Zasada 5 minut

6
185

Nie, nie będzie dzisiaj o alokowaniu informacji w pamięci podręcznej. Będzie o tym, co jest pomijane w imię teorii “Najtrudniejszy pierwszy krok”.. a mianowicie tego wszystkiego, co się dzieje kiedy już wyjdziesz na dwór.

CO JA ROBIĘ?!

Przeczytałeś wszystkie poradniki, ze 3 książki o bieganiu i prenumerujesz Runner’s World. Jesteś przygotowany, zwarty i gotowy żeby wziąć się za trening. No i bomba. 6 rano, zakładasz wczoraj przygotowane ciuszki, spożywasz co miałeś spożyć, nie masz żadnych “wątpliwości”, wszystko pięknie i cacy gotowe do wyjścia.

I wychodzisz. I wiatrem w ryj. Zimno, ponuro, ciężko. Organizm nie jest zachwycony i stawia opory. A przecież miało być tak łatwo! A tu coś boli, tam czuć wczorajszą kolację. I ogólnie czemu nie śpisz? Wyszedłeś ale nadal możesz szybko wrócić. I co zrobisz?

Generalnie zasada 5 minut mówi o tym, że przez te symboliczne 5 minut “wymuszonego” przez Ciebie wysiłku fizycznego zarówno organizm jak i głowa stawiają opory. W związku z tym musisz się na te 5 minut przygotować i chciałbym Ci dziś podpowiedzieć jak to zrobić 🙂

Pierwsze 5 minut 

Nie wychodź z pustą głową. Najgorszej jak wyjdziesz na trening z myślą o tym jak będzie wyglądał i już od pierwszego kroku zaczniesz analizować wszystko co się wokół Ciebie dzieje. Ja od razu słyszę swoje kroki, oddech i już mi się robi ciężko. U mnie cudownie sprawdza się wychodzenie z “myślą o czymś”. Np przed wyjściem czytam coś albo sprawdzam coś z pracy i jak wychodzę to rozmawiam ze sobą na temat tego tematu. Czy to nowa funkcjonalność na Fangolu czy nowy wpis na Fitbacku i tak sobie wychodzę, zaczynam coś robić i jak skończę ze sobą omawiać temat to się okazuje, że mam za sobą pierwszy czy drugi kilometr i ten najgorszy pierwszy moment jest już za mną.

Wiedz czego będziesz słuchał – jeśli słuchasz muzyki to zacznij słuchać już w domu i wiedz, co się włączy jak wyjdziesz. Ja osobiście do biegania słucham w kółko tego samego i sprawdzonego dzięki czemu wiem, kiedy uderzy a kiedy przymuli. W ten sposób unikam nagłej smutasowej muzy w momencie, w którym chcę się zacząć rozpędzać.

Po co? To jest dobre. Pamiętaj po co to robisz. Ciesz się i dziękuj sobie, że to robisz. Jesteś naprawdę wielkim fighterem już w momencie podjęcia walki i powinieneś JARAĆ się tym, jakim jesteś zajebistym człowiekiem w momencie wychodzenia z domu 🙂

Albo po prostu wyjdź na 5 minut….

Tak, masz pełne prawo wyjść po prostu na 5 minut z domu. Ustal sobie taki cel. Kumasz, 5 minutowy trening. No nie dasz rady? Dasz. Samo wyjście zajmie Ci więcej ale co tam, liczy się “fakt” wyjścia. Czasem są takie dni, że wiesz, że nie dasz z siebie więcej. To normalne i zupełnie zrozumiałe. Sztuka polega na tym, by zrobić tyle na ile jesteś w stanie. Ty mówisz

“Dłużej jak 5 minut nie wytrzymam”

ja słyszę

“Wytrzymam 5 minut”

I mówię – “To idź na 5 minut.”

Jak będziesz chciał wrócić – wrócisz. I będzie ok bo przecież miałeś wyjść tylko na 5 minut i cel został osiągnięty. Przestaniesz to traktować jak porażkę bo przecież plan wykonany w 100%.  A jak nie będzie chciał wrócić – też fajnie 😉

Grunt to czuć się dobrze z tym co się robi. Po prostu. Najgorsze jest nie robienie nic bo ma się “zbyt ambitne plany”. Nie może być tak, że Twoje ambitne cele blokują Ci nawet najmniejsze sukcesy. A sukcesem takim jest po prostu ruszyć się z fotela… Na trasie wszystko nabiera zupełnie innej perspektywy.

Jak to mówią – zła pizza jest lepsza niż brak pizzy 😉

6 KOMENTARZE

  1. Mam tak szczególnie w soboty – przychodzi czas na bieganie i nagle się zaczyna “a może ten jeden raz odpuścić”, “noga boli”, “mięśnie jeszcze nie odpoczęły”. Jak już się zmuszę i pojawią się pierwsze krople potu, wszystkie opory natychmiast mijają 🙂

  2. Sama prawda!
    Po pracy wpadłem na godzinkę do znajomych na trening i nawet miałem
    okazję zacytować fragment tego wpisu – tak jakoś mi w głowie został, po
    przeczytaniu go rano 🙂

  3. Ja nie biegam w plenerze bo nie mam do tego predyspozycji zdrowotnych i raczej nie mam efektu “wiatrem w ryj” a szkoda,ale kiedy staję na orbitrek w domu i jeszcze wszyscy domownicy śpią a łóżko jeszcze nie pościelone to faktycznie daje sobie kilka minut a później jeszcze kilka aż dobijam do 40-50 min. Muzykę słucham na słuchawkach zaraz po tym jak wciągnę na siebie koszulkę( a wciągam ją pierwszą ) i nie ma miejsca na smutaśne kawałki na mojej muzycznej liście.

    Świetny wpis! a to ” Jesteś naprawdę wielkim fighterem już w momencie podjęcia walki i powinieneś JARAĆ się tym, jakim jesteś zajebistym człowiekiem w momencie wychodzenia z domu ” będę cytować moim fit znajomym jak mi zaczną malkontencić 😀

Dodaj komentarz