naładują mnie optymizmem, które dadzą mi powód do podniesienia głowy i kontynuowania dnia w lepszym nastroju. Szukam, dociekam, przyglądam się z zainteresowaniem…. jak pieseł. Ostatnio wrzuciłem taki obrazek, który nawiązuje idealnie do tego tematu.

1174873_507713295984453_1791607079_n

Don Piesełone. Czyli Pieseł oglądający Ojca Chrzestnego. Wpis ten spotkał się z dziwnymi dla mnie komentarzami osób, które nie załapały przekazu, osób, które uznały, że to głupie i że to dowcip strasznie niskich lotów. Ale to nie jest “dowcip”. To jest FASCYNACJA Pieseła filmem. Ja jak to widzę to słyszę pieseła jak ogląda film i mówi

“o, oferta, ciekawa, taka nie do odrzucenia, aha, ciekawe”
“aha, rodzina najważniejsza, mhm, szacun”
“uszankowanko, trzeba okazać, tak tak”
“aha, przysługa taka, okej”
“wow uniosła rozmowa”

I merda przy tym ogonkiem czekając na więcej. Innymi słowy widzę istotę, która pozwala sobie na to, żeby coś ją zafascynowalo. W anglojęzycznym opisie mema Doge nazwali go “overly excited dog”. Czyli pies, który się za bardzo ekscytuje. Do mnie ten koncept przemawia z jednego powodu. Wg mnie nie ma czegoś takiego jak nadmierna ekscytacja w dzisiejszych czasach. Serio. Jeśli już to mamy plagę nadmiernego marudzenia, narzekania i NIE doceniania. Każdy przejaw entuzjazmu jednak spotyka się właśnie z taką krytyką… bo jak szczęśliwy to pewnie głupi albo nienormalny.

Pieseł docieka, interesuje się i fascynuje wszystkim wokół. Uwielbiam takie stworzenia, ba, jestem ogromnym fanem KAŻDEGO, kto się czymś fascynuje. Uwielbiam rozmawiać rozmawiać z ludźmi, którzy mają pasję. Jakąkolwiek. Czy to będzie kolekcja jedwabników, czy zbiernie miniaturek autobusów czy coś mi bliższego tak jak trening czy społeczności. Nie istotne. Jeśli ktoś ma w sobie pasję dla jakiegoś tematu i chce mi o tym powiedzieć – > TAK PROSZĘ, OPOWIEDZ!

nabekonie
Ten kot przemierza wszechświat stojąc na dwóch łapkach na plasterku bekonu. Przebij to.

Po co ? Bo świat jest strasznie mały. Ludzie spędzają całe lata – i miliardy dolarów – na szukaniu nowych miejsc we wszechświecie. Szukamy nowych planet. Szukamy innego życia, alienów itd. Szukamy lepszych zakątków na tej naszej. Ja wiem, że głównym powodem dla poszukiwania innej planety jest to, że nasza w końcu rozpieprzymy w drobny mak żyjąc tak jak żyjemy i trzeba się będzie stąd ewakuować… ale dla wielu jednak powód może zupełnie inny… szukamy innego świata nasz świat wydaje nam się mało fajny, tamten inny na pewno jest lepszy ale jest strasznie daleko… buuulll shiiiiieeet… prawda jest taka, że inny świat jest tuż obok.

Świat równoległy bo oparty na tym samym otoczeniu. Oni chodzą tymi samymi chodnikami, jedzą w tych samych miejscach, robią zakupy w tych samych sklepach a czasem nawet chodzą do tej samej łazienki np w pracy. Oni są w tym samym miejscu …. ale żyją w zupełnie innym świecie. To co Ty przeżyłeś w przeszłości, co stworzyło Twój charakter, co wypełnia Ci dzień w Twoich myślach, co Cię otaczało od najmłodszych lat… stworzyło Twój świat. Ich też, ale ich dzieciństwo było inne, otoczenie też było inne, przeżycia i doświadczenia również. Także idąc tym samym chodnikiem patrzycie zupełnie innymi oczyma i widzicie zupełnie inne światy. Jest zbiór “momentów”, które każdy z nas przeżyje w swoim życiu. Trzeba jednak zrozumieć, że choć “powierzchownie” będą takie same to jednak każdy je odbierze inaczej, każdy je inaczej odczuje/zrozumie i każdy wyciągnie z nich coś innego… i to coś właśnie ukształtuje naszą/ich wizję swojego świata. I to one sprawiają, że się czymś cieszymy lub nie..

Żeby poszerzyć więc swój wcale nie musisz wyjeżdżać za granicę. Twój świat może być szerszy i pełniejszy a co za tym idzie nawet radośniejszy, jeśli uda Ci się spojrzeć na niego oczami Twojego kolegi, Twojego sąsiada, brata, mamy czy szefa. Whatever. Posłuchaj ludzi z pasją, zobacz co ona z nimi robi, zaraź się, ale nie ich pasją, po prostu radością i otwarciem na coś innego niż koniec ich nosa.

[label shape=”” type=”success”] Zapytaj osobę siedzącą obok “co ją cieszy, co ją raduje, czego się nie może doczekać”. [/label]

Sztuka wyboru

Ostatnio czytałem taki wpis na jednym z bardziej poczytnych amerykańskich blogów fitnessowo lajfstajlowych. Wpis był krótki i mówił “dziś mam wszystkiego dość, nie idę biegać i nie zamierzam nawet próbować się cieszyć, po prostu mam chwilowo dość, jestem zmęczona i mam prawo czuć się zdemotywowana”. I tyle.

I cóż, chwilę siedziałem wgapiając się w ten wpis i pomyślałem “tak, masz pełne prawo ale to TWÓJ WYBÓR czy z niego skorzystasz”. Ja podejmuję taki wybór każdego dnia. Mam problemy jak każdy i w pracy i poza pracą. Ja jednak wybieram opcję, w której się nie poddaję smutkowi. Nie, nie gromadzę go w sobie i nie zagłuszam (nie kumuluję), po prostu rozprawiam się z nim tu i teraz. Mówię mu, tak, to przykre/smutne/nudne/słabe… ale jest masa ciekawszych rzeczy np to to i to i biorę się za to to i to bo to ma dla mnie większą wartość, to ma dla mnie większy sens.

To co nie ma dla mnie sensu to STRATA CZASU. Nie ma nic cenniejszego w naszym życiu niż czas. A nie ma durniejszego sposobu na jego stratę niż smutek…a jeszcze będzie taki czas, kiedy bęzdzie sobie ciężko odmówić smutku..

będzie taki czas, kiedy naprawdę ciężko będzie sobie odmówić smutku..
do tego czasu jednak, wybierajmy radość..Jeśli jest coś, co cieszy innych ludzi a my tego nie rozumiemy – spróbujmy zrozumieć. Nie oceniajmy ich tylko zazdrośćmy im tej radości i starajmy ją złapać i wprowadzić do naszej codzienności.
Matematyka jest tu nieubłagana, więcej radości.. to więcej radości.Lepiej się cieszyć niż smucić. Taka jest prawda i to chciałem przekazać tym wpisem. Cieszcie się, radujcie, fascynujcie i poznawajcie.
Jeśli Twoja własna rzeczywistość jest wg Ciebie szara, nudna i smutna… poznaj inną.

Na zakończenie dwa filmiki, które mogą nieco zwizualizować to co opisałem.Pierwszy film to historia tego, jak ktoś z Twoich śmieci tworzy sens swojego życia.

Drugi to nic innego jak piosenka o hip-hopie. Ja jednak mam dla Ciebie zadanie, zamień “słowo hip-hop” na coś innego, na coś, co Ciebie nakręca lub może nakręcać. Ja tak robiłem dość często za młodu. Słuchałem Peji, Fenomena itp. i w ich słowach szukałem powiązani z tym co mnie otacza. Zamiast tworzenia muzyki miałem ćwiczenia, treningi itd… wyciągnałem z ich utworów przekaz, który miał sens W MOJEJ rzeczywistości choć nie miała ona z hip hopem nic wspólnego.. polecam Ci zrobić dokładnie to samo:

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł21 dni – Edycja 2 – Lista
Następny artykułDIY: Roller do masażu
Zdjęcie profilowe Arvind Juneja
Hej, jestem autorem bloga Fitback.pl . Chciałbym Ci pokazać jak możesz przedłużyć swoje życie jednocześnie korzystając i czerpiąc z każdego dnia tak jakby jutra miało nie być :) Wierzę, że warto robić to co daje radość dziś ale nie wyjdzie Ci bokiem za lat 10-15. Nie wierzę w drogę na skróty.

6 KOMENTARZE

  1. Przeczytałem,
    i mam dylemat. Bo z jednej strony piszesz całkiem sensownie, a z
    drugiej – pieseł jest dla mnie tworem na poziomie “puchałkę”, i choćbym
    nie wiem jak się starał to nie budzi we mnie nic więcej poza delikatnym
    zażenowaniem.

    • no
      to przeczytaj raz jeszcze i znajdź ten fragment gdzie piszę o tym, by
      WYCIĄGAĆ to co ma największą wartość w tym co nas otacza. Skupiasz swoją
      uwagę na tym, że to powstało dla gimbazy, że to gimbaza tworzy i jest
      miliard innych fotek, które nie mają
      sensu. A ja mówię, skup się na tym co ma sens, czyli na fakcie, że
      Pieseł się zafascynował… i na tym, że taką ma naturę i że heh, zobacz,
      on się cieszy, że “aha, przysługa taka” coś na co w ogóle nie zwróciłbyś uwagi… kręcą go detale, jakieś mało istotne fakty, coś
      czego dorosły człowiek dawno nie zauważa i może przez to traci?

      Oraz
      nie, Pieseł i Puchałke to dwie różne ligi. W puchałke chodzi o łamanie
      języka i często wulgarne akcje rodem z Magicznych Przygód Kubusia
      Puchatka. W Doge chodzi o to, że on jest overly excited…

    • Przeczytałem. Zrozumiałem. I nic.
      Może
      jestem leniwy? A może po prostu nie widzę żadnego sensu w dopatrywaniu
      się czegoś wartościowego na siłę, podczas gdy naprawdę fajne rzeczy leżą
      tuż obok, tylko trzeba wyciągnąć rękę? Tyle że nie jestem pewien czy
      sięganie po coś innego z premedytacją to nie jest czasem eksploracja,
      wymagająca wysiłku większego niż zostanie tam gdzie się jest, z piesełem
      przed nosem – co rujnowałoby tezę o lenistwie 😉
      A w temacie niezauważania rzeczy dostrzeganych przez dorosłych to polecam dziecko 😛

    • No widzisz, ale Ty robisz coś zupełnie odwrotnego . Z tego lenistwa nie doszukujesz się “piękna” tylko od razu piszesz o gimbazie i puchałke. Nie wiem czy Ty to widzisz ale robisz dosłownie coś odwrotnego niż ja sugeruję a jednocześnie mówisz, że nie robisz nic. A tak nie jest. Wziąłeś to co zostało Ci dane – obrazek z memem – i WYCIĄGNĄŁEŚ WNIOSEK, porównałeś, zastanowiłeś się, czyli COŚ zrobiłeś. Doszukałeś się czegoś co wg Ciebie nie jest warte zainteresowania a ja zrobiłem wielki wpis o tym by robić na odwrót i jednak doszukiwać się tego co dobre i nie rozwodzić nad tym co złe. Złego mamy nadmiar. Skupmy się na dobrym.

  2. Bardzo dobry i istotny wpis, popieram i zgadzam się w całej jego rozciągłości. Generalnie optymizm i pozytywne podejście do życia sprawiają, że jesteśmy dużo bardziej efektywni, zadowoleni z tego co robimy, bardziej otwarci na różne inicjatywy i wydarzenia i łatwiej odnosić sukcesu w obszarach w których działamy. Dla mnie najistotniejszym fragmentem jest:

    ” Żyjemy w społeczeństwie ludzi smutnych, widzących świat w odcieniach szarości. Ludzi, którzy na pytanie „co słychać” odpowiadają przeważnie „daj spokój, chujowo” i ta toksyna z ich ust przelewa się na wszystkich wokół.”

    Wiele osób nawet nie stara się zastanowić nad sobą i nad swoim życiem, nad próbą znalezienia pozytywnych aspektów. Żyją w swoim szarym świecie, którego nie chcą pokolorować, bo spirala negatywnych uczuć i emocji tak ich nakręca, że najwięcej do powiedzenia mają o tym jak jest źle, smutno i kiepsko. Owszem, wiele czynników utrudnia odbiór pozytywów w naszym otoczeniu, ciągle mamy rzucane kłody pod nogi, ale akceptowanie tego “as-is” jest najgorszą strategią jaką można obrać. Ludzie nie chcą się doszukiwać pozytywów, bo narzekać jest łatwiej. I to jest dopiero smutne.

    btw. jako ciekawostkę dodam tylko, że wczoraj wieczorem zaplanowałem sobie napisanie wpisu u siebie na blogu na temat powiązania regularnej aktywności fizycznej z motywacją do pracy i zwiększaniem efektywności w działaniu. Widać coś jest na rzeczy i być może w tej kwestii nadajemy na podobnych falach, skoro pomyśleliśmy o tym samym w podobnym terminie 😉

  3. Przeczytałem, zrozumiałem, spróbowałem się dopatrzyć tego co Ty widzisz i nie zauważyłem nic więcej poza budyniowatym humorze dla dużych dzieci, co by im przypadkiem psychiki nie zwichnął czymś mocniejszym 🙂 Podobnie jak Adam wolę uważnie obserwować rzeczywistość i wyciągać z niej to co ważne, piękne, wartościowe, a nie doszukiwać się nie wiadomo czego w rysuneczkach dla dzieci.

Dodaj komentarz